Z cyklu czas kobiet: rozmawiamy z polską reżyserką Anną Zamecką
fot. materiały prasowe

Z cyklu czas kobiet: rozmawiamy z polską reżyserką Anną Zamecką

Tylu premier filmowych, które wyszły spod rąk reżyserek, dawno już nie było
10.03.2018

ANNA ZAMECKA: NIKOGO NIE ROZLICZAM

Rozmawia Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska


Nie ma czegoś takiego jak kino kobiece. 

Bo co by to miało być? Coś, co stereotypowo jest związane z płcią żeńską? Sentymentalne? 

 

Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska: Mówisz o sobie „reżyserka” czy „reżyser”?

Anna Zamecka: Oczywiście, że „reżyserka”, nie widzę w tym problemu. W języku jak w zwierciadle obijają się wzorce kulturowe i to nie przypadek, że zdaniem niektórych „reżyserka” brzmi dziwnie, tak jak nie jest przypadkiem, że dziwnie brzmi „sprzątacz”. Już Michel Foucault pisał, że kto ma język, ten ma władzę. Często jestem pytana, czy to, że pracowałam przy moim filmie dokumentalnym Komunia z samymi kobietami (m.in. z Małgorzatą Szyłak, autorką zdjęć także do Dzikich róż w reżyserii Anny Jadowskiej, przyp. red.), to manifest artystyczny. Nic z tych rzeczy. O wyborze zadecydowały tylko względy artystyczne. Uważam, że nie ma czegoś takiego jak kino kobiece. Bo co by to miało być? Coś, co stereotypowo jest związane z płcią żeńską? Sentymentalne? 

Komunia z całą pewnością nie jest sentymentalna. To jeden z bardziej utytułowanych filmów polskich 2017 roku. Liczyłaś, ile nagród zebrał?

Trzydzieści parę, jak ktoś policzył, bo sama nie miałabym na to czasu. Próbuję biec za tym, co się dzieje wokół mnie, ciągłymi wyjazdami, festiwalami, ale nie nadążam. Muszę wyhamować. Inna sprawa, że wcześniej i tak nie byłam gotowa psychicznie na pracę nad nowym filmem. Komunia była dla mnie tak ogromnym wysiłkiem emocjonalnym, tyle z siebie dałam, że kiedy odniosłam dyski po montażu, poczułam pustkę. 

Debiutantka, bez studiów reżyserskich, studentka dziennikarstwa, antropologii kulturowej, fotografii… 

Magistra mam w każdym razie!

Co cię doprowadziło do punktu, w którym jesteś? 

Potrzeba. Traktuję film jako sposób na komunikowanie się ze światem. 

Najpierw jednak skomunikowałaś się z ojcem bohaterki, którego poznałaś na dworcu – jak do tego doszło?

Robiłam dokumentację do innego projektu, bo myślałam o zrobieniu krótkiego filmu, którego bohaterem byłoby dorosłe dziecko

Dorosłe dziecko?

Takie jak bohaterka Komunii, 14-letnia Ola. Dziecko, które bierze na siebie odpowiedzialność za dorosłą osobę, przejmuje jej obowiązki i zajmuje się rodzicem albo dysfunkcyjnym rodzeństwem. 

Czyli ten temat chodził już za tobą wcześniej? 

Tak, bo też byłam takim dorosłym dzieckiem, myślałam tylko, żeby zrealizować temat w formie krótkiego filmu fabularnego. I wtedy zobaczyłam na dworcu Marka, tatę Oli, jak rozmawiał z turystą po francusku. Zaintrygowało mnie to, bo mówiąc oględnie, nie miał wyglądu poligloty, a kiedy zaczęliśmy gadać, okazało się, że mówi jeszcze kilkoma innymi językami – w PRL-u był dość znanym cinkciarzem. Opowiedział mi o swoich dzieciakach, które samotnie wychowuje. Poczułam intuicyjnie, że chciałabym spotkać Olę, choćby po to, żeby przygotować się do tego krótkiego filmu. Okazało się, że jej mama wyprowadziła się z domu kilka lat wcześniej i Ola, mając osiem lat, przejęła jej obowiązki. Pamiętam, jak podczas mojego spotkania powiedziała, że mama z nimi nie mieszka, ale jej się wydaje, że jak tata wyremontuje łazienkę, to wróci. To było takie dziecięce marzenie, utopijne dosyć, o scaleniu rodziny. A po tym, jak poznałam także jej niepełnosprawnego brata, młodszego o rok Nikodema, zaczęłam myśleć o pełnometrażowym filmie dokumentalnym. 

Miałaś chęć zaopiekować się Olą?

Nie, chyba nie wzbudziła we mnie takiej potrzeby. Oczywiście widziałam w niej dużo siebie, ale najważniejsza była dla mnie realizacja filmu. Czasem padają pytania, co dla tej rodziny zrobiłam, czy się nimi zajęłam i tym podobne. Nie do końca je rozumiem. Reżyser nie jest od tego. Robiłam Komunię między innymi po to, żeby pokazać różne instytucje, w tym opiekę społeczną, kuratora sądowego, którzy się z tej opieki nie wywiązują. To, że teraz pomagam tej rodzinie, nie wynika
z obowiązku dokumentalisty, tylko z faktu, że się zaprzyjaźniliśmy.

Czym w takim razie jest dla ciebie odpowiedzialność za bohatera? 

Pokazanie cudzego życia na ekranie wiąże się z ogromnym ryzykiem, bo – nawet mając najlepsze intencje – można niechcący wyrządzić komuś krzywdę, ale nie interesowały mnie sensacyjne obrazki. Moim zadaniem było stworzenie portretu, w którym pomimo wad i problemów akceptujemy tych ludzi takimi, jacy są. Okazuje się zresztą, że budzą wielką sympatię, co jest o tyle ważne w przypadku Oli, że nie dostawała w życiu zbyt wielu pozytywnych komunikatów, a gdy film ukazał się
w kinach, mogła przeczytać o sobie, że jest wielka, piękna, mądra. Poczuła się doceniona. Ale też dowiedziała się, że ten ciężar, który na niej spoczywa, to jest absolutnie za dużo, a ktoś powinien powiedzieć dorosłemu dziecku: Nie chodzi o to, że jesteś superdzielna, ale że to, co robisz, nie jest na twoje siły. 

Pomysł, żeby komunia Nikodema była centralnym wydarzeniem, pojawił się już w trakcie realizacji filmu? 

Wcześniej, bo film powstał w oparciu o scenariusz, który napisałam po okresie dokumentacji. Długo szukałam pomysłu, jak to wszystko opowiedzieć, i kiedyś poszłam na lekcję religii z Nikodemem, który zadawał bardzo ciekawe pytania katechecie. Dowiedziałam się, że ksiądz nie dopuścił go wcześniej do pierwszej komunii. Uznał, że nie jest na to duchowo gotowy. Prawdopodobnie chodziło
o to, że nie chciał, by autystyczne dziecko „rozsadziło” swoim nieprzewidywalnym zachowaniem ceremonię, chociaż tam nie pada słowo „autyzm”, bo to jest tabu w tej rodzinie i w tym środowisku. Chciałam złamać stereotyp autystyka.

Nikodem potrafi spointować wydarzenia w trafny i mądry sposób. Lubię jego kwestię „rzeczywistość staje się fikcją”. Jest refleksyjny, spostrzegawczy, wrażliwy, ma poczucie humoru. Zdałam sobie sprawę z tego, że komunię Nikodema można potraktować symbolicznie jako moment przejścia. Opowiadam o dojrzewaniu, a komunia świetnie się w to wpisuje.

Jak potoczyły się dalej losy Oli?

Dostała się do liceum o profilu medycznym, za rok matura. Jest bardzo ambitna
i wierzę, że jej się uda. 

Czego się nauczyłaś z tego filmu? Co ci dał?

Jest to chyba jakiś rodzaj autoterapii, kiedy trzeba się spotkać z własnymi demonami. Pytanie, czy miałam prawo posiłkować się cudzym życiem? Być może powinnam była nakręcić fabułę? Po tym doświadczeniu raczej nie podjęłabym się zrobienia kolejnego tak intymnego filmu. Ryzyko związane z tym, o czym mówiłyśmy, odpowiedzialność – zapłaciłam za to wysoką cenę. Realizacja trwała
w sumie cztery lata.

Po tak długim okresie życia z tym filmem masz poczucie, że temat, który w nim poruszyłaś, jest już zamknięty? Czy będzie ci jeszcze towarzyszył?

Myślę, że jeśli chodzi o dorosłe dziecko, to tak, to już zamknięte. Otwarty jest nowy rozdział: relacje z matką. To najtrudniejsza postać do obrony w filmie. Widzimy kobietę, która jest zdecydowanie młodsza od ojca ich wspólnych dzieci. Możemy sobie wyobrazić, jak wyglądało z nim jej życie. Odchodząc, podjęła prawdopodobnie najlepszą według niej decyzję. Próbuje potem wrócić do rodziny, ma dobre chęci, to się nie udaje. I my rozumiemy, że się nie może udać.

Z kolei Marek ma problem z alkoholem, ale – co mnie zawsze wzruszało – podejmuje próby bycia dobrym ojcem. Wielu mężczyzn w Polsce zostawia w takiej sytuacji rodziny, bo jest na to społeczne przyzwolenie. Natomiast jeżeli to ona opuszcza rodzinę, jest złą, wyrodną matką. Zależało mi na tym, żeby pokazać kobietę, która zostawia dzieci, ale jednocześnie nie próbuję jej usprawiedliwiać. Nie rozliczam jej, mając nadzieję, że widz ze swoją wrażliwością wyciągnie z tego własne wnioski i nie będzie wobec niej bezwzględny. Niełatwo być kobietą
w tym kraju, a matką jeszcze trudniej. Będę się mierzyć z tym tematem. 

Co dalej? Mówisz, że dokument już nie...

Nie wiem jeszcze, to się okaże. 

Sporo świata zjeździłaś z tym filmem.

Byłam na wszystkich kontynentach oprócz Australii. Jeśli jest kilka festiwali z rzędu, wiąże się z tym cała logistyka: jak się wyrobić, żeby zdążyć z jednego samolotu na drugi, i tak dalej. Jestem jednocześnie producentką filmu, z czym też wiążą się obowiązki. Rok minął mi tak szybko, że czuję się, jakbym zasnęła i obudziła się w innej rzeczywistości. 

Zdarzyło ci się obudzić i nie wiedzieć, gdzie jesteś? 

Bardzo często tego nie wiem. Otwieram oczy i muszę się zastanowić przez chwilę – aha, tym razem tutaj. Nawet w domu mi się to zdarza. 


Wywiad oryginalnie pojawił się w numerze 01/02 (51) magazynu Harper's Bazaar Polska.

Film „Komunia” jest dostępny na platformie HBO i HBO GO.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie