Dziedzictwo Harper's Bazaar

149 lat historii legendarnego magazynu o modzie, sztuce i kulturze. Poznajcie dziedzictwo Harper's Bazaar.

Dziedzictwo Harper's Bazaar Okładki Harper's Bazaar / fot. archiwum Harper's Bazaar

„Powszechnie panuje opinia, że dziennik o modzie nie ma żadnej wartości literackiej.
Mamy nadzieję, że uda się rozprawić z tym przesądem”, napisała Mary Louise Booth
w pierwszym numerze Harper’s Bazaar, luksusowego pisma dla pań i „skarbnicy mody,
przyjemności i wskazówek”. Przez 149 lat magazynowi nie tylko udało się rozprawić
z niejednym przesądem, ale i – przy współpracy genialnych artystów i szalonych wizjonerów
– tworzyć historię mody i fotografii, wpływać na styl życia i kształtować gusta.
Polskiej edycji pisma nie pozostaje nic innego, jak zacząć pisać swą historię
według najlepszych wzorów.


Witajcie w świecie Harper’s Bazaar!

 

Na początku było słowo – a potem Harper’s Bazaar. Trudno uniknąć podniosłego tonu, kiedy sprawa dotyczy historii najstarszego na świecie, regularnie wydawanego magazynu o modzie. Robi się jeszcze poważniej, kiedy trzeba przytoczyć daty, bo pismo ukazuje się nieprzerwanie od 149 lat. „Przeżyło” dwie wojny światowe, Wielki Kryzys, rewolucję seksualną i lądowanie na Księżycu. I każdy wstrząs w kulturze, polityce czy obyczajach natychmiast znajdował swoje odbicie na jego łamach. Od początku magazyn wyprzedzał swoje czasy i jeszcze, zanim kobiety wywalczyły sobie prawo do głosowania, zachęcał je do udziału w dyskusjach politycznych, społecznych i artystycznych. „Powszechnie panuje opinia, że dziennik o modzie nie ma żadnej wartości literackiej. Mamy nadzieję, że uda się rozprawić z tym przesądem” – zdanie, które pojawiło się w pierwszym numerze magazynu, stało się zapowiedzią wielkiego przewrotu. Pismo dla kobiet miało nowoczesny język, a literacko zawsze wyprzedzało konkurencję o lata świetlne. Publikowało zarówno pisarzy amerykańskich, jak i europejskich. Tu można było znaleźć prozę Charlesa Dickensa, po którego powieści w odcinkach ustawiały się kolejki. Tu Truman Capote zadebiutował serią opowiadań, a Gertrude’a Stein eksperymentowała z językiem w filozoficznych esejach. Nie zabrakło też Marka Twaina, Virginii Woolf, Karen Blixen, T.S. Eliota czy Colette.

 

Ale punkt ciężkości Bazaaru wyznaczała zawsze wizualna zawartość magazynu, na którą składały się prace najlepszych ilustratorów, fotografów i malarzy. Jean Cocteau szkicował paryskie impresje, Salvador Dali tworzył surrealistyczne sesje, a nikomu wtedy jeszcze nieznany Andy Warhol wdzięcznie przyjmował swe pierwsze zlecenia. I choć magazyn nie aspirował do miana albumu, to każdy jego numer miał wartość kolekcjonerską. We wstępie do wystawy podsumowującej 125-lecie istnienia Harper’s Bazaar Richard Martin, kurator z nowojorskiego Metropolitan Museum of Art napisał: „Jest coś cudownego w tym Bazaarze; jest coś zdumiewającego; jest coś oświecającego. Wkraczamy na ten plac targowy nie po to, żeby kupować, ale by nieustannie się zachwycać.”

 

Berlin, Paryż, Nowy Jork

„Skarbnica mody, przyjemności oraz wskazówek” – takim hasłem opatrzony został pierwszy numer tygodnika braci Harper, który ukazał się 2 listopada 1867 roku w Nowym Jorku. Początkowo wypełniały go przedruki z berlińskiego periodyka Der Bazar – stąd drugi człon tytułu i jego niemiecka pisownia. Pierwszą redaktor naczelną była pisarka, dziennikarka i tłumaczka literatury francuskiej Mary Louise Booth. Ambicją wyzwolonej damy było udzielenie wsparcia kobietom z klasy średniej w ich szybko rosnących życiowych ambicjach. Za 10 centów mogły obejrzeć najbardziej stylowe fryzury i kapelusze wprost z Paryża, dowiedzieć się, jakie suknie będą obowiązywały na otwarciu sezonu towarzyskiego w Newport, nauczyć się eleganckich gestów i sztuki konwersacji, zapoznać z szeregiem rad na temat urządzania domu  oraz  stosowania diety opartej na czerwonym mięsie i przeczytać pierwszy odcinek wiktoriańskiej powieści Thomasa Hardy’ego Tess d’Urberville. W 1901 roku tygodnik zmienił się w miesięcznik, a 12 lat później przeszedł w ręce nowego wydawcy Williama Randolpha Hearsta. Ten wzmocnił tytuł sporym zastrzykiem gotówki oraz nie mniej mu niezbędnej elegancji. Za namową żony zaangażował jednego z najbardziej pożądanych ilustratorów tamtych czasów, świeżo przybyłego z Paryża rosyjskiego arystokratę Erté. Dzięki niemu magazyn wspiął się na inny poziom artystyczny. Stroje, które rysował, nie miały wiele wspólnego z widywaną w rzeczywistym świecie damską garderobą: eksplodowały na stronach Harper’s Bazaar sznurami pereł i kaskadami szyfonu, niczym kostiumy tancerek z Folies Bergere, gdzie Erté był przez lata projektantem. W sumie Romain de Tirtoff (pseudonim Erté wziął się od inicjałów rysownika) zaprojektował aż 200 okładek, które stały się kwintesencją stylu art déco.

 

Okładki autorstwa Erté / fot. materiały dzięki uprzejmości Harper's Bazaar

 

Suknia indywidualna

Zanim świat zaczął używać słowa styl w odniesieniu do mody, na stronach magazynu pojawił się tekst paryskiego projektanta Paula Poiret pod tytułem Indywidualność sukni: sekret dobrze ubranej kobiety. I stało się jasne, że już nie wystarczy kupić i mieć. Ubranie trzeba było wymyślać, dopasowywać do własnej sylwetki, panującej mody i jeszcze wyprzedzać towarzystwo w pomysłowości. W tym wszystkim doradzał na łamach Harper’s Bazaar sam król mody Poiret – to było coś! Kredyt zaufania do pisma rósł. Poza tym na stronach można było obejrzeć raporty z europejskich pokazów mody Chanel, Jeanne Lanvin i Madeleine Vionnet, które przypominały dzisiejsze prasowe przeglądy trendów. Stało się to za sprawą barona Adolpha de Meyera, który w 1921 roku został naczelnym fotografem i korespondentem Harper’s Bazaar w Paryżu. Skoligacony z europejską arystokracją i obdarzony artystyczną duszą de Meyer bywał zarówno na salonach, jak i w pracowniach artystów i zapewniał czytelniczkom magazynu sporą dawkę informacji i emocji – pokazywał najcie-kawsze kreacje, pisał o warsztacie projektantów, zaglądał za kulisy mody. Jednocześnie walczył o uznanie fotografii za pełnoprawną dziedzinę sztuki, a nie sposób dokumentowania rzeczywistości. Nie musiał długo czekać; wkrótce nie tylko fotografia stała się sztuką. Stał się nią każdy centymetr magazynu.

 

Dobry smak i nieco odwagi

Kiedy Carmel Snow objęła w  1933 roku stanowisko redaktor naczelnej – porzucając, na osobistą prośbę Mr. Hearsta, stanowisko szefa działu mody w Vogue – stało się to, co według Hitchcocka powinno się dziać w filmach grozy. Zaczęło się od „trzęsienia ziemi, a potem napięcie nieprzerwanie rosło”. Pani redaktor miała instynkt drapieżcy, który bezbłędnie wskazywał jej właściwych ludzi. Za jej rządów Harper’s Bazaar wymiótł konkurencję z rynku. Elegancja to dobry gust z domieszką od-wagi, mawiała Carmel i swoje motto przekładała na każdą sferę magazynu. Miała dość fotografowania kobiet w czterech ścianach. Wysłała nikomu nieznanego węgierskiego fotoreportera Martina Munkacsiego na sesję na plażę. Tam pow-stało historyczne zdjęcie: modelka Lucile Brokaw ubrana w jednoczęściowy kostium kąpielowy i tenisówki, biegnąca na tle wody. Tak narodził się wizerunek nowoczesnej Amerykanki – wyzwolonej, wesołej, wysportowanej. I tak zaczęła się nowa epoka dla fotografii mody. Kolejnym strzałem w dziesiątkę było zatrudnienie Daisy Fellowes. Dziedziczka fortuny Singera, celebrytka podziwiana za odważną elegancję, zgodziła się objąć stanowisko szefa paryskiego biura Harper’s Bazaar. Konkurencja oniemiała. Za to o samej Carmel robiło się coraz głośniej. Niezmordowana kobieta pracująca, kierowała redakcją w dzień i w nocy, nie wypuszczając z dłoni papierosa. Zamiast obiadu, śniadania i kolacji, potrafiła przetrwać całą dobę na trzech martini i zastrzykach z witaminy B. Do jej świty należeli też Jean Cocteau, który pisał teksty o projektantach i ilustrował je własnymi rysunkami oraz Truman Capote – przy pierwszym spotkaniu wzięła słynnego autora Śniadania u Tiffany’ego za nastoletniego siostrzeńca znajomych i poczęstowała go mlekiem. Mimo to  przyjaźń między nimi rozkwitła i Capote często współpracował z Bazaarem. Nie będzie przesadą napisać, że Carmel nie tylko prowadziła magazyn o modzie – ona tworzyła historię mody.  Za przykład niech wystarczy jej pomysł na artystyczne zeswatanie Cocteau z projektantką Elsą Schiaparelli. Jej projekty z jego rysunkami – jak żakiet z wyhaftowanym profilem kobiety, której włosy ze złotej nici przechodzą przez ramię – to dziś eksponaty w nowojorskim Metropolitan Museum. Ale na tym nie koniec wpływu redaktor naczelnej. Kto odkrył dla Ameryki Christiana Diora i nazwał jego styl new look? Kto po pokazie Cristobala Balenciagi wstał i klaskał, gdy reszta gości zmieszana patrzyła w podłogę? Kto przekonał Paryż, że 70-letnia Coco Chanel ciągle ma „to coś”? Ta sama Carmel, której swe kariery zawdzięczają dwa z najważniejszych nazwisk w historii prasy, Diana Vreeland i Alexey Brodovitch. Snow, Vreeland, Brodovitch – święta trójca przez ponad dwie dekady rządziła modą. Razem pracowali, razem się bawili (drobna dystyngowana Carmel potrafiła balować do rana, a następnego dnia być pierwsza w redakcji), ścigali się nawzajem w pomysłach, ale nigdy ze sobą nie rywalizowali. Pierwszy na drodze Carmel stanął Brodovitch – grafik i malarz.

 

Zachwyć mnie!

Rosyjski emigrant przyjechał do Ameryki z Paryża, gdzie, jak na artystę przystało, mieszkał na Montparnasse i klepał biedę wśród takich geniuszy jak Chagall. Stany Zjednoczone przyjęły go z otwartymi ramionami i wkrótce wykładał na Uniwersytecie Sztuk w Filadelfii. W 1934 roku poproszono go o nadzór artystyczny nad wystawą grafików w Nowym Jorku. Na otwarciu pojawiła się Snow. „Zobaczyłam nową, świeżą koncepcję projektowania stron, która stała się dla mnie objawieniem: nowatorskie kadrowanie zdjęć, śmiała typografia i design, który przyciągał.” Tej samej nocy Brodovitch podpisał kontrakt: a następnego ranka rozpoczął rewolucję. „Ten Erté musi odejść!”, wykrzyczał w redakcji i po kilku dniach okładki ilustrował jeden z najlepszych plakacistów tamtych czasów, Cassandre. Następnie Brodovitch zabrał się za logo i zaprojektował je od nowa. Lekkie, eleganckie i tak charakterystyczne, że do dziś nie znaleziono lepszego. Motto Brodovitcha codziennie słychać było w całej redakcji: „zachwyć mnie!”. Jednak trudno było zachwycić erudytę, malarza i artystę, który wprowadzał do magazynu mody sztukę surrealistów, dadaistów, kubistów i futurystów. Wiedział wszystko, widział wszystko i ciągle chciał więcej. O magazynie myślał jak o filmie, który musi opowiadać spójną historię. Razem z Carmel układali na podłodze zaprojektowane i gotowe do druku strony, a potem dosłownie tańczyli po nich, w celu odnalezienia odpowiedniego „rytmu”. Nowe podejście i nowa wizja wymagały nowych fotografów. Do redakcji trafili artyści do tej pory niezainteresowani modą. Pojawiły się takie sławy jak francuski mistrz fotoreportażu Henri Cartier-Bresson i Brassai (pisarz Henry Miller nazwał go oczami Paryża), czy też awangardowy Man Ray, który na łamach Harper’s Bazaar opublikował swoje pierwsze prace wykonane nową techniką rayografii – zdjęcia zrobione w Paryżu za pomocą krótkich fal pojawiały się w przeciągu kilku minut w nowojorskiej redakcji. Nie było na świecie bardziej awangardowej publikacji. Ale magazyn nie miałby atomowej dawki stylu, gdyby nie Diana Vreeland.

 

Diana Vreeland / fot. materiały prasowe dianavreeland.com

 

Lady Diana V.

Pojawiła się nieoczekiwanie. Carmel Snow na jednym z wieczorków koktajlowych zwróciła uwagę na kobietę, która z dala od pozostałych gości tańczyła samotnie w białej koronkowej sukni od Chanel, z tak czarnymi, że aż prawie granatowymi różami we włosach. Z miejsca zaproponowała jej pracę. „Ależ pani Snow, ja jeszcze nigdy nie pracowałam! Nigdy nie byłam w biurze. Przed lunchem nie wstaję z łóżka.” Na co odparła Snow: „Ale zna się pani na ubraniach”. Vreeland: „Owszem”. I tak powstało trio z Bazaaru. Diana Vreeland zajęła się tym, co wyczuwała najlepiej, czyli stylem. Erudytka, nowoczesna do bólu, wnosiła do magazynu najświeższe trendy ze świata. Gdy podczas wakacji na południu Francji zobaczyła kobietę w dwuczęściowym kostiumie, po powrocie natychmiast kazała modelce przymierzyć bikini. Kiedy jej asystentka oblała się rumieńcem na widok odsłoniętego ciała, Diana skomentowała: „Z taką postawą cofasz cywilizację o tysiąc lat!”. Jej frywolne, absurdalne wręcz porady wygłaszane w felietonie pod tytułem Why don’t you... – np. „Dlaczego nie miałabyś wypłukać włosów dziecka szampanem, jak robią to we Francji?” – cytowane są do dziś. To ona odkryła Betty Persky, młodziutką dziewczynę polskiego pochodzenia, która wkrótce pełniła funkcję etatowej modelki Bazaaru. A kiedy zdjęcia obejrzał hollywoodzki producent, Betty Persky przerodziła się w Lauren Bacall, gwiazdę kina. Podobnie było z Ali MacGraw, znaną później na świecie z wyciskacza łez Love Story, która pierwsze kroki stawiała jako asystentka Vreeland. Zaprosiła też do współpracy fotografkę Louise Dahl-Wolfe, z którą zrealizowała ponad 80 okładek i sesji, dokumentujących nie tylko zmieniającą się modę, ale i społeczne zmiany. Wraz z II Wojną Światową skończyła się era beztroski. Ponieważ podróże do Europy nie wchodziły w grę, Vreeland i Dahl-Wolfe na sesje jeździły w najdalsze zakątki Stanów. Zyskali na tym amerykańscy projektanci, na których, z braku chwilowej europejskiej konkurencji, wreszcie zwrócono uwagę. Ale ten owocny, historyczny wręcz okres współpracy z Dahl-Wolfe dobiegł końca, kiedy Diana poznała Richarda.

 

Avedon i koledzy z branży

Czternaście razy umawiał się z Brodovitchem na spotkanie; czternaście razy już pod drzwiami gabinetu słyszał, że dyrektor artystyczny nie ma jednak czasu. Wreszcie, w 1944 roku, został przyjęty i wysłuchany. Brodovitch uważnie przewertował portfolio 21-letniego fotografa Richarda Avedona. Posadę dał mu z miejsca i odesłał do Vreeland. A Vreeland, jak to Vreeland, ubzdurała sobie, że Richard ma na nazwisko... Aberdeen. Bardzo go to ubodło, ale gdy poszedł ze skargą do Snow, usłyszał, że będzie pracować razem z Vreeland i już. Mimo wstępnej scysji narodziła się między nimi wielka przyjaźń. Szybko stał się pupilkiem całej trójki. Po wojnie towarzyszył im na pokazach w Paryżu, a o ich sesjach było tak głośno, że pow-stał nawet musical Zabawna buzia z Fredem Astairem w roli Avedona. Modelkę i muzę fotografa, której postać wzorowana była na odkrytej przez Avedona Suzy Parker, zagrała Audrey Hepburn. Fotografowi karierę zawdzięczała również piękna Dovima – jej sesja w sukniach wieczorowych na tle słoni cyrkowych należy do najsłynniejszych zdjęć na świecie. Tak samo Veruschka, Twiggy, Jean Shrimpton – wszystkie wystąpiły w najbardziej pamiętnych sesjach swojego życia dzięki Avedonowi. Był narratorem, reżyserem i obserwatorem niezwykłych historii. Szybko stał się fotografem numer jeden na świecie. Ale świat ma to do siebie, że się zmienia. I ciągle łaknie nowego.


Nowa fala

W 1958 roku, po 25 latach niepodzielnych rządów, nadszedł dzień, kiedy Carmel Snow spakowała swoją torebkę i przeszła na emeryturę (pozostając jednak prezesem zarządu), mianując na następczynię tronu własną siostrzenicę, Nancy White. Cztery lata później odszedł Alexey Brodovitch, a jego miejsce zajął Henry Wolf. W kolejnym roku Bazaar stracił Vreeland, która mocno rozgoryczona tym, że to nie jej powierzono stanowisko redaktor naczelnej, przeszła do konkurencyjnego Vogue’a. Mimo to passa kreatywna trwała nieprzerwanie. White wraz ze stanowiskiem przejęła po ciotce dobrą rękę do wyszukiwania talentów. W piśmie pojawił się młody gniewny Melvin Sokolsky („Co ten wulgarny osobnik w ogóle tu robi?”, zastanawia-no się na głos w redakcji, na co Vreeland odparła: „On nie jest wulgarny, on jest z Rosji”), który zainspirowany obrazami Hieronima Boscha zamknął modelki w bańkach z pleksi i zawiesił nad Sekwaną. Japończyk Hiro (Yasuhiro Wakabayashi) podchodził do mody bardziej konceptualnie – zamiast fotografować dekolt modelki ozdobiony naszyjnikiem, diamentowo-rubinową kolię zaprezentował na kopycie wołu. Sam mówił o sobie „młody i uparty”. Kiedy chciał przekonać Nancy do swoich pomysłów, nie dawał za wygraną. „Nancy mówiła mi: Jesteś niemożliwy! A ja odpowiadałem: Dlaczego nie spróbować niemożliwego?” – wspomina Hiro. Kolejny dyrektor artystyczny Marvin Israel zrobił właśnie coś niemożliwego: fotografowi Walkerowi Evansowi oddał do dyspozycji aż osiem rozkładówek, żeby ten pokazał na nich swój cykl zdjęć. Nagle, w środku kolorowego magazynu, pojawiły się czarno-białe fotografie zwyczajnych ludzi z nowojorskiego metra z lat 40. Robione z ukrycia, musiały poczekać na publikację aż do lat 60. Dokumentowały zwykłą szarą codzienność miasta, stanowiły antropologiczne studium. „Jakbym obserwował obcą cywilizację”, mówił Evans. Na drugim biegunie były ultrakolorowe, mocno stylizowane, czasem wręcz wyuzdane sesje Guya Bourdina. Jak za czasów Erté, praktyczność zeszła na drugi plan – celem magazynu miało być inspirowanie, a nie doradzanie. W 1972 roku nastąpił kolejny przełom – Harper’s Bazaar stracił naczelną i zyskał naczelnego. Anthony T. Mazzola był przede wszystkim biznesmenem: jako pierwszy w branży wyczuł, że w erze telewizji warto pokazywać celebrytów. I tak Robert Redford na łamach magazynu dyskutował z Warrenem Beattym, a Linda Evans – Krystle z Dynastii – uśmiechała się z okładki. Jego strategia się sprawdziła. Pod jego rządami sprzedaż Harper’sa skoczyła z 417 tysięcy w 1972 roku do ponad 750 tysięcy w 1985, a zyski z reklamy wzrosły o 350 procent. Po 20 latach pracy stery przekazał Liz Tilberis, dotychczas naczelnej brytyjskiego Vogue’a.

 

Linda Evangelista w obiektywie Patricka Demarchelier, 1992 / fot. materiały dzięki uprzejmości Harper's Bazaar

 

Wkrocz w erę elegancji

Okładkę pierwszego numeru pod jej dyrekcją (wrzesień 1992 r.), poświęconą supermodelce Lindzie Evangeliście, zdobiła jedna jedyna zapowiedź: „Enter the era of elegance” czyli „Wkrocz w dobę elegancji”. Nie była to czcza obietnica – takiego poziomu wyrafinowania świat jeszcze nie widział. Skompletowany przez Tilberis dream team, składający się z Fabiena Barona (dyrektor kreatywny), Tonne’a Goodmana z Paulem Cavaco (odpowiedzialni za modę), oraz fotografów Petera Lindbergha i Patricka Demarchelier, zawsze trzymał rękę na pulsie. To w Bazaarze anonimowa jeszcze wtedy Kate Moss wystąpiła w swej pierwszej amerykańskiej sesji. „Tak rozpoczęła się jej kariera,” opowiada Cavaco. „Była dziewczyną Bazaaru.” O ten tytuł z Moss rywalizować mogła jedynie księżna Diana, którą Tilberis namówiła na zdjęcie okładkowe. Praca na planie przerodziła się w wielką przyjaźń (to dzięki Tilberis w 1996 roku Diana jako pierwsza wystąpiła w sukni od świeżo upieczonego projektanta Diora, Johna Galliano) aż do śmierci. Gdy zdiagnozowano u Tilberis raka, zażartowała, że „wreszcie zmieści się w kostium Chanel”. W kwietniu 1999 roku przegrała walkę z chorobą; do ostatniej chwili, ze szpitalnego łóżka nadzorowała pracę nad swoim ukochanym pismem. Kiedy 12 września 2001 roku w redakcji Harper’s Bazaar pojawiła się nowa redaktor naczelna Glenda Bailey, świat nie był przygotowany na rozmowy o modzie. Dzień po nowojorskiej tragedii wraz z nowym dyrektorem artystycznym Stephenem Ganem, miała przedstawić swój pomysł na magazyn.

 

Jak wielka impreza

Postanowiła wejść w kolejną dekadę, zachowując najważniejsze wartości Bazaaru. Przywróciła logo projektu Brodovitcha (po śmierci Liz Tilberis, przez rok redaktor naczelną była Kate Betts, która radykalnie zmieniła wygląd pisma, łącznie z logo) i postanowiła realizować wizję mody, która odzwierciedla wszystko, co dzieje się na świecie. Dokładnie tak, jak 134 lata wcześniej panna Mary Louise Booth. Pierwszy numer według pomysłu Bailey miał podwójną moc. Na okładce pojawiła się Gisele Bundchen w czerwonej sukni od Armaniego, a na ostatniej, na której zwykle pojawia się reklama, to samo zdjęcie Gisele – tyle, że od tyłu. Całość uzupełniło hasło: Fashion’s back! Powróciła nie tylko moda, ale przede wszystkim dowcip i świetne teksty pisane lekkim piórem najsłynniejszej dziennikarki modowej Suzy Menkes czy pisarki Amy Tan. Sama naczelna zdecydowała, że potrzebna jest większa dawka rozrywki. „O mojej pracy myślę jak o organizowaniu wielkiej imprezy, której nie można przegapić i na którą zaproszeni są wszyscy”, napisała we wstępie do albumu Harper’s Bazaar. Greatest hits. Na łamach imprezowali między innymi: Karl Lagerfeld w kostiumie rapera, duet projektantów Stefano Dolce i Domenico Gabbana w przebraniach Batmana i Robina, wreszcie zupełnie nagi Marc Jacobs. Zdjęcia Chloë Sevigny w klinice odwykowej, sesja mody: zaprzysiężenie Ellen DeGeneres na prezydenta czy zdjęcia rozebranej Courtney Love odbijały się echem nie tylko w środowiskach związanych z modą. Glenda i Stephen mieli mocną ekipę fotografów, z Avedonem na czele. Okładki magazynu zgarniały wszystkie możliwe nagrody branżowe. Jak choćby ta: plaża, a na niej schody do nieba, na których stoi Demi Moore i... karmi żyrafę. Dziś, kiedy wydawałoby się, że w modzie wszystko już było, Harper’s Bazaar ciągle zaskakuje. Bailey namówiła Davida Lyncha, Tima Burtona i Pedro Almodovara, żeby sami wyreżyserowali swoje sesje zdjęciowe. Ten ostatni obsadził wielkich projektantów mody w rolach bohaterów swoich filmów. Za zakonnicę z filmu Pośród ciemności przebrał się Jean Paul Gaultier. Rozpruł się worek z pomysłami i nikt go nie łata. Kolejne wywrotowe sesje mody pojawiają się w każdym numerze Harper’s Bazaar, i to aż w dwudziestu sześciu krajach na świecie. Przeglądając numery miesięcznika i podziwiając nowe gwiazdy jak Lady Gaga, trudno nie zacytować projektanta marki Lanvin, Albera Elbaza: „Patrzę dziś na modę i widzę, że jest fantazją, która staje się prawdą. W końcu nasza praca jest po to, żeby kobiety czuły, że mogą latać.”

Dziedzictwo Harper's Bazaar

fot. materiały dzięki uprzejmości H...
fot. materiały dzięki uprzejmości Harper's Bazaar
Skomentuj
Reklama

Polecane wideo

Podobne tematy

Zobacz również

Reklama
...kolekcjonować albumów o fotografii jak modelka Anja Rubik?

Najnowsze artykuły

×
Zarejestruj się w Klubie VIP Harper's Bazaar
Wstąp do Klubu VIP i otrzymuj najnowsze informacje ze świata Harper's Bazaar,
zniżki na zakupy oraz zaproszenia na wyjątkowe wydarzenia!
×
Warsztaty Women at Work

Wypełnij Formularz zgłoszeniowy na Warsztaty Women at Work

Cykl Women at Work skierowany jest do kobiet prowadzących własne firmy oraz zajmujących kierownicze i zarządcze stanowiska w przedsiębiorstwach *

Zapraszamy na warsztaty, które pozwolą odpowiedzieć na pytania:

  • Jak zdefiniować pozycję i rolę kobiet w biznesie?
  • Jak komunikować markę osobistą oraz markę liderki w biznesie?
  • W jaki sposób tworzyć i pielęgnować własny, biznesowy styl?
  • Jak skutecznie zarządzać wpływem, jaki nasz biznes wywiera na otoczenie oraz aktywnie włączyć się w proces tworzenia firm odpowiedzialnych społecznie?
  • Jak zapewnić stabilność i ciągłość własnego biznesu?
Administratorem podanych przez Panią danych osobowych jest Marquard Media Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-679) przy ul. Wilczej 50/52.
Pani dane osobowe zostały przekazane dobrowolnie i będą przetwarzane w celu wyłonienia uczestników i organizacji warsztatów Women at Work, a także, w przypadku wyrażenia zgody, w celach marketingowych.
Pani dane osobowe będą udostępnianie podmiotom upoważnionym na podstawie przepisów prawa oraz podmiotom współpracującym przy organizacji warsztatów.
Posiada Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

* Skontaktujemy się wyłącznie z wybranymi uczestniczkami w celu dokonania ostatecznej rejestracji.