Gwiazda naszej majowej okładki w wyjątkowej rozmowie
fot. Harper's Bazaar

Gwiazda naszej majowej okładki w wyjątkowej rozmowie

Dowiedzcie się więcej o Karolinie Gruszce
25.04.2018

Karolina Gruszka jest aktorką osobną, wyjątkową. 

Nie rozmienia się na drobne w serialach, limituje swoją obecność w mediach. Ale gdy się już pojawia, 

trudno nie dostrzec jej talentu. 

 

Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska: „Pewna pani miała futro z soboli, a ja pytam, czy soboli to nie boli?”

Karolina Gruszka: Pamiętam! To słowa piosenki Jacka Cygana Fu-fu-fu futra, a fe!, którą śpiewałam, jak miałam dziewięć-dziesięć lat. Temat zwierząt do dziś jest mi bliski, od lat nie jem mięsa.

Zawsze byłaś taka niezależna? 

Rodzice wspierali mnie w samodzielnym podejmowaniu decyzji, mimo że czasami było to dla nich trudne, jak chociażby w przypadku mojego przejścia na wegetarianizm w wieku 13 lat – mama niepokoiła się o moje zdrowie. Aktorstwo też było dla nich dyskusyjnym wyborem, ale je zaakceptowali. Ich postawa bardzo pomogła mi w budowaniu pewności siebie.

Piotr Adamczyk, z którym wystąpiłaś w Sztuce kochania, powiedziało tobie: „Kiedy polewa swoje role tym sosem Gruszkowym, to są najwspanialsze”.

Ojej, jak ładnie! To miłe. Myślę, że dobrze byłoby rozmawiać ze studentami aktorstwa o tym, żeby nie bali się „polewać” ról swoim unikalnym sosem. Jak oglądam, dajmy na to, Żelazną damę, to interesuje mnie właśnie ten „merylostreepowy sos”, czyli sposób, w jaki Meryl Streep pokazuje mi Margaret Thatcher. Kiedy idę do teatru obejrzeć kolejną kreację Janusza Gajosa, to tak samo – ważne jest dla mnie, jak on „przyrządzi” postać z dramatu, który widziałam już wcześniej w innych inscenizacjach. Zdarza się, że ktoś pyta, jaki jest sens wystawiania po raz kolejny klasyki? Również i ten, że kiedy patrzę na Maćka Stuhra grającego Astrowa w Wujaszku Wani, to dla mnie ważny jest sposób, w jaki on rozumie swojego bohatera.

Kiedy Astrow mówi na scenie Teatru Polskiego, że nie godzi się na wycinanie drzew, na widowni słychać brawa.  

Wiedzieliśmy od pierwszej próby, że tak będzie, bo tego fragmentu nie da się odczytać inaczej w dzisiejszej Polsce. Niestety! Mimo obaw, na ile Wujaszek Wania może jeszcze dzisiaj kogoś poruszyć, okazało się, że na wielu poziomach jest to szalenie współczesna sztuka.  

Przedstawienie wyreżyserowane przez twojego męża Iwana Wyrypajewa to spełnienie kaprysu żony? 

Śmiejemy się, że trochę tak jest. To oczywiście żart, bo Iwan też chciał się „spotkać” z Czechowem, ale wiedział o moim marzeniu jeszcze z czasów studenckich, żeby zagrać Helenę. Ona mnie wtedy poruszała jako kobieta, która jest inteligentna, wykształcona, piękna, zdawałoby się, że ma wszystko, ale żyje w poczuciu braku celu, sensu. I jak mówi o sobie, że jest postacią epizodyczną, to naprawdę tak jest. Czuć w tym jakiś stracony potencjał. To mi się wtedy na studiach wydawało bliskie, bo chociaż zdecydowałam się na wymarzony zawód, byłam otoczona kochającymi ludźmi, to jednak dotkliwie czułam, że czegoś brakuje. Tego czegoś najważniejszego.

A dzisiaj?

Dzisiaj myślę o tej sztuce z innej perspektywy. Czechow pokazuje, że jak spojrzeć na wszystkie problemy z boku, to one wydają się śmieszne i nieistotne, a jednak sprawiają, że czujemy potworny ból. Po ponad stu latach wciąż jesteśmy w tym samym miejscu z lękami egzystencjalnymi, duchowymi i nie możemy sobie z nimi poradzić, bo nie ma żadnego rozwiązania, jakie można zaproponować w ramach naszej codziennej iluzji. Gdzie w takim razie szukać szczęścia? I czy w ogóle go szukać? Wydaje mi się ważne, żeby zadawać sobie te pytania jak najczęściej. 

 

Cały wywiad przeczytacie w majowym numerze Harper's Bazaar Polska, który jest w sprzedaży od

24. kwietnia 2018.

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo