O miłości rozmawiamy z Belą Komoszyńską
Bela Komoszyńska / fot. Sebastian Ciuliński

O miłości rozmawiamy z Belą Komoszyńską

Eteryczna niczym nimfa, z głosem, który porusza głazy. Frontmanka zespołu Sorry Boys muzyką opowiada różne historie, przede wszystkim swoje. Tym razem miłosne.
29.06.2019

Usta, oczy, włosy, dłonie, które płyną w powietrzu za każdym razem, kiedy mówi. Potem długa suknia. Nie wiem, na co zwrócić uwagę, gdy się spotykamy, bo każdy wymieniony element to odrębna historia. Bela Komoszyńska, głos zespołu Sorry Boys, jest kobietą żywiołem – ogniem, wiatrem, wodą i powietrzem. Od niedawna jest też matką. Nic więc dziwnego, że nowy album Sorry Boys zatytułowany jest Miłość, bo z każdego zdania Beli miłość się po prostu wylewa. Ta matczyna, romantyczna, wymarzona, ale też zraniona…

Bela Komoszyńska w rozmowie z BAZAAR

Maja Chitro: W jednym z wywiadów udzielonych trzy lata temu powiedziałaś: „Wszystkie drogi prowadzą do miłości”. I doprowadziły… Nowa płyta Sorry Boys nosi tytuł Miłość.

Bela Komoszyńska: Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wszystkie drogi doprowadzą mnie w tak dosłowny sposób do miłości, choć ona jest dla mnie najważniejszym tematem i słowem świata. Nad tą płytą pracowałam, kiedy moja prywatna miłość rozkwitła i była obecna w każdym momencie codzienności – byłam w ciąży, oczekiwałam naszego pierwszego dziecka, córeczki Bianki. A z tytułami płyt mam tak, że gdy zbliżamy się ku finałowi, siadam i czekam – niedosłownie, bo to trwa czasem tygodniami – i tytuł w końcu do mnie przychodzi. A jak już przyjdzie, jest niezmywalny niczym tatuaż. I kiedy przyszła Miłość, wiedziałam, że ta płyta nie może nazywać się inaczej, przecież te wszystkie piosenki opowiadają wyłącznie o miłości. O jej najjaśniejszych momentach, jak W brzuchu Buddy, ale i momentach dramatycznych, jak w Carmen.

No właśnie, bo miłość na waszej płycie jest inna – niedosłownie romantyczna, różowa. Raczej głęboka, o wielu odcieniach. Zanim zaczęłam jej słuchać, przyjrzałam się tytułom utworów i ułożyły się w odę do dziecka, z silną matczyną miłością. Wiesz, który utwór był dla mnie największą niespodzianką? Dwunasty, Najpiękniejszy dźwięk świata, który jest ciszą, aż nagle, niespodziewanie…

Zdecydowaliśmy się dodać ten utwór w ostatniej chwili – i wtedy poczułam, że album jest naprawdę skończony. Pojawia się tylko na CD, ale nie będę o nim za wiele mówić, niech pozostanie niespodzianką!

Wspomniany wywiad, od którego zaczęłyśmy, wiązał się z poprzednią płytą Roma. Anagramem tego słowa jest amor. Belu, wygląda na to, że ty ciągle myślisz o miłości.

Myślę, że nie jestem w tym odosobniona. Miłość jest najważniejszym elementem życia. Staram się ją pielęgnować. Czuję odpowiedzialność za energię, którą daję innym ludziom, którą wysyłam światu. I staram się słuchać, co mi świat na tę energię odpowiada. Coraz mniej widzę przypadków, coraz więcej znaków i zamierzeń losu. Poprzednią płytę zatytułowałam Roma, a dopiero później odkryliśmy, że anagramem tego słowa jest amor. Tak też nazwaliśmy trasę wieńczącą ten album – Amor Tour. Następnie pojawiła się płyta Miłość. Ta nić Roma – amor – Miłość nie została przeze mnie wymyślona, wysnuła się przypadkiem, ale czy można to nazwać przypadkiem…?

Czy w twoim postrzeganiu kobiecości coś się zmieniło, odkąd urodziłaś Biankę?

Ciąża i macierzyństwo to absolutnie unikalne doświadczenie w życiu każdej kobiety. Jest rytuałem przejścia, po którym stajemy się nową osobą. Tą samą, a jednak inną. Odczuwam nowy rodzaj więzi z innymi kobietami, matkami. Wyjątkowo mocno odczuwałam ją podczas pierwszych miesięcy ciąży, kiedy czułam się bardzo źle, i to doświadczenie kobiecości, wyjątkowości naszej roli w świecie, trudu było szczególnie silne. Ale inaczej też postrzegam męskość poszerzoną o doświadczenie rodzicielstwa – gdy patrzę na Tomka (Tomasz Dąbrowski, gitarzysta Sorry Boys, przyp. red.), mojego mężczyznę, który zyskał nową życiową rolę, w której sprawdza się i czuje znakomicie.

Przykazania stylu piosenkarki Mary Komasy.

Pytam o tę kobiecość, bo o nowej płycie Sorry Boys powiedziałaś: „W Miłości jestem raz Boginią Matką, raz Carmen”. Duża rozpiętość.

Bo miłość potrafi dawać nam największe szczęście, ale też najdotkliwsze cierpienia. Jestem w szczęśliwym związku, mam nową miłość, do dziecka, która jest zupełnie nowym rodzajem uczucia. W takiej atmosferze powstawały te piosenki. Ale nie wszystkie piosenki, które piszę, są autobiograficzne. Czasami nawiedza mnie jakaś postać, przejmuję jej cechy i śpiewam w jej imieniu. Taką silną osobowością, która pojawia się na Miłości, jest Carmen, zraniona kochanka. Bo moja Carmen jest kimś innym niż femme fatale znana z literatury, jest w pewnym sensie apokryficzna – przedstawiam jej historię nieznaną, wymyśloną przeze mnie. Mam też cudowne alter ego Carmen – w tym utworze śpiewa ze mną Kayah. Jej głos jest nadzwyczajnie silny, emocjonalny i piękny, jak ona sama. Jesteśmy w Carmen obie: dwie kobiety, dwie historie, które się spotykają. To silna emocjonalnie piosenka.

Wzruszająca. Ultrakobieca, z którą można się utożsamić. Pisząc Carmen, od początku myślałaś o duecie?

Głos i charyzmę Kayah uwielbiam od lat, ale osobiście poznałyśmy się z Kasią stosunkowo niedawno, podczas festiwalu Marii Czubaszek Cały Kazio w Polanicy-Zdroju. Kasia całkiem skradła moje serce. Kiedy pisałam piosenki na Miłość, zapragnęłam, a raczej zamarzyłam, żeby ze mną zaśpiewała. Gdy powstała Carmen, wiedziałam, że to utwór dla niej. Byłam przeszczęśliwa, że przyjęła to zaproszenie. I to, jak zaśpiewała…

Bela Komoszyńska

fot. Sebastian Ciuliński

A jak się czujesz po zakończeniu nagrań? To chyba trudny moment dla artysty? Płyta jest gotowa, czeka na premierę, a ty razem z nią.

W przypadku Miłości towarzyszyło mi dużo spokoju. Po Romie czułam niepokój o to, jak zostanie przyjęta. Teraz ważne jest dla mnie poczucie, że nagrałam płytę, która rejestruje niezwykły czas w życiu, i jestem z niej dumna. Wierzę, że w tych historiach odnajdą siebie również inni ludzie.
Że będzie im dobrze służyć. Spokój ducha daje mi też to, że jest to pierwsza nasza płyta napisana w całości po polsku, że udało mi się sprostać wyzwaniu.

A jak opisałabyś Miłość muzycznie?

Po bogactwie i rozpiętości Romy zapragnęłam odmiany. Zaczęłam poszukiwania piękna w prostocie formy, w zwrotkach i refrenach. Miłość jest płytą z piosenkami, które można grać na jeden instrument i głos. Jest także to, co w Sorry Boys kochamy od zawsze: ciekawe brzmienia. Wyspecjalizował się w nich Tomek, a ja – jako etnolog – chętnie podrzucam pomysły na etniczne instrumenty. Z nowości mamy harfę celtycką, cymbały, kalimbę. A tradycyjnie są mój ukochany fortepian i smyczki. Jest też dużo gitar, czyli podstawowych instrumentów Tomka i Piotra.

Na pierwszy singiel wybraliście Jesteś pragnieniem. Dlaczego?

Pierwszy singiel z płyty to zazwyczaj utwór, który śpiewa się najczęściej – w różnych aranżacjach i okolicznościach. Musi nosić znamiona modlitwy, mantry, czegoś, co powtarzane setki razy nie nudzi się, ma tę samą moc. I to jest dla mnie taki utwór. Poza tym aspektem Jesteś pragnieniem jest dobrym prologiem albumu. Ta piosenka powstała jako pierwsza na płytę. Reprezentuje ją muzycznie, porusza wątki, które później znajdują rozwinięcie w poszczególnych utworach.

W teledysku wystąpiłaś w pięknej zielonej sukience, która pojawia się także w naszej sesji. Sukienka, tym razem długa, jest też bohaterką okładki płyty – falą czerwonej miłości dosłownie się z niej wylewającą. Opowiesz, jak powstała?

Obie suknie zaprojektowała moja przyjaciółka Ania Gacek. W modzie cenię rozmach, odwagę, własny styl i Ania projektuje w tym duchu. Pomysł czerwonej sukni z okładki narodził się podczas naszego spotkania, kiedy powiedziałam Ani, jaki tytuł będzie nosić nowy album Sorry Boys. To był ważny i wzruszający moment. Materiał pojechałyśmy wybierać razem, szukałyśmy właściwego odcienia czerwieni, struktury jedwabiu. Wiedziałyśmy, że to będzie coś niezwykłego. I to nie jest zwyczajna suknia. Jest przesiąknięta czułością, powstała z sumy naszych doświadczeń.

Te suknie na tobie tańczą. Ale tak jest ze wszystkimi twoimi ubraniami – tańczą.

Stroje, zwłaszcza sceniczne, są dla mnie bardzo ważne. Duża zmiana w moim postrzeganiu mody nastąpiła dzięki Maćkowi Zieniowi. W 2011 roku zagraliśmy z Sorry Boys podczas jego pokazu. Dzięki temu, że mogłam obserwować od wewnątrz, jak wygląda praca projektanta, jak bardzo wiąże się ze sztuką, zrozumiałam, czym jest wysokie krawiectwo. Gdy zakładam na siebie takie projekty, jestem dodatkowo natchniona. Dobre ubrania mają energię. Wybieram takie, które dodają mi mocy. Na koncertach tańczę, bo wyrażam naszą muzykę całym ciałem. Strój musi mi pomagać, unosić ponad ziemią. Mam szczęście do współpracy z wyjątkowymi projektantami. Przez kilka lat współpracowałam z duetem Odio i Pieczarkowski. Później pojawiły się Karolina Twardowska, Waleria Tokarzewska, a przy Miłości zaczęłam współpracę z Anią.

Najważniejsze trendy z ostatniego pokazu Macieja Zienia, które warto wprowadzić do garderoby już teraz.

Tę modę można podejrzeć na twoim Instagramie. Ale nie tylko modę. Ty wykorzystujesz Instagram do czytania poezji! Skąd taki pomysł?

Ktoś ostatnio bardzo ładnie mi powiedział, że powinniśmy dbać, żeby modne było to, co jest piękne. Tak myślę o poezji. Do czytania wierszy na Instagramie, przywrócenia poezji na łono codzienności, zmobilizowała mnie akcja Wiersze w mieście, która odbywała się przez cały kwiecień w Warszawie. Tematem tegorocznej edycji była miłość. A ponieważ ja w tej miłości właśnie jestem, postanowiłam to połączyć.

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ℳiłoś . . . @sorryboysmusic #Miłość #nowyalbum fot. @mateusz.stankiewicz stylizacja i suknia: @annaagnieszkagacek

A post shared by Bela • Sorry Boys (@bela.komoszynska) on

Dlatego mam dla ciebie jeden z cytatów z Pabla Nerudy, który pisał, że „powoli umiera ten, kto nie opuszcza swojego przylądka, gdy jest nieszczęśliwy w miłości”. A ja zapytam odwrotnie: jak być w miłości szczęśliwym?

Nie mam recepty na szczęście w miłości. Wydaje mi się, że o szczęście w miłości – tak jak o szczęście w ogóle – trzeba zawalczyć. Nie na wszystko jednak mamy wpływ. Warto pielęgnować to, na co wpływ mamy. W mojej miłości jestem od wielu lat. Z Tomkiem mamy dom i pracę, stale wspólne wyzwania, sto spraw do przegadania i brakuje nam doby. To daje świeżość, zapał.

Jest jeszcze druga część cytatu z Nerudy, ta bardzo pasuje do aktualnej sytuacji, odnosi się do tego, jak ważna jest edukacja: „Powoli umiera ten, kto nie podróżuje, kto nie czyta, kto nie słucha muzyki, kto nie obserwuje”. Mnie się wydaje, że my powoli umieramy. Nie czytamy – co pokazują kolejne statystyki – zatraciliśmy umiejętność słuchania, przestaliśmy obserwować i wyciągać wnioski… Co my mamy ze sobą zrobić?

Wierzę, że kropla drąży skałę. Każdy z nas ma wpływ na rzeczywistość. Suma małych codziennych działań może zbudować coś dużego. Moje czytanie poezji jest taką malutką pracą w tym kierunku, którą sobie wymyśliłam. O strajku nauczycieli było wiadomo od dawna i od dawna im kibicowałam, bo uważam, że ich zawód jest jednym z najważniejszych zawodów misyjnych. Teraz patrzę na pracę nauczycieli jeszcze inaczej, bo wiem, że za jakiś czas moja córka będzie pod ich opieką. I wiem, jaki wpływ na całe nasze życie ma to, w jaki sposób nauczyciele zaszczepiają w nas pasję lub niechęć do czegoś. A co my sami możemy zrobić dla naszego pokolenia? Za słowami Gandhiego: bądźmy zmianą, którą pragniemy ujrzeć w świecie.

Czekasz teraz na coś?

Widzę, ile mam jeszcze do zrobienia, ile wyzwań przede mną. Czekam na to. I to mnie uszczęśliwia, nie frustruje. 

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Miłość. Pierwsza miesięcznica! @sorryboysmusic #nowyalbum #miłość #miesiąc

A post shared by Bela • Sorry Boys (@bela.komoszynska) on

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie