Reklama

Jak kolekcjonować polski vintage design?

Możesz stworzyć kolekcję, która będzie naprawdę dużo warta.

Jak kolekcjonować polski vintage design? Zdjęcie dzięki uprzejmości Patyna.pl

Z Beatą Bochińską, historykiem sztuki, autorką książki Zacznij kochać dizajn,
rozmawiała Anna Zaleska.

Jak to się stało, że na przedmioty, które kojarzyły nam się z biedą i szarzyzną peerelu, nagle spojrzeliśmy innym okiem i się nimi zachwyciliśmy?

Beata Bochińska: Musiało przyjść nowe, pozbawione uprzedzeń pokolenie. Zaczęło się od tego, że młodzi ludzie często wynajmowali mieszkania, w których właściciel zostawiał niechciane meble czy przedmioty. I nagle się okazało, że ciekawie zaaranżowane, połączone ze współczesnym dizajnem, stają się niezwykle interesujące. Ale do rozwoju mody i odkrycia vintage z lat 50. 60. i 70. najbardziej przyczynił się internet i takie portale jak patyna.pl. Tam spotkali się ludzie, którzy najpierw zbierali różne rzeczy dla przyjemności, ale jak już mieli 120, zaczęli się wymieniać, sprzedawać...

...i zrobiło się całkiem poważnie.

Tak, bo jak ktoś zhadlował dwa krzesła, kupił za to fotel, potem wymienił go na kanapę, a po jej sprzedaniu nagle się orientował, że ma z tego drugą pensję, zaczął temat traktować serio. Zabawne, jak zmieniały się opisy przedmiotów. Na początku było: wazon zielony duży sprzedam. A dzisiaj: projekt – Zbigniew Horbowy, 1972 rok, Huta Barbara, Polanica Zdrój, wysokość taka, średnica taka, szkło antico.

I skąd ci młodzi ludzie, w końcu amatorzy, wiedzą to wszystko?

Szukają, pytają, grzebią w katalogach. Bo im więcej wie się o przedmiocie, tym lepiej można wycenić jego wartość. Ja też trochę pomogłam. Patrzyłam na te ich aukcje i myślałam: oni za tanio sprzedają! Szkoda, że nie wiedzą, co to jest. I zaczęłam na mojej stronie w internecie zamieszczać opisy. W listopadzie minie rok, a ja mam dwa tysiące obserwatorów. Są ludzie młodzi, którzy nie mają dużo pieniędzy, ale vintage ich pasjonuje, i również zamożni, zainteresowani inwestowaniem, stworzeniem kolekcji, która po latach będzie naprawdę dużo warta.

Od czego powinien zacząć ktoś, kto chce kolekcjonować vintage dizajn?

Musi sobie powiedzieć, co lubi. Są kolekcje tworzone z wyrachowania, ale ja nakłaniam, by się zakochać w dizajnie, bo wtedy to sprawia przyjemność. Chodzi się trochę jak na haju. (śmiech)

Proszę poddać pewne tropy: gdzie szukać czegoś,
w czym można się zakochać?

Są osoby, które wybierają szkło – bo pięknie błyszczy, światło przez nie cudownie przechodzi. Inni kochają porcelanę. Jeszcze inni wolą meble. Albo oświetlenie, którego w Polsce mieliśmy bardzo dużo. Tkaniny też są nadzwyczajne! Ale klucz może być też inny, na przykład lata 70., konkretny okres albo typ dekorowania.

Bo dobrze, jeśli kolekcja ma temat?

Musi mieć, inaczej nasze mieszkanie szybko zmieni się w składzik przypadkowych przedmiotów, rupieciarnię.

Ile powinno być w niej obiektów?

Niekoniecznie bardzo dużo: może być 150, a może 50 lub 30. Istotne, by być konsekwentnym. Znam osoby, które przez lata coś kolekcjonowały. W domu z nich żartowano, bo wszystkiego sobie odmawiały, każde pieniądze wydawały na nowe eksponaty. Po czym sprzedawały swoje zbiory i kupowały piękny apartament na Mokotowie.

Skąd w Polsce czasów peerelu tyle pięknych, dobrze zaprojektowanych przedmiotów?

To w znacznej mierze zasługa jednej osoby, Wandy Telakowskiej. Wanda miała koncept, by artystów sprząc z przemysłem. Zaraz po wojnie zaczęła ich przygotowywać do współpracy z fabrykami. Warto pamiętać, że nasze państwo dostało ich wtedy mnóstwo razem z ziemiami zachodnimi. W krótkim czasie przy hutach szkła, fabrykach porcelany, tkanin, mebli, powstały ośrodki wzorcujące, a nadzorował je Instytut Wzornictwa Przemysłowego, stworzony przez Wandę jako jeden z pierwszych w Europie.


Zdjęcie dzięki uprzejmości Patyna.pl


Proszę wytłumaczyć laikowi, dlaczego to było ważne.

Bo dzięki temu w latach 50. i 60. powstała w Polsce gigantyczna liczba wzorów! W normalnym świecie, gdzie liczono ekonomiczny zysk, nie powstałoby ich tyle! I nie pozwalano by projektantowi robić kilkudziesięciu typów zdobień, bo to za drogie w produkcji. A w Polsce było można, więc projektanci eksperymentowali bez ograniczeń. Lata 60. stały się złotym okresem, ponieważ było też dużo surowca, a rynek był niezwykle chłonny. Ludzie nic nie mieli, wszystko się wytłukło. Kupowali na potęgę i nowe wzory szybko się przyjmowały.

Długo trwał ten złoty wiek polskiego dizajnu?

W drugiej połowie lat 70. system stał się niewydolny, w związku z tym zaczęło brakować pieniędzy na surowce, mieszkania miały coraz gorszą jakość, wszystko zrobiło się ubogie, brzydkie i byle jakie.

A tych pięknych rzeczy dużo przetrwało do naszych czasów?

To zależy. Teoretycznie im później coś powstawało, tym więcej powinno tego być, ale to nie takie proste. Na przykład serwisy z porcelany zwykle stały za szybą i były używane od wielkiego dzwonu, dlatego przetrwały. Bywają jednak zdekompletowane i to udręka kolekcjonera. Nieraz ktoś mnie pyta: dlaczego ten serwis kosztuje tak dużo? Ano dlatego, że trzeba kupić siedem, żeby można było skompletować jeden. Bo tu nie ma filiżanki, tu dzbanka, a tu przykrywki... Ale były też przedmioty używane na co dzień. Zdarzały się wzory produkowane w 100 tysiącach egzemplarzy, na przykład szkła Grossów. Stały w każdym domu, ale się wytłukły i jest ich mniej. A świetne były!

Jakie nazwiska z tego okresu trzeba znać?

W USA było małżeństwo Eamesów, a nie mamy świadomości, że my mieliśmy Hannę i Leszka Nowosielskich, Erykę i Jana Sylwestra Drostów, Lucynę i Kazimierza Kowalskich... To były niesamowite tandemy! Na przykład Drostowie. Ona miała w sobie miękkość i malarskość, on był genialnym technologiem. Pracując z prasowanym szkłem, tzw. szkłem dla ubogich, opatentował rozwiązania, których nikt na świecie nie znał. Te rzeczy są niebywałe! Wyglądają pięknie, jak kawałki lodu! Szkło to też Zbigniew Horbowy. A wśród projektantów porcelany trzeba wymienić Ludomira Tomaszewskiego, Wincentego Potackiego, Józefa Września...

Idę na targ staroci, widzę wazon, sprzedawca zapewnia mnie, że to Horbowy – kupować?

Na takich targach, bazarkach, ryneczkach trzeba uważać, tam czyhają tysiące „okazji”. Można kupić podróbkę albo rzecz uszkodzoną. Znana jest zabawa ze świecznikami. Są zalane parafiną, a jak się ją w domu usunie, widać nadtłuczenie. Uszkodzony przedmiot ma wartość sentymentalną, można go sprzedać, czasem nawet drożej niż się kupiło, ale nigdy nie będzie miał wartości kolekcjonerskiej.

To gdzie najlepiej kupować vintage, jeśli nie na bazarkach i targach staroci?

Wszędzie tam, gdzie są eksperci, czyli w desach, domach aukcyjnych... Tam niekoniecznie będzie drogo, czasami można dostać coś pięknego za 100 złotych. A wszystko jest opisane, więc pewne. Portal patyna.pl też ma ekspertyzy i wymogi, że trzeba napisać, kto rzecz zaprojektował, jakie są wymiary, stan… Wbrew pozorom internet jest bardziej bezpieczny niż te ryneczki. Jeśli ktoś jest nieuczciwy, natychmiast to się pojawi w komentarzu i on potem nie ma szans. Dlatego każdy odprysk jest opisany.

Jakie jeszcze pułapki czyhają na kolekcjonera?

Na początku kupuje za dużo. Za 8 złotych zobaczył wazonik i nie może się powstrzymać. Bo jeżeli jest wart 200? Szpera na ryneczkach i targach staroci, wkrótce ma już 70 przedmiotów, ale z tego trzy są dobre dla jego kolekcji. To młodzieńcza choroba każdego kolekcjonera. Na starcie trzeba sobie powiedzieć co, a potem drążyć. Poczytać, dowiedzieć się, pojechać na wystawy, porozmawiać z ekspertami. I wtedy kupować.

Pani stworzyła wyjątkową kolekcję, ludzie z całego świata przyjeżdżają, by ją obejrzeć.

Tak, bo o polskim dizajnie z lat 50. i 60. zrobiło się głośno, zwłaszcza że jest jeszcze w miarę tani. Niedawno odwiedzili mnie Japończycy. Przez 10 lat sprowadzali z Danii lampy, meble i szkło. Na widok mojej kolekcji padli z wrażenia. Nagrali w moim domu film, wrzucili do Internetu, a po tygodniu dostaję wiadomość, że mają miliardy lajków. W świat idzie informacja, że Polska to kraj dizajnu. Fantastyczne, że możemy się dzisiaj z kimś spotkać, powiedzieć: to jest polskie, a oni mówią: wow!

Zobacz także: 12 problemów, które zrozumieją tylko ludzie z dobrym gustem!

Reklama

Polecane wideo

Reklama
Skomentuj

Podobne tematy

Zobacz również

Reklama
...prowadzić wirtualnego życia w ulubionej grze modelki Suki Waterhouse - The Sims?
Reklama

Najnowsze artykuły

Reklama
×
Zarejestruj się w Klubie VIP Harper's Bazaar
Wstąp do Klubu VIP i otrzymuj najnowsze informacje ze świata Harper's Bazaar,
zniżki na zakupy oraz zaproszenia na wyjątkowe wydarzenia!
×
Warsztaty Women at Work

Wypełnij Formularz zgłoszeniowy na Warsztaty Women at Work

Cykl Women at Work skierowany jest do kobiet prowadzących własne firmy oraz zajmujących kierownicze i zarządcze stanowiska w przedsiębiorstwach *

Zapraszamy na warsztaty, które pozwolą odpowiedzieć na pytania:

  • Jak zdefiniować pozycję i rolę kobiet w biznesie?
  • Jak komunikować markę osobistą oraz markę liderki w biznesie?
  • W jaki sposób tworzyć i pielęgnować własny, biznesowy styl?
  • Jak skutecznie zarządzać wpływem, jaki nasz biznes wywiera na otoczenie oraz aktywnie włączyć się w proces tworzenia firm odpowiedzialnych społecznie?
  • Jak zapewnić stabilność i ciągłość własnego biznesu?
Administratorem podanych przez Panią danych osobowych jest Marquard Media Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (02-305), Aleje Jerozolimskie 142A.
Pani dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane w celu wyłonienia uczestników i organizacji warsztatów Women at Work, a także, w przypadku wyrażenia zgody, w celach marketingowych.
Pani dane osobowe będą udostępnianie podmiotom upoważnionym na podstawie przepisów prawa oraz podmiotom współpracującym przy organizacji warsztatów.
Posiada Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

* Skontaktujemy się wyłącznie z wybranymi uczestniczkami w celu dokonania ostatecznej rejestracji.