Loulou de la Falaise była nie tylko muzą i przyjaciółką Yvesa Saint Laurenta
fot. Getty Images

Loulou de la Falaise była nie tylko muzą i przyjaciółką Yvesa Saint Laurenta

Jaka naprawdę była ta fascynująca kobieta?
16.05.2018

Każda notka o Loulou de la Falaise zaczyna się informacją, że była muzą Yvesa Saint Laurenta. A ona wniosła w życie marki jak i samego kreatora znacznie więcej – była oparciem, inspiracją oraz projektantką biżuterii. To jedna z barwniejszych kobiecych osobowości świata mody od czasów Coco Chanel. Córka modelki Maxime de la Falaise (muzy Elsy Schiaparelli i Jeanne Paquin) i francuskiego hrabiego, dorastała w otoczeniu szalonego arystokratycznego blichtru. Pracowała od wczesnych lat młodości.

,,Jej obecność u mego boku jest snem.” – Yves Saint Lauent, rok 1977

 

W czasie, kiedy mieszkała w Nowym Jorku projektowała nasycone kolorami tkaniny dla Halstona. Rudoblond włosy, nogi do nieba i cygański styl zostały zauważone przez Diane Vreeland (kultową postać w historii Harper's Bazaar). Nie trzeba było długo czekać, aby stanęła przed obiektywami Richarda Avedona i Irvinga Penna. Po jakimś czasie pozowanie do zdjęć znudziło ją. Spakowała walizki i poleciała do Londynu, gdzie pracowała, jako redaktorka w magazynie Queen. Wkrótce za sprawą pewnej znajomości miała na stałe przeprowadzić się do Paryża.

 

 

1. Loulou de la Falaise modeled for Richard Avedon and Helmut Newton before she became friends with the eponymous designer in the early ‘70s. She’s credited with influencing Saint Laurent's colorful Marrakech years—and for teaching him how to swallow hashish instead of smoking it. 2. Singer Sylvie Vartan was one of the original French Yé-yé girls. She tapped Saint Laurent to design her stage costumes after admiring an outfit of his on a fellow performer. Her most famous YSL ensembles include a sequined jumpsuit and crystal encrusted jeans. 3. It-girl, jewelry designer, and daughter of iconic artist Pablo, Paloma Picasso was one of the key names in Saint Laurent’s close-knit crew of friends and muses. She wore a white YSL jacket on her wedding day and inspired his 1971 “Scandal” collection. 4. Yves Saint Laurent made fashion history when he selected Mounia as his muse in 1978: It was the first time a black model walked in a haute couture show. Speaking after the designer’s death, Mounia thanked him for breaking down racial boundaries and opening the door for models of different ethnicities. #highbyfashion_fact

A post shared by High By Fashion (@highbyfashion) on

 

Początek wielkiej przyjaźni

Do spotkania, które miało zmienić życie, później nierozłącznego duetu, doszło w domu projektanta Fernando Sáncheza pod koniec lat 60. Od razu przypadli sobie do gustu. ,,Dogadaliśmy się błyskawicznie, mieliśmy podobne poczucie humoru. Wystarczyło kilka minut a już ze sobą chichotaliśmy” – wspomina Loulou. Połączenie tych dwóch osobowości, zaowocowało jedną z bardziej porywających, innowacyjnych er we francuskiej modzie.

Wkrótce po pierwszym spotkaniu Yves wysłał nowej znajomej pudło z ubraniami. Włącznie ze sztucznym zielonym futrem z chłodno przyjętej wiosenno-letniej kolekcji haute couture, znanej pod nazwą „Libértation” lub „Forties”. Ta została zainspirowaną modą z czasów II wojny światowej. Narobiła wiele szumu a recenzje nie pozostawiały na Saint Laurent suchej nitki. Wbrew krytykom de la Falaise nie rozstawała się z futrem przez wiele sezonów.

Nieśmiałe początki

Oficjalnie zawodowe siły połączyli w 1972 roku. Od tego czasu Loulou była jego prawą ręką, inspirowała go i pracowała nad czterema kolekcjami rocznie – przez 30 lat. Dołączyła do departamentu haute couture i została dyrektorką do spraw akcesoriów.

Jednak początkowo nie miała żadnej funkcji a Paryż ją onieśmielał. Przed swoim pierwszym dniem w pracy, chcąc uchodzić za prawdziwą Paryżankę, pojawiła się w pracowni YSL w starej, szarej garsonce – w końcu Yves zapowiadał przyjazd ekscentrycznej przyjaciółki...

W pracowni ujrzano kobietę wyglądającą na 15-letnią uczennicę szkoły z internatem. Była modelka szybko jednak wróciła do swojego stylu, w którym miksowała ubrania vintage, etniczne z tymi z wyższej półki. Stylizacje Loulou stały się legendarne. A szykowne nakrycia głowy –  chusty, turbany, kapelusze oraz moc biżuterii były jej znakiem rozpoznawczym. Nie rozumiała minimalizmu ,,Nie lubię czarnego. Czarny kolor nosi się w nieszczęściu” –  mawiała.

Zanim skonkretyzowały się jej obowiązki robiła dosłownie wszystko. Od ustalania wiodącej gamy kolorystycznej kolekcji, poprzez wybieranie modelek (od razu ujrzała potencjał tkwiący w Kate Moss) a skończywszy na wyprowadzeniu na spacery buldoga Moujika, psa szefa. Zasadniczo jednak stała na straży dobrego smaku. Wprowadziła do marki kolor, ozdobność, wyobraźnię i hipisowski luksus, który równoważył burżuazyjną stronę haute couture.

 

#LoulouDeLaFalaise #JoyeuxAnniversaire

A post shared by Michaël Lesage (@mickylesage) on

Biżuteria à la de la Falaise 

Punktem wyjścia do wspaniałych klejnotów Loulou były zawsze mistrzowskie kolekcje najlepszego przyjaciela. Zaufanie, jakim ją obdarzał odgrywało niebagatelną rolę. Potrzeba nie lada odwagi, aby ozdobić tweedowy kostium cyrkoniami czy zestawić biżuterię z drewna z wieczorową kreacją. Nigdy nie chodziło o banalne połączenie diamentów z czarną suknią. Yves Saint Laurent był pierwszym domem mody wydającym tyle samo pieniędzy na produkcję ubrań, co ozdób.

Zapraszali do współpracy różnych artystów-rzemieślników. W latach 70., gdy de la Falaise zaczynała przygodę z projektowaniem, przemysł sztuki zdobniczej podupadał. Od lat 30. na francuskim rynku liczyły się tylko dwa nazwiska: Gripoix (opanował technikę wytwarzania ozdób ze szkła i sztucznych pereł) i Goossens (nie miał sobie równych w tworzeniu cacek z metalu). Balenciaga, Chanel, Dior zlecali im wymyślenie błyskotek, które będą ożywiać stroje. Loulou przerwała ich monopol. Jej wizja i doświadczenia spowodowały, że zwróciła swój wzrok ku kwitnącym, małym warsztatom na Le Marais. Tam ręcznie robiono fantastyczną, sztuczną biżuterię w limitowanych edycjach. Drzwi dla wszystkich były otwarte, dawano szansę każdemu, kto przedstawił ciekawy pomysł. Nie było żadnych ograniczeń, liczył się efekt. Sama uwielbiała ponadwymiarowe ozdoby z różnych szalonych materiałów. Często, zanim się ją zobaczyło można było usłyszeć – zdradzał ją dźwięk brzęczącej biżuterii. Nie proponowała klientkom niczego, czego sama by nie nosiła. Wylansowała modę na masywne, ciężkie bransolety. 

 


fot. Getty Images

Różowe okulary Yvesa Saint Laurenta 

Łączyła ich nie tylko wspólna praca, ale i nocne życie. Była jego partnerem w zbrodni, balując z nim do wczesnych godzin rannych czy to w paryskiej Réginie czy w Marrakeszu. Nie szczędzili sobie przy tym alkoholu i narkotyków. Dziki sposób żyica lat 70. przybrał mroczną postać – w latach 80., zagrażał poważnie projektantowi. Ona sama jednak nie uległa autodestrukcji, jak wielu z bliskiego grona Yves’a. Loulou trzymała Yvesa w ryzach. Abyło to trudne w związku z jego stanami maniakalno–depresyjnymi. Potrafiła go wspierać, mówiąc: ,,Hej, nie bądź taki. Obudź się, wstań, musimy pracować”. I przez 20 następnych lat wprowadzała w jego życie dyscyplinę.

W trudnych dla Saint Laurenta latach współpracownicy nazywali kolekcje Yves Saint Loulou. Francuz miał też inne ulubienice, główną z nich była Betty Catroux, androgyniczna piękność. Między kobietami nie dochodziło jednak do spięć. Catroux mogła nosić ubrania z metką YSL od góry do dołu, ukazując ich kunszt. Z kolei Loulou nie byłaby sobą, gdyby nie wprowadzała modyfikacji. Każda z nich odgrywała zupełnie inną rolę. 

Legendarna przyjaźń

Przejście Yves’a Saint Laurenta na emeryturę w 2002 roku stało się dla niej szansą na sprzedanie własnego stylu. Otworzyła butik La Maison de Loulou, ale również podjęła współpracę z innymi markami m.in. z Oscarem de la Renta.

Znaczenie tego, kim była dla Yvesa i co wniosła do jego firmy, idealnie odzwierciedla nagłówek w magazynie Paris Match informujący o jej śmierci, trzy lata po odejściu przyjaciela: ,,Druga śmierć Yves Saint Laurent”.

Loulou de la Falaise zazdrościmy odważnego, eklektycznego a przy tym wyszukanego stylu. Trudno jest go podrobić, ale oczywiście warto się starać. A dla tych, którzy chcą zgłębić historię przyjaźni tej niesamowitej pary, mamy dobrą wiadomość. Nakładem wydawnictwa St. Martin’s Press została wydana książka ,,Loulou & Yves: The Untold Story of Loulou de la Falaise and the House of Saint Laurent” autorstwa Christophera Petkanasa. Zaintrygowane ? Bo my bardzo. 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo