Ron Galella: Natrętny jak komar
Ron Galella i Jackie Kennedy / fot. Getty Images

Ron Galella: Natrętny jak komar

Jackie Kennedy pozwała go do sądu, Marlon Brando uderzył w twarz, Andy Warhol kochał, tłymacząc: „Idęą dobrego zdjęcia jest to, żeby skupiało się na sławnej osobie robiącej rzeczy zupełnie zwyczajne”.
10.02.2019

Kim jest Ron Galella? 

Prowokował, podjudzał, kłamał. Śledził swoje ofiary, występował pod różnymi przebraniami, dawał łapówki. Dla dobrego ujęcia nie cofnął się przed niczym. Przykład? Aby mieć łatwiejszy dostęp do Jackie Kennedy, uwiódł i rozkochał w sobie jedną z jej pokojówek. Za tę determinację Rona Galellę podziwiał Andy Warhol. Chorobliwie nieśmiały artysta nigdy nie miał odwagi podejść tak blisko do swoich idoli. „Ja nie pytałem o pozwolenie, bo utraciłbym element zaskoczenia i całą spontaniczność ujęcia”, tłumaczył Galella w jednym z wywiadów.

fot. Getty Images

Ron Galella – Ojciec chrzestny amerykańskiej kultury paparazzi

Zanim na przełomie lat 60. i 70. został ojcem chrzestnym amerykańskiej kultury paparazzi – jak okrzyknęły go jednomyślnie magazyny Newsweek, TimeVanity Fair – pracował jako fotograf sił powietrznych Stanów Zjednoczonych. Na początku lat 50., podczas wojny koreańskiej, uwieczniał na pamiątkowych zdjęciach znane osoby przybywające do amerykańskiej bazy. W tamtych czasach tygodniki plotkarskie jeszcze nie istniały, nie znano też pojęcia celebryty, a o życiu prywatnym gwiazd wiadomo było niewiele. Galella jako pierwszy pokazywał sławnych ludzi w ich naturalnym środowisku, bez makijażu, eleganckich kreacji, za to często zabieganych, zmęczonych, w złym humorze. I tym zdobył międzynarodową popularność.

Poznajcie polską fotografkę, której twórczość robi karierę za granicą. 

Zwyczajni niezwyczajni

Przeglądając blisko 650 tysięcy zdjęć autorstwa Galelli w Getty Images – agencji fotograficznej, która go reprezentuje – trudno wskazać gwiazdy, których nie udało mu się sfotografować. Z tego archiwum można na przykład odtworzyć listę stałych bywalców Studia 54. Są tam wszyscy: Truman Capote, Lauren Hutton, David Bowie, Grace Jones, Brooke Shields, Rod Stewart, Oprah Winfrey, Dolly Parton, Woody Allen, Calvin Klein, Madonna, Diane von Furstenberg, Salvador Dalí, Michael Jackson, Diana Vreeland, Blondie… Można by jeszcze długo wymieniać. Galellę niespecjalnie interesowały wielkie gale i bankiety. Wiedział, że to tu, w kultowym klubie, nocne imprezy kończy większość ówczesnej śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku. Fotografował ich w sytuacjach, w których niekoniecznie chcieliby być widziani: tańczących na stołach, pijanych, upadających.

W Getty znajdziemy też zdjęcia najjaśniejszych gwiazd Hollywood, między innymi Audrey Hepburn, Dustina Hoffmana, Seana Penna, Roberta Redforda. Galella jako pierwszy doniósł prasie o romansie Elizabeth Taylor i Richarda Burtona, który połączył ich na planie filmu Kleopatra w 1963 roku. Aby zrobić im wspólne zdjęcia, udał się aż do Londynu. Para spędzała tam czas na jachcie Kalizma, który Burton podarował w prezencie Taylor, przycumowanym w jednym z portów na Tamizie. W oczekiwaniu na idealne ujęcia fotograf przez cały weekend koczował w opuszczonej fabryce nieopodal brzegu rzeki. 

O Jackie Kennedy mówił „Moja Mona Lisa”

Pytany o osobę, którą lubił fotografować najbardziej, zawsze wskazuje Jackie Kennedy Onassis. Nazywał ją swoją Mona Lisą. Ta fascynacja graniczyła z obsesją. „Była moim ulubionym obiektem, moją złotą dziewczyną. Miała duże piękne oczy i delikatnym głosem szeptała niczym Marilyn Monroe”, mówi w rozmowie z Harper’s Bazaar Polska. Jackie O okazała się celem idealnym. Po śmierci Johna F. Kennedy’ego pierwsza dama była na ustach wszystkich. Gdy postanowiła ponownie wyjść za mąż, i to za jednego z najbogatszych ludzi ówczesnych czasów Aristotelisa Onassisa, tylko podsyciła zainteresowanie mediów. Amerykanie chcieli wiedzieć wszystko o jej nowym życiu, a Jackie za wszelką cenę starała się chronić prywatność, przede wszystkim ze względu na dzieci: Johna Jr. i Caroline. Tym bardziej gazety były w stanie słono zapłacić za jej zdjęcia, a Ron Galella robił wszystko, by je im dostarczyć.

Pewnego wieczoru w marcu 1967 roku fotograf śledził Jackie wracającą z wernisażu do apartamentu przy Piątej Alei. Wiedział już, gdzie mieszka, bywał na Upper East Side niemal codziennie. Towarzyszył jej w drodze na zakupy, do restauracji, na wieczorne gale, fotografował ją nawet podczas wizyt u fryzjera czy kosmetyczki. Szczegółowy rozkład dnia znał dzięki Grecie – pokojówce, z którą wdał się w romans. Jedno z setek tysięcy zdjęć Jackie autorstwa natrętnego paparazzo amerykańska opinia publiczna zapamiętała na długo. 24 września 1969 roku Jackie razem z synem wybrała się na przejażdżkę rowerami po uliczkach Central Parku. Towarzyszyli im agenci Secret Service, bo zgodnie z amerykańskim prawem dzieciom prezydenta Stanów Zjednoczonych przysługuje ochrona do 18. roku życia. Kiedy Jackie dostrzegła fotografa, a ten mimo próśb nie przestawał naciskać spustu migawki, była pierwsza dama kazała agentom zabrać i zniszczyć aparat Galelli. Agenci doprowadzili fotografa na pobliski komisariat, gdzie został aresztowany pod zarzutem nękania. Aparat fotograficzny jednak nie ucierpiał, a zdjęcia z parku ukazały się w 1972 roku w magazynie Life.

Piętnaście minut sławy

Galella nie chciał być tylko fotoreporterem, sam marzył o byciu gwiazdą z pierwszych stron gazet, a do rozpoczęcia kariery celebryty incydent z Central Parku nadawał się idealnie. Pozwał więc Jackie i towarzyszących jej tamtego dnia agentów Secret Service za napaść, żądając 1,3 miliona dolarów odszkodowania. Jackie nie pozostała mu dłużna. Wytoczyła Galelli proces o prześladowanie na okrągłą sumę sześciu milionów dolarów. Sprawa była precedensowa. Po raz pierwszy w historii amerykański sąd musiał odpowiedzieć na pytania: gdzie leży granica prywatności osoby publicznej? czy fotografowanie jej w miejscu publicznym jest już formą prześladowania? jak daleko paparazzi może się posunąć? Sądowy spektakl w blasku fleszy trwał 26 dni, z czego pierwsze dwa tygodnie poświęcono na prezentacje zdjęć Jackie autorstwa Galelli. Podczas przesłuchania byłej pierwszej damy adwokat fotografa zapytał ją, czy jest osobą publiczną. Gdy ta zaprzeczyła, obrońca odwrócił się, wskazał na prawie dwustu fotografów i dziennikarzy siedzących na sali i powiedział z uśmiechem: „Oni wszyscy są tu pewnie po to, żeby zobaczyć mnie”. W dalszym toku postępowania prawnicy próbowali udowodnić, że zachowania Galelli nie można nazwać nękaniem. Pokazując zdjęcia, na których Jackie się uśmiecha, pytali retorycznie: czy tak może wyglądać osoba przerażona? „Tak, może”, odpowiedziała Jackie. Po wysłuchaniu obu stron sąd orzekł wobec fotografa zakaz zbliżania się do niej i jej dzieci na odległość mniejszą niż 10 metrów.

Młody fotograf udowadnia, że jazda tramwajem może być sztuką.

Kodeks paparazzi

Proces dał Galelli upragnioną sławę. Fotograf z chęcią udzielał wywiadów, zapraszał dziennikarzy do swojego studia i archiwum. Musisz się nauczyć podchodzić do swojej ofiary niezauważony; noś zawsze garnitur, wtedy nikt cię nie zapyta, czy masz zaproszenie; błyskawicznie naciskaj migawkę, bo gwiazdy mają to do siebie, że kiedy widzą fotografa, odruchowo zasłaniają twarz – to tylko niektóre z jego przykazań dobrego paparazzo, którymi dzielił się w programach telewizyjnych.

Ron Galella z Anne Leibovitz / fot. Getty Images

Śledził gwiazdy, a media śledziły jego. Jak wtedy, gdy w 1981 roku jedną ze stacji zabrał pod dom Katharine Hepburn, żeby opowiadać tam, jak należy przygotować się do dobrego ujęcia. Był mistrzem autopromocji. Dbał o to, żeby gazety miały co o nim pisać i co pokazywać. Zatrudnił swojego siostrzeńca Anthony’ego Savignano, aby dokumentował jego pracę. Jedno z najpopularniejszych zdjęć z Galellą w roli głównej to to, kiedy w 1974 roku biegnie w kasku za Marlonem Brando. Rok wcześniej aktor nie wytrzymał i uderzył śledzącego go fotografa. Zdjęcia i z samego zajścia (Galella pozuje z zakrwawioną twarzą), i te w kasku fotograf osobiście dostarczył prasie. „Wykonuję pracę podwyższonego ryzyka”, żartował potem w wywiadach.

Sprawa Jackie kontra Galella wróciła na wokandę w 1981 roku. Zdecydowały o tym wybryki fotografa, który wielokrotnie naruszał postanowienie sądu. Na dowód Jackie pokazała podczas procesu zdjęcie z 1976 roku, na którym Galella odmierza za pomocą miarki wyznaczoną przez sąd odległość 10 metrów od wsiadającej właśnie do samochodu byłej pierwszej damy. W aktach wznowionej sprawy znalazła się również kartka świąteczna z 1970 roku, którą Jackie otrzymała od Galelli. Fotograf pozuje na niej razem z mężczyzną przebranym za Świętego Mikołaja, który na nosie ma ciemne okulary, a w dłoni trzyma cygaro i plik banknotów. Kartka miała sugerować, jakoby Aristotelis Onassis chciał wręczyć Galelli łapówkę za wycofanie pozwu. Sąd miał dość żartów fotografa. Paparazzo dostał dożywotni zakazał zbliżania się do Jackie i jej dzieci pod groźbą pozbawienia wolności na siedem lat.

Dziś po tamtym showmanie nie ma już śladu. 87-letni Galella ponad dekadę temu przeszedł na emeryturę, a aparat fotograficzny bierze do ręki tylko raz w roku – od 1972 roku nie opuścił ani jednej Met Gali w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie