AMBASADORKI

Katarzyna Bonda

Najpopularniejsza autorka powieści kryminalnych w Polsce. Prywatnie mama. Z wykształcenia dziennikarka i scenarzystka. Wszystkie jej powieści zyskały status bestsellerów, a sprzedaż jej książek przekroczyła ponad 2 miliony egzemplarzy. Otrzymała Nagrodę Publiczności na Międzynarodowym Festiwalu Kryminałów 2015 oraz nagrodę Bestsellery Empiku 2015. Prawa do wydań zagranicznych zostały dotąd sprzedane do 13 krajów, zakupiły je największe wydawnictwa na świecie, m.in. Hodder & Stoughton i Penguin Random House. Na Warszawskim Festiwalu Kryminału w 2019 roku Katarzyna Bonda otrzymała trzy nagrody: Złoty Pocisk 2018 za serię „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” i Złoty Pocisk za najlepszą powieść kryminalną 2018 „Czerwony Pająk” oraz Złoty Pocisk Czytelników za najlepszą powieść kryminalną 2018 „Czerwony Pająk””

W życiu wolisz siedzieć na miejscu kierowcy czy pasażera?

Zdecydowanie pasażera. Dlatego właśnie piszę książki – obserwuję rzeczywistość, a później ją opisuje.

Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda

Jak wygląda życie pisarki?

Prowadzę raczej siedzący tryb życia. Większość czasu spędzam przed komputerem, często w pidżamie. W głowie kłębią się pomysły, które muszę z siebie wyrzucić. Gdy książka jest gotowa, wszystko się zmienia. To czas promocji, spotkań z czytelnikami. Istny wir.

Odniosłaś sukces w gatunku literatury, w której dominowali dotąd mężczyźni…

Katarzyna Bonda: Zaczęłam pisać powieści kryminalne, bo tu są twarde dane. Poza tym ten gatunek odpowiada mojej osobowości. Kobieta może robić wszystko, a więc odnajdzie się też w każdym męskim zawodzie. Chociaż pisanie książek jest kobiece, wymaga znajomości psychologii i empatii, a my jesteśmy w tym dobre.

Kiedy poczułaś, że masz w sobie moc?

Kiedy urodziłam dziecko. To właśnie wtedy zyskałam pewność siebie, a moje ciało i umysł zaczęły stanowić jedność. Wcześniej cielesność i duchowość trochę się rozjeżdżały. Po urodzeniu dziecka wszystko się poukładało.

To największe wyzwanie, jakie w życiu podjęłaś?

Wyzwania pojawiają się cały czas. I cały czas trzeba je sobie stawiać, inaczej przestajemy się rozwijać. Gdy kończę pisać książkę, nie oznacza to, że z kolejną będzie łatwiej – nie, jest zawsze trudniej. A wyzwania życiowe? Pochodzę z Hajnówki. Wyjeżdżając, nie zdawałam sobie sprawy, w jaką drogę ruszam. Dziś świat wydaje mi się mały. Czuję się dobrze, akceptuję wszystkie procesy, łącznie z upływem czasu. Im starszy pisarz, tym dla niego lepiej.

W tej drodze towarzyszą ci kobiety?

Oczywiście. Kobieta, która nie ma przyjaciółek, jest biedną osobą. Nie o wszystkim należy przecież mówić mężczyznom, a z przyjaciółką można dokonać „resetu systemu”, ponarzekać. Po takiej sesji wraca się do rzeczywistości i człowiek jest silniejszy.

Wszystkie kobiety w twojej rodzinie są takie silne?

Babcię znam tylko z opowiadań. Odziedziczyłam po niej imię – zimne, ostre. Z doniesień rodzinnych wiem, że była pracowita, ambitna, bezkompromisowa – tak jak ja. Miała też wady, zawsze wiedziała lepiej, nikogo nie słuchała i dlatego zginęła. I to jest dla mnie rodzaj lekcji. Mama z kolei w kółko mnie pouczała: siedź prosto, nie rżyj jak koń, zachowuj się elegancko. (śmiech) Była przezabawną postacią, miała wiele godności, wpoiła mi, że najważniejsze to być blisko siebie. I żeby zawsze bronić własnego zdania, 
nigdy nie iść na kompromisy, bo kompromisy to zło. Dała mi jeszcze jedną radę. Jechałam koleją transsyberyjską do Chin, zimą, z plecakiem, w polarze – hardkorowo. Mama kazała mi zapakować czerwone szpilki. Na miejscu trafiliśmy na elegancki bankiet i te szpilki mi się przydały, dały dużo pewności siebie. Pamiętam tę radę i ją powtarzam: kobieta zawsze powinna mieć na podorędziu czerwone szpilki. 

Masz jeszcze jakąś?

Mam: nic nie musisz, ale wszystko możesz. I kiedy coś robisz, nie bój się. A kiedy się boisz, nie rób.

Co dla ciebie oznacza kobiecość?

Słabość i... akceptowanie tego, że to największa siła. Wrażliwość, którą warto w sobie pielęgnować. Nie należy wyzbywać się swojej miękkości, bo z niej biorą się piękno, spełnienie, dzięki niej kobiety potrafią załagodzić wszelkie konflikty.

Współczesny świat potrzebuje więc kobiet?

Oczywiście. Potrafimy być zarówno pokojowe, jak i bojowe. Wielofunkcyjne. I potrafimy wpływać na mężczyzn.

Jak interpretujesz hasło Evoque – I’m on the move?

Chodzi o transformację, a nie o ruch wykonywany tylko po to, żeby się ruszać. Wierzę w ekonomiczne racjonowanie energii,  w to, że lepiej poleżeć, niż na pusto działać. Jednak każde nasze działanie przynosi jakiś skutek i należy brać to pod uwagę. Warto wiedzieć, do czego się dąży, jakie mamy cele, i nie bać się trudnych sytuacji po drodze. Transformacja to dla higieny psychicznej podstawa. Co kilka lat powinno się zrzucić skórę. To hasło przypomina mi więc takie zrzucanie skóry, budowanie siebie na nowo. Co dziewięć lat w moim życiu następuje zmiana. Ludzie, którzy coś osiągnęli, są zawsze szczęśliwi. Ja jestem. I potem nie pamięta się już trudności. 

Katarzyna Bonda


Katarzyna Bonda