Poznajcie polską fotografkę, której twórczość robi furorę za granicą
fot. z archiwum artystki

Poznajcie polską fotografkę, której twórczość robi furorę za granicą

Zdjęcia Joanny Piotrowskiej można właśnie oglądać w nowojorskim MoMA
13.06.2018

Urodziła się w Warszawie, mieszka w Londynie, wystawia w Nowym Jorku. Jej zdjęcia z cyklu Frowst (z ang. zaduch) można właśnie oglądać w Museum of Modern Art na wystawie Being: New Photography 2018, prezentującej prace 17 młodych artystów. W tym 32-letniej Joanny Piotrowskiej. Ukończenie londyńskiego Royal College of Art było dla Polki pierwszym krokiem w karierze. Po studiach nawiązała współpracę między innymi z londyńską galerią Southard Reid i warszawską Dawid Radziszewski Gallery. Cztery lata temu wygrała konkurs wydawnictwa Mack i dzięki temu mogła opublikować swoją pierwszą książkę fotograficzną (Frowst), która zachwyciła krytyków. 

 

AGNIESZKA FIEDOROWICZ: Jakie to uczucie zobaczyć swoje prace w MoMA? 

Joanna Piotrowska: Całkiem miłe! Fotografia ma trudną pozycję w świecie sztuki, zwłaszcza w Europie, często jest traktowana pobłażliwie, a więc wystawa w jednym z najważniejszych muzeów na świecie to powód do radości. Dwie moje prace zostały też zakupione przez MoMA do stałej kolekcji. Pracowałam nad Frowst jeszcze jako studentka. Spędzałam kilkanaście godzin dziennie w ciemni, bo wywoływałam ręcznie zdjęcia w bardzo dużych formatach. Ten czas spędzony z własnym materiałem pozwolił mi na jego głęboką analizę. Był zupełnie innym doświadczeniem niż edytowanie zdjęć w komputerze. Wkładałam w ten proces całą siebie, ale nie przypuszczałam, że mój projekt spotka się z tak dużym zainteresowaniem. 

Cykl Frowst przypomina album z rodzinnymi fotografiami, jednak à rebours. Poprosiłaś ludzi, aby odtworzyli pozy ze zdjęć z dzieciństwa. Jak powiedziała kuratorka MoMA Lucy Gallun: „Są to związki rodzinne, ale niekomfortowe, tajemnicze”. 

Moim zamysłem było w pewnym sensie wzbudzenie niepokoju. To nie jest dokładne odtworzenie zdjęć z dzieciństwa. Interesował mnie związek zależności i kontroli pomiędzy dzieckiem a dorosłym. Cała gra napięć bazuje na ich gestach. 

Ma 24 lata, studiuje ilustrację w Cambridge i właśnie wydała świetny komiks „Obiecanki”

Kim są bohaterowie?

To głównie moi znajomi i ich rodziny. 

Zanim wyjechałaś do Londynu, studiowałaś w krakowskiej ASP. Zatytułowałaś swoją pracę licencjacką 5128. O co chodziło? 

Zaczęło się od wycieczki do wioski, w której kiedyś mieszkali moi pradziadkowie. Na miejscu okazało się, że mały drewniany domek, który znałam z rodzinnej fotografii, jest całkowicie rozebrany. Można było jednak poznać, gdzie stał, bo resztki ruin porosły krzaki. Najbardziej zaskoczyły mnie wciąż żywe krzewy róż, pozostałość po ogrodzie, który moi dziadkowie uprawiali przed domem. Przez kolejne trzy wiosny fotografowałam teren w Bieszczadach. Na pierwszy rzut oka to dziewicza, niemal rajska natura. Ta idylliczność jest jednak „naznaczona” roślinami uprawianymi przez setki lat przez dawnych mieszkańców. Kwitnące na biało sady wskazują miejsca, gdzie kiedyś mieszkali ludzie, którzy na drodze konfliktu politycznego i powojennej rzezi zostali zamordowani albo wygnani. Zjawisko to jest ewenementem na skalę światową i przypomina o trwaniu tego, co się wydarzyło w zbiorowej świadomości. 

A tajemnicze 5128?

Dysponowałam przedwojenną mapą z naniesionymi na niej wioskami i domami, które zniknęły z powierzchni ziemi. Było ich właśnie 5128. Mapa wraz z historiami opowiedzianymi przez dzisiejszych mieszkańców tych terenów stanowi część projektu. 

Sporo tych podróży w twoim życiu. Trzy lata temu, kiedy znalazłaś się w gronie trojga zwycięzców Jerwood/Photoworks Awards, mogłaś w ramach nagrody dokądś wyjechać. Dlaczego wybrałaś Górski Karabach?

Znajomi mamy opowiadali mi o nim. Zależało mi na tym, żeby dostać się do Ağdamu
– to miasto, które zostało doszczętnie zniszczone przez Armeńczyków ponad 20 lat temu. Od tego czasu jego ruiny porastają drzewa, trawy i krzaki. Jest okupowane przez Armenię, nie można do niego wjeżdżać. Znalazłam sposób, by tam dotrzeć, ale to, co przeżyłam od wjazdu do Ağdamu do powrotu z Karabachu…

Podobno wzięto cię za szpiega?

Byłam posądzona o szpiegostwo, przesłuchiwana przez wojsko, śledzona na ulicy. Kto i jak mnie wyratował z opresji – tego nie mogę zdradzić. 

To zdradź, proszę, jak wyglądała twoja współpraca z Gillian Wearing – autorką filmów i fotografii, którą wtedy poznałaś?

Gillian jest jedną z moich ulubionych artystek, poświęciłam jej pracę, którą pisałam w Royal College of Art. Znana jest jednak z tego, że nie udziela wywiadów, odmawia wygłaszania publicznych wykładów, nie pojawia się na otwarciach wystaw. Byłam zaskoczona, że zgodziła się ze mną spotykać. Okazała się skromną osobą o niezwykle ciekawej osobowości, nie szczędziła mi uwag, traktowała mnie jak partnera do rozmowy, a nie jak ucznia. Gdy robiłam zdjęcia do kolejnego cyklu, inspirowanego samoobroną, pojawił się pomysł, by sfilmować dwie dotykające się dłonie. Jest to związane z techniką terapeutyczną, która zaleca przytulanie samego siebie w stanach lękowych. Początkowo wydawało mi się to za proste, ale Gillian przekonała mnie, że tkwi w tym coś głębokiego. To dzięki niej dalej pracowałam nad materiałami, które rok później zostały ukończone z Dawidem Radziszewskim i pokazane w formie 16-milimetrowych filmów na Targach Sztuki LISTE w Bazylei.

Często żartujesz w wywiadach, że idealnie byłoby znaleźć dom gdzieś pomiędzy Warszawą a Londynem.

Idealnie byłoby zamieszkać w dwóch miejscach naraz! Jestem w Londynie, bo tutaj uczę na University of the Arts i mieszkam z partnerem, Amerykaninem o włoskich korzeniach. Planujemy jednak przenieść się gdzieś, gdzie jest cieplej i spokojniej. Rozważamy Lizbonę, ponieważ mam tam galerię, nawiązałam wiele przyjaźni. 

Coraz bardziej oddalasz się od Polski. 

Przyjeżdżam tu często, może dlatego tak nie tęsknię. Od liceum wiedziałam, że chcę wyjechać – przebywanie poza swoją kulturą i językiem zmienia perspektywę. A mnie zawsze pociągało to, czego jeszcze nie znałam. 

 

Being: New Photography 2018, MoMA, do 19.08

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo