Maggie i „ten problem”
Kadr z filmu „Przedszkolanka” / fot. materiały prasowe

Maggie i „ten problem”

Jak to jest, gdy kobiecemu umysłowi nie dostarcza się wystarczająco dużo ekscytujących bodźców? Rozmawiamy z Maggie Gyllenhaal, znaną z thrillera „Przedszkolanka”.
01.06.2019

Maggie Gyllenhaal w rozmowie z BAZAAR

Nie szukam projektów, w których mogę pracować z kobietami”, mówi pochodząca z rodziny filmowców aktorka, producentka i aktywistka Maggie Gyllenhaal, zapytana o współpracę z kobiecym zespołem na planie Przedszkolanki. A po chwili dodaje: „One same mnie odnajdują”. Gyllenhaal znana jest z szeregu kontrowersyjnych ról, między innymi w Sekretarce (romans sado-maso) i Sherry (kobieta z kryminalną przeszłością, która po wyjściu z więzienia chce odbudować relację z córką), niedawno zagrała także w dwóch świetnie przyjętych serialach: Uczciwej kobiecie i głośnych Kronikach Times Square, w których wcieliła się w nowojorską prostytutkę z aspiracjami. Aktorka chętnie bierze udział w inicjatywach dotyczących zapewnienia równych praw kobietom w branży filmowej i często opowiada o swoim zaangażowaniu w #MeToo i Time’s Up. W nagrodzonym za reżyserię na festiwalu w Sundance thrillerze psychologicznym Gyllenhaal zagrała tytułową rolę niespełnionej poetki, odkrywczyni nietuzinkowego talentu pięcioletniego podopiecznego.

Magdalena Maksimiuk: Czy pani bohaterce z filmu Przedszkolanka można zaufać?

Maggie Gyllenhaal: Najciekawsze w tej postaci jest to, że tak naprawdę do końca nie wiadomo, czego się spodziewać. Czy Lisa okaże się potworem, czy jakąś wrażliwą zabłąkaną duszą? Ja sama tego do końca nie wiem. Myślę, że to artystka. Poetka. Ktoś z otwartą, ciekawą świata głową. Ale jej umysł przymiera głodem, bo nie dostaje wystarczająco dużo bodźców, które stanowiłyby dla niego inspirującą, motywującą pożywkę. Przedszkolanka staje się więc w moich oczach filmem o konsekwencjach tego, jak to jest, gdy kobiecemu umysłowi nie dostarcza się wystarczająco dużo ekscytujących bodźców.

Odpowiedź jest dosyć przerażająca…

Nie można zapominać, że Przedszkolanka to rodzaj alegorii, thriller psychologiczny, i rzeczywiście jest dość przerażający. Nie dlatego, że gdzieś czają się gumowe potwory, a sztuczna krew leje się strumieniami, ale dlatego, że z pokazywaną przez nas sytuacją i zbiorem okoliczności łatwo się wielu kobietom utożsamić. Nie mam na myśli oczywiście podszywania się pod cudze dokonania, chodzi właśnie o zakleszczenie się w rutynie, codzienne powtarzanie tych samych czynności, co w istocie nie prowadzi do niczego dobrego, a na pewno do niczego świeżego i konstruktywnego. To nie jest drobny kłopot, ale naprawdę duży problem naszych czasów. „Problem, który nie ma nazwy”, jak pisała Betty Friedan.

Pani, pracując w Hollywood, ma wystarczającą ilość bodźców?

Zależy mi, żeby zawsze mieć wystarczająco dużo tematów do przemyślenia. Moje najlepsze role powstają wtedy, gdy w procesie budowania postaci uczę się czegoś o sobie albo kiedy jakieś określone zachowanie czy cecha charakteru stanowią konkretne, namacalne wyzwanie. Bywa, że te elementy oddziałują na moje życie, czasem wręcz odzwierciedlają rzeczywistość, w której się znajduję. Cały czas się odkrywam albo jestem na krawędzi poznania samej siebie. Jeśli ktoś lub coś zmusza mnie do dojrzałości, wykazania się, wtedy wiem, że idę w dobrym kierunku. Nawet jeżeli to czasem boli czy wymaga wytężonego wysiłku. Takie momenty pamięta się potem najlepiej, bo najwięcej się z nich wynosi. Myślę jednak, że w naszym zawodzie to nie jest nic szczególnego. Jeśli dzień zdjęciowy trwa od czternastu do szesnastu godzin, każdemu zależy na tym, by spędzić go jak najbardziej produktywnie, żeby granie roli nie polegało tylko na powtarzaniu w kółko tych samych kwestii.

A jednak pani najwyraźniej wciąż szuka alternatyw dla grania. Myśli o reżyserowaniu, produkuje. Z czego wynika ta potrzeba?

Czasem jestem angażowana jako producentka ze względu na okoliczności. Na przykład film Przedszkolanka – nakręcony w ciągu dwudziestu dwóch dni zdjęciowych za minimalny budżet – wymagał, aby ktoś taki jak ja, kto pojawia się w niemal każdej scenie, miał też wpływ na pozyskiwanie pieniędzy. Naturalna kolej rzeczy. Historię reklamujemy twarzą, nazwiskiem. To jest film o tajemnicach kobiecego umysłu, a to wciąż dla wielu ważnych ludzi nie najlepsza reklama czegokolwiek.

Pracowały przy nim niemal wyłącznie kobiety.

Poza mną na froncie mamy reżyserkę, pozostałe cudowne producentki to też fenomenalne kobiety, wszystkie bardzo mocno obecne na miejscu, uważne, obserwujące. Jedynym męskim ogniwem wprowadzającym trochę innej energii był Gael García Bernal, który w ciągu zaledwie dwóch dni swojej obecności na planie wniósł zupełnie osobny pierwiastek do całej historii. Był również jednym z nielicznych dorosłych, co oczywiście okazało się miłą odmianą po spędzaniu całych dni z aktorami dziecięcymi. (śmiech)

Często podejmuje pani w pracy ryzyko?

Lisa z Przedszkolanki to igranie z gatunkiem, konwenansami, przekonaniem widzów o tym, kim Lisa jest i kim powinna być. Wcześniej coś podobnego przydarzyło mi się z postacią Candy z Kronik Times Square. Kiedy po raz pierwszy czytałam scenariusz, Candy miała być kimś w rodzaju producentki, myślącej biznesowo, na zasadzie zysku i straty. Dopiero później do mnie dotarło, że przecież Candy jest reżyserką, prawdziwą artystką, z własną kreatywną wizją! Więc powoli, kroczek po kroczku, próbowałam uświadomić twórcom, żeby nie ograniczali jej tylko i wyłącznie do kasy. Wreszcie posłuchali. (śmiech) Dzięki Candy zdałam sobie zresztą sprawę, że sama jestem zainteresowana stroną, w którą ona zaczęła zmierzać. Dlatego doszłam do wniosku, że reżyseria to może być kolejny krok w mojej karierze.

Angażuje się pani w ważne kobiece inicjatywy, z #MeToo i Time’s Up na czele.

W miarę możliwości angażuję się w inicjatywy, w które wierzę. Wierzę w #MeToo, w Time’s Up i poświęcam im tyle, ile tylko mogę. Wydaje mi się jednak, że wciąż jest za mało czasu, żeby dogłębnie rozwinąć ten temat. Nasza krótka w gruncie rzeczy rozmowa, szybkie sesje pytanie – odpowiedź na czerwonych dywanach to nie są odpowiednie miejsca na rozwijanie skomplikowanych tez, na zastanawianie się nad istotą tych ruchów. W swoich kolejnych filmach staram się przekazywać szerokie spektrum emocji dotyczących doświadczenia bycia kobietą we współczesnym świecie i tym samym rozpoczynać dyskusję. Z drugiej strony dla mnie, jako części przemysłu rozrywkowego, liczą się przede wszystkim historie, jakie opowiadamy.

Co panią przyciągnęło do Przedszkolanki?

Przede wszystkim świetny scenariusz. Częściowo dlatego, że opisuje losy kobiety w sposób, jakiego wcześniej w kinie nie widziałam. Wyraża coś niezwykle kobiecego i kruchego. Ale to nieporozumienie, że szukam tak zwanych kobiecych projektów. Tak nie jest. One mnie same odnajdują, akurat w idealnym momencie, kiedy intensywnie myślę właśnie o takich postaciach, takich sytuacjach. Moja przedszkolanka to wyraz kobiecego doświadczenia, jakiego nigdy nie miałam i jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. To energia, żywiołowość, atmosfera. W ogóle nie zastanawiam się nad tym, czy ta historia ma sens, bo napisała ją kobieta. Miniserial Uczciwa kobieta napisał i wyreżyserował mężczyzna, a przecież to również wspaniały portret kobiety. Niedawno byłam gościem w programie Trevora Noaha The Daily Show. Trevor zapytał mnie, jak określiłabym Przedszkolankę – czy jako thriller, horror, czy coś jeszcze innego. Powiedziałam zupełnie szczerze, że nie wiem, ale to coś nowego i świeżego. Tego jestem pewna.

Rzeczywiście w porównaniu z filmowym pierwowzorem Nadava Lapida z 2014 roku w waszej produkcji trochę inaczej rozłożone są akcenty, ale jedno pozostaje niezmienne: relacja nauczycielki z małym geniuszem. Ten wątek to wciąż centrum tej historii.

Rzeczywiście dla większości widzów, dla reżyserki i wielu osób zaangażowanych w realizację tej produkcji mały Jimmy jest geniuszem. Ale nie dla mnie. Wydaje mi się, że za dużo w tym wszystkim przypadku, nie uważa pani? Mało prawdopodobne, żeby młoda niespełniona poetka, która desperacko pragnie odkrycia jej talentu i dostrzeżenia możliwości, ot tak po prostu spotkała na swojej drodze rozwiązanie najbardziej palących problemów i potrzeb. Przecież pięciolatki często mówią niesamowite rzeczy. Jednak akurat Lisa bardzo uważnie wsłuchuje się w ich słowa, a to, co chłopiec mówi, potrafi ułożyć w wersy i zwrotki. Mam wrażenie, że gdzieś na pewno istnieje scenariusz, w którym to, co przekazuje Jimmy, jest po prostu wytworem wyobraźni Lisy, niczym więcej. Że te słowa, które innym wydają się fenomenalne, to jej własny głos, wyraz oryginalnego talentu. Może najbardziej kontrowersyjnym elementem wzajemnej relacji przedszkolanki z chłopcem jest to, że tak naprawdę żadna prawdziwa wyjątkowa relacja nie istnieje? Może to tylko relacja Lisy z nią samą? Mam dziecko w podobnym wieku co Parker, odtwórca roli Jimmy’ego, i dokładnie wiem, jak to jest żyć pod jednym dachem z pięciolatkiem. Dla mnie – niezależnie od tego, czy jestem matką, czy tylko opiekunką, w którą się wcielam – najważniejsze było to, by chronić chłopca za wszelką cenę. Nawet za cenę własnego szczęścia i spełnienia.

Kadr z filmu Przedszkolanka z Maggie GyllenhaalKadr z filmu Przedszkolanka / fot. materiały prasowe

Czy to, że jest pani mamą, w jakiś sposób pomogło w nawiązaniu więzi z chłopcem? Czy macierzyństwo w ogóle wpłynęło jakoś na pani postrzeganie ról matek?

Oczywiście, w dużym stopniu. Przy dzieciach włącza mi się mechanizm ochronny, jestem go bardzo świadoma. Podobnie jak tego, że dzieci są po prostu kruche i bezbronne, potrzebują wsparcia i opieki. Myślę, że ten mechanizm włączył mi się podczas pierwszej ciąży, kiedy kręciłam Sherry. Wtedy nagle okazało się, że prawie wszystkie filmy, w których zagrałam w okolicach przyjścia na świat obu moich córek, miały z dziećmi bardzo dużo wspólnego. Poza Sherry były przecież Niania i wielkie bum, Szalone serce, Bez kompromisówPara na życie – prawie wszystkie! Instynktownie chyba przyjmowałam propozycje, które były bliższe mojej sytuacji życiowej. No i jeszcze jeden aspekt, choć to już pewnie na zupełnie inną rozmowę: niełatwo o ciekawe role pełne różnorodnych wyzwań dla aktorki po czterdziestce. Jeśli więc taki projekt pojawia się na mojej drodze, robię wszystko, by doprowadzić go do końca. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie