Nikolaj Coster-Waldau, czyli Jaime Lannister z „Gry o tron” w rozmowie z BAZAAR
Nikolaj Coster-Waldau / fot. Getty Images

Nikolaj Coster-Waldau, czyli Jaime Lannister z „Gry o tron” w rozmowie z BAZAAR

Na pytania typu „Czego nauczył się pan od Jaimego Lannistera?” odpowiada żartem: „Żeby zamykać drzwi, kiedy uprawiam seks”.
11.05.2019

Na ekranie rycerz, od lat uwikłany w zakazany romans z siostrą. W życiu prywatnym od dwudziestu lat przykładny mąż Nukâki, byłej Miss Grenlandii, aktorki i piosenkarki, i ojciec dwóch córek. Mimo ogromnego zaangażowania w serial kariera Duńczyka przez ostatnie lata rozkwitła. Coster-Waldau gra zarówno w kinie akcji (Domino) oraz komediach romantycznych (Inna kobieta), jak i dramatach (Druga szansa). Aktor wykorzystuje swoją popularność w szczytnych celach: bierze udział w akcjach dotyczących przeciwdziałania globalnemu ociepleniu i na rzecz zagrożonych wyginięciem zwierząt, a także walczy o systemowe równouprawnienie płci i parytet.

7 miejsc z „Gry o tron”, które warto odwiedzić w realu.


Anna Tatarska: Rzadko zdarza się kariera tak błyskawiczna jak ta, którą swoim aktorom dał serial Gra o tron. Trzeba pilnować, żeby nie wpaść w pułapkę samozachwytu?

Nikolaj Coster-Waldau: Każdą pracę staram się wykonać najlepiej, jak potrafię, i Gra… nie jest dla mnie w tym sensie ważniejsza niż którykolwiek z moich wcześniejszych filmów, choć oczywiście one nie odnosiły aż takich sukcesów. Niewiele produkcji odnosi taki sukces. Nie uważam, że skoro serial jest wielkim wydarzeniem, automatycznie oznacza to, że ja jestem super. Ważne, żeby to rozgraniczać. Odmawiam mierzenia poczucia własnej wartości tą miarą. Gdybym, jako aktor, zaczął stawiać znak równości pomiędzy powodzeniem projektu a pewnością siebie, zszedłbym z powodu załamania nerwowego już wiele lat temu.

Dla świata aktorzy grający główne role w Grze… i ich postaci to jedność. Dla aktora, który szuka kolejnych ról, to problem?

Po tym, jak rozpoczęła się moja przygoda z serialem, posypały się propozycje ról rycerzy. Tak działa ten biznes, wiem o tym i nie stresowało mnie to. Zgodnie z moimi przypuszczeniami tamten etap się zakończył i teraz dostaję wiele różnorodnych, ciekawych ofert, po angielsku i po duńsku. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy, którzy występowali w Grze…, na pewno przez wiele lat będą z nią kojarzeni. Założenie, że z naszymi postaciami łączy nas jakaś bliska, niemal intymna więź, jest częste. Do tej pory regularnie zadaje mi się pytania „Jak taki miły gość może grać takiego drania?”. Niespodzianka: jestem aktorem i granie ludzi innych niż ja to moja praca! Na pytania typu „Czego nauczył się pan od Jaimego” odpowiadam najczęściej żartem: „Żeby nie wypychać dzieci przez okno”, „Żeby zamykać drzwi, kiedy uprawiam seks”. (śmiech)

Jak wspomina pan czas spędzony na planie ostatniej serii?

Odkąd przeczytaliśmy scenariusz ósmego sezonu, wiedzieliśmy, że to będzie produkcja z wielkim rozmachem. Tylko sześć odcinków, ale za to jak złożonych na wielu poziomach! Wydaje mi się, że największym wyzwaniem była sekwencja wielkiej bitwy, która została już oficjalnie zapowiedziana przez producentów. Naprawdę wyczerpujące doświadczenie, choć dla aktorów nieco mniej niż dla reszty ekipy. My mamy przerwy, nie gramy w każdej scenie. A oni, techniczni, kręcili te sceny przez pięćdziesiąt pięć nocy w Irlandii Północnej, w styczniu i lutym. Ostra jazda. Ale właśnie dlatego, że wszyscy, od aktorów po techników, kochaliśmy pracę przy tym serialu, byliśmy gotowi, żeby na ostatniej prostej dać z siebie wszystko.

Rozstanie z Grą… budzi ulgę czy raczej strach?

Wiem, że wiele osób chciałoby usłyszeć, że koniec zdjęć był traumą, ale ja nie mógłbym czegoś takiego powiedzieć. To było wspaniałe doświadczenie. Jednocześnie czuję ulgę, że już po wszystkim. I wdzięczność wobec twórców serialu, Dana B. Weissa i Davida Benioffa, że wiedzieli, kiedy ze sceny zejść niepokonanymi. Proszę mi wierzyć, że dla nas, ekipy, zastanawianie się, jak zdecydują się zakończyć tę sagę, było równie emocjonujące co dla widzów. Kto zasiądzie na Żelaznym Tronie? Czy komukolwiek w ogóle się to uda? Czy jest nadzieja dla ludzkości, czy jesteśmy straceni i wszyscy staną się zombie? A może to pora na triumf Cersei, tak niedocenianej przez ostatnie lata? Czy Jaime rzeczywiście jest najgłupszym z Lannisterów, jak twierdzi jego siostra, czy wręcz odwrotnie? I tak dalej, i tak dalej… Jest tyle opcji! Mogę powiedzieć tylko jedno: Dan i David stanęli na wysokości zadania.

Serial jest raczej poważny, ale wiem, że na planie często zdarzały się zabawne momenty. Który najmocniej zapadł panu w pamięć?

Podczas zdjęć do trzeciego sezonu kręciliśmy spektakularną sekwencję rozgrywającą się w dole z niedźwiedziem. Brienne, grana przez Gwendoline Christie, została tam wtrącona, miała odbyć walkę ze zwierzęciem, a Jaime postanowił ją uratować. Większość scen powstała w Irlandii Północnej, w Belfaście, gdzie niedźwiedzia udawał aktor w specjalnym niebieskim skafandrze, potem animowanym i przerabianym w programie komputerowym. Ale w którymś momencie musieliśmy udać się
do Los Angeles, by nakręcić ujęcia z wytresowanym niedźwiedziem brunatnym. To był znany w środowisku filmowym Bart the Bear II. Zdjęcia z nim były surrealistycznym doświadczeniem. Na planie rozciągnięto specjalny kabel pod napięciem, żeby w razie napadu gniewu zwierzęcia ochronić ekipę. Nikt nie mógł się gwałtownie ruszać. To jeszcze nic. Kiedy przyjechała przyczepa naszej gwiazdy, treser otworzył drzwi i… cisza. Okazało się, że aby miś z niej wyszedł, wszyscy musieli go głośno dopingować i krzyczeć jego imię. Bear był większą diwą niż którykolwiek z ludzi aktorów, dosłownie kochał uwagę. Przed rozpoczęciem zdjęć oczekiwał jeszcze porcji bitej śmietany, dopiero potem był gotowy. Widok niedźwiedzia jedzącego ciastko zostanie ze mną pewnie do końca moich dni.

Fani „Gry o tron” częściej uprawiają seks?

Wrócę do twojego żartu z wypychaniem dziecka przez okno… Właśnie to zrobił Jaime w pierwszym sezonie. „Czego nie robi się dla miłości” – brzmiał jego komentarz. Odnoszę wrażenie, że dziś to już inny człowiek.

Wydaje mi się, że cały ten dualizm, na który powołujemy się w kontekście mojego bohatera, to tylko kwestia podejścia. Kultura lubi metkować ludzi: ten jest dobry, ten zły – nie ma nic pośrodku. Wkładamy ludzi w szufladki, a przecież sprawa jest o wiele bardziej złożona. Jaime jest niezmiennie, konsekwentnie wierny przede wszystkim swojemu sercu. Siłą napędzającą go do działania pozostaje miłość. Przecież dlatego odchodzi od Cersei. Ona jest znowu w ciąży, a jego obecność jej zagraża.

Kadr z Gry o tron Jaime i Cerseifot. materiały prasowe

Ta relacja budzi wiele kontrowersji. Fakt, że Cersei i Jaime są rodzeństwem, to, paradoksalnie, tylko jeden z wielu problemów między tą dwójką…

Jego relacja z Cersei jest popaprana, ale wzajemnie siebie potrzebują. Ze względu na to, jak wygląda otaczający ich świat, ona ma nad nim pewną władzę. Ma też głęboko zakorzenione poczucie krzywdy. Przez swoją płeć była niesprawiedliwie traktowana w rodzinie. Rekompensuje to sobie teraz, będąc skrajnie bezwzględną. Ich relacja pełna jest punktów zwrotnych. Ale życie to nieustanne pasmo zmian. Z wiekiem zmienia się perspektywa. W ich przypadku doszło jeszcze do wielu dramatów. Strata dziecka to trauma, którą trudno przepracować w większości związków. Im się udało. Na początku ósmego sezonu ich związek jest jak najdalszy od rozkwitu. Wciąż jednak wiele ich łączy.

A co pan zrobiłby dla miłości?

Mam nadzieję, że w życiu prywatnym, tak jak mój bohater, byłbym gotów na wszystko, byle ochronić swoje dzieci i żonę. Przypomina pani sobie szwedzki film Turysta w reżyserii Rubena Östlunda? Rodzina jedzie na narty, jest pięknie, relaksują się. I nagle schodzi lawina. Ojciec panikuje. Chwyta telefon i ucieka. Lawina szczęśliwie omija restaurację, nikomu nic się nie stało, najedli się tylko strachu. Ale dla żony to, co się wydarzyło, jest szokiem. Chciałbym móc obiecać, że bez względu na okoliczności stanąłbym na wysokości zadania. Siedząc tu teraz, mogę to obiecać. A jak byłoby w rzeczywistości? Tego nie wie nikt.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie