24 godziny z Kasią Warnke
Kasia Warnke i Piotr Stramowski / fot. archiwum prywatne

24 godziny z Kasią Warnke

Jak wygląda zwykły dzień aktorki?
25.05.2019

Kasia Warnke: Jak wypoczywa, co je i jak spędza czas

Wstaję wcześnie, o 6:00, nawet jeśli nie jadę na plan filmowy. Jestem typowym skowronkiem. O 7:30 zaczynam półtoragodzinną sesję jogi. Od piętnastu lat praktykuję jogę według metody B.K.S. Iyengara – podnosi odporność, dotlenia skórę, wysmukla ciało, harmonizuje wewnętrznie.

Kasia Warnke uprawia jogęKasia Warnke / fot. archiwum prywatne

Nie wychodzę z domu bez śniadania i czarnej kawy; chętnie spędzam te pierwsze chwile dnia sama i pod tym względem zgraliśmy się z moim mężem, bo Piotr (Stramowski, przyp. red.) lubi długo spać. Zwykle, po szybkim prysznicu zakończonym lodowatą wodą, przygotowuję sobie owsiankę na mleku migdałowym z owocami i orzechami lub tosty z awokado. W tle zawsze sączą się muzyka radiowej Dwójki i informacje kulturalne, bez hałaśliwych reklam i agresywnego politykowania. W weekendy lubię przeciągać ten czas, czytając świąteczne wydanie Gazety Wyborczej. W końcu przyłącza się do mnie Piotrek i robimy plany na najbliższe godziny i dni, wygłupiamy się, a czasem wpada jakiś ważny temat do omówienia. 10:00 Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo intensywne. Pierwszy raz pracowałam równocześnie nad dwiema rolami: Anki w filmie Kobiety mafii 2 Patryka Vegi i Angeliki w serialowej adaptacji książki Remigiusza Mroza z cyklu z Chyłką. Dosłownie zmieniałam plany co kilka dni, praktycznie bez przerwy. Niezłym wyzwaniem było jednoczesne budowanie w sobie życia dwóch skrajnie różnych postaci: Anki – ekscentrycznej, zabawnej, poruszającej się w ryzykownym balansie na granicy pastiszu, i Angeliki – introwertycznej, tajemniczej, tonącej od początku w poczuciu nieuchronnej klęski. Po takim maratonie lubię spędzać czas niespiesznie. Zwykle drugą kawę piję na mieście. Kiedy robi się cieplej, poruszam się po Warszawie wyłącznie rowerem, starą holenderską damką Gazelle. Lubię siadać przy stolikach kawiarnianych, ustawionych po parysku na chodniku, i obserwować życie miasta, na przykład w Heritage na placu Zbawiciela. Godziny okołopołudniowe to czas na spotkania z przyjaciółmi, udzielenie wywiadu czy omówienie bieżących spraw z moją menedżerką Gabrysią Piekarniak.

Kasia Warnke w kampanii Mako.

13:00 Jeżeli nie jestem z nikim umówiona na lunch, przygotowuję go w domu. To dla mnie ważne miejsce, dlatego dbam o jego atmosferę – świeże kwiaty w wazonie, świece. Niedawno ukończyliśmy remont nowego mieszkania i w końcu mogę się cieszyć przestrzenią, która wygląda dokładnie tak, jak tego pragnęliśmy: kuchnię połączyliśmy z salonem, a pośrodku stoi duży stół. Jestem zwolenniczką prostoty w gotowaniu. Moim ulubionym daniem jest kasza gryczana, którą mieszam ze świeżym pomidorem, tofu i oliwkami, do tego szatkuję cały pęczek zielonej pietruszki, trochę cytryny, oliwy, pieprzu – i gotowe. Druga opcja to zielona sałata, mozzarella, pomidor, awokado, listki bazylii i znów cytryna i oliwa z oliwek. Nigdy nie robię wielkich zapasów spożywczych, nie znoszę marnowania żywności i cieszą mnie kulinarne wyzwania na zasadzie: wyczaruj coś z niczego. Myślę, że ograniczenia rozbudzają kreatywność, nie tylko w kuchni.
16:00 Popołudnia zwykle spędzamy z mężem razem. Odkąd się poznaliśmy, jesteśmy prawie nierozłączni. Lubimy wspólne spacery, wyjścia do kina, spontaniczne imprezy. W weekendy często jeździmy na wieś, kochamy mazurskie jeziora i lasy. 19:00 Uwielbiam przyjmować gości i dla nich gotować. Najlepiej czuję kuchnię włoską – niezobowiązującą atmosferę, swobodne podejście do gotowania, prostotę. Gdy zaczynam gotować, cieszę się, jeśli goście już siedzą przy stole, sączą wino i ja również mam przy sobie kieliszek. Żartujemy, plotkujemy i po chwili danie jest gotowe. Dobrego „makaroniarza” poznasz po aglio e olio: na rozgrzaną oliwę wrzucamy drobno pokrojony czosnek (całą główkę) i ostre papryczki (oliwa nie może być zbyt gorąca, żeby czosnek się nie spalił). Kiedy czosnek się zeszkli, dorzucamy poszatkowany pęczek natki pietruszki i smażymy tylko chwilę, żeby pietruszka zmiękła, ale nie straciła intensywności swojej zieleni. W międzyczasie gotujemy makaron al dente, który później mieszamy na patelni z resztą podsmażonych składników. Podajemy obowiązkowo ze świeżo startym parmezanem i czerwonym winem. Jeśli czegokolwiek zabraknie, a szczególnie wina, danie nie może się udać! Wieczorami często zdarza mi się wychodzić na premiery filmowe, do opery czy na imprezy modowe. Nie korzystam z pomocy stylisty ani makijażysty, przygotowuję się sama. Kilka dni wcześniej zaglądam do atelier jednego z zaprzyjaźnionych projektantów i wspólnie wybieramy outfit. To przyjemny czas, właśnie wtedy czuję, że bawię się modą. Make-up i stylizacja włosów zajmują mi przed wyjściem około pół godziny. Włączam głośno muzykę, najchętniej Gershwina, i nastrajam się. Kocham modę, odkąd pamiętam, ale jeśli chodzi o moją szafę, jestem minimalistką. Dobrze się czuję, kiedy znajdują się w niej wyłącznie ciuchy, które lubię i noszę. Często pozbywam się rzeczy podczas domówki, dziewczyny wychodzą wtedy obdarowane butami, sukienką czy torebką. Cenię rzeczy ponadczasowe, co nie znaczy, że nudne: spódnicę Comme des Garçons (którą kupiłam już chyba dziesięć lat temu), opartą na dekonstrukcji klasycznej plisowanej, uzupełnionej koronką, złotą marynarkę Driesa Van Notena czy jedwabną sukienkę koktajlową The Kooples. Jestem zakochana w garniturach, które dodają mocy i definiują na nowo kobiecość, szczególnie od kiedy ścięłam włosy. Największym sentymentem darzę żakiet ze strusich piór z kryształami Swarovskiego, który Piotrek kupił mi w sklepie Miu Miu w Miami, tuż przed zamknięciem.

Kasia WarnkeKasia Warnke / fot. archiwum prywatne

21:00 Gdy zostajemy w domu, lubię nadrabiać książkowe zaległości. Zwykle czytam kilka pozycji jednocześnie. Teraz na przykład drugi tom Człowieka bez właściwości Roberta Musila oraz Narodziny Wenus i inne szkice renesansowe Aby’ego Warburga. Są tytuły, do których wracam po latach. Ostatnio to Dzienniki czasu wojny Zofii Nałkowskiej i Imię róży Umberta Eco – książka, którą kiedy byłam nastolatką, polecił mi mój tata. Ojciec aktywnie kształtował mój gust, podsuwał lektury, pokazywał filmy, sztuki teatralne. Jestem mu za to wdzięczna – te inspiracje to mój skarb. Najlepiej czyta mi się w wannie, wtedy znikam w łazience na długi czas. Zapalam świece, nakładam maseczki (najchętniej najpierw detoksykującą, potem nawilżającą marki Caudalie), a do wody wlewam emulsję do kąpieli Emolium, co doskonale chroni skórę przed wysuszeniem. W dzień premiery mojego filmu robię sobie wolne, na kilka godzin uciekam do SkinClinic albo Instytutu Babor. Po takiej wizycie jestem gotowa na wywiady, zdjęcia i emocje związane z pierwszą konfrontacją z filmem.
23:00 W zwykły dzień to moja ulubiona pora, żeby pójść spać. Wietrzę sypialnię, gaszę światło i zapadam się w ciszy.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie