David LaChapelle: Ocalony z raju
„Gwałt na Afryce” (2009) / fot. David LaChapelle

David LaChapelle: Ocalony z raju

Fotograf, który zmienił Michaela Jacksona w archanioła Michała, a Kanyego Westa w Jezusa Chrystusa, w Starym Browarze przedstawia swoje najsłynniejsze prace.
21.10.2018

Naomi Campbell z odsłoniętą piersią. Czarnoskóry amorek z karabinem maszynowym, owieczka, ludzka kość odlana ze złota, pustynia, zasnute burzowymi chmurami niebo, czaszka z diamentów, śpiący młodzieniec, jakby żywcem wyjęty z gejowskiej fantazji. To – i wiele więcej – mieści się na jednym zdjęciu LaChapelle’a, słynnym Gwałcie na Afryce, które zobaczymy na wielkiej wystawie Pieśni dla świata w Starym Browarze. Właściwie to nie fotografia, ale cały spektakl zamknięty w jednym kadrze. W przedstawieniu jest coś znajomego. Oczywiście, to przecież nowa wersja Wenus i Marsa Sandra Botticellego. LaChapelle kocha renesansowych Włochów, czci Michała Anioła, lubuje się w baroku, uwielbia Caravaggia. Jego fotografie są gęste od cytatów z historii sztuki. Chętnie pożycza od starych mistrzów symbole i kompozycje. Potem w rolach głównych obsadza najjaśniejsze gwiazdy popkultury, zakaża scenę wirusem szaleństwa, którym zaraził się od Salvadora Dalego, powtarza lekcje swojego mentora Andy’ego Warhola i zapala neonowe światła, które opromieniają plan zdjęciowy cukierkowo-elektrycznym blaskiem. Pstryk! Inni fotografowie pstrykają zdjęcia; LaChapelle, kiedy naciska migawkę, mierzy w stworzenie arcydzieła.

Poznajmy fantastyczny świat Cecila Beatona

„Jeżeli szukasz realizmu, przejedź się autobusem miejskim, bo u mnie go nie znajdziesz”. Arogancki ton LaChapelle’a powinien właściwie wykurzyć miliony jego fanów, zwykłych ludzi, którzy, chcąc nie chcąc, oglądają rzeczywistość z perspektywy środków komunikacji publicznej. LaChapelle fotografuje świat, którego nie zobaczy się przez okno autobusu. Ba, ten świat nie istnieje nigdzie – poza fotografiami LaChapelle’a. Zaludniają go kobiety i mężczyźni, którzy są bezbłędnie piękni, wiecznie młodzi, nieprzyzwoicie bogaci i absolutnie sławni. Paris Hilton, Kardashianowie, Madonna, Leonardo DiCaprio, Jay Z, Uma Thurman, Angelina Jolie, Barack Obama – to tylko fragment długiej listy modeli artysty. Sygnowany przez niego portret to coś w rodzaju dowodu przynależności do najwyższego kręgu wtajemniczenia w sławę.

 

W świecie LaChapelle’a zamiast słońca świecą jaskrawe światła, które nigdy nie gasną. Kolory są bardziej intensywne i prawdziwsze niż w rzeczywistości. Ten świat nie istnieje, bo nie przedstawia żadnego miejsca na ziemi, lecz wizję współczesnego raju. W roli bogów występują w nim celebryci, zajęci wieczną rewią mody, wieczną konsumpcją oraz budzeniem i zaspokajaniem pożądania. Ktoś powie, że ten raj jest sztuczny, powierzchowny i po prostu przypomina reklamę. To prawda. Ale właśnie dlatego pasażerowie autobusów miejskich tak chętnie odwracają wzrok od widoku za oknem i zaglądają do magazynów, w których swoje niebiańskie zdjęcia publikuje LaChapelle. Każdy chce pobyć choć chwilę w raju. Kiedy za tysiąc lat nasi potomkowie będą chcieli się dowiedzieć, jak wyglądało wyobrażenie piękna i szczęścia na przełomie XX i XXI wieku, znajdą odpowiedź w fotografiach Davida LaChapelle’a.

Kopciuszek i Andy Warhol

LaChapelle nie tylko był nadwornym fotografem współczesnych „bogów”, ale sam należy do ich „boskiego” świata, toteż zna zarówno jego blaski, jak i cienie. Trafił do niego jako 15-latek, chłopak z prowincji, który rzucił szkołę i uciekł do Nowego Jorku. O zdjęciach LaChapelle’a mówi się często, że są nie tylko barokowe i surrealistyczne, ale wręcz bajkowe. Jego życie też przypomina bajkę – tę o Kopciuszku – ale w wersji dla dorosłych. W Karolinie Północnej, gdzie dorastał, rówieśnicy szybko rozpoznali w nim „obce ciało” i prześladowali za orientację homoseksualną; kochający życie LaChapelle myślał wtedy do samobójstwie. Na szczęście wybrał się do Nowego Jorku, do którego trafił pod koniec lat 70. Był to szczególny moment w historii miasta; hipisowska rewolucja już się skończyła, a przejęcie metropolii przez wielkie korporacje jeszcze nie nastąpiło, to stanie się dopiero w latach 80. Wielkie Jabłko nigdy nie było tak „zgniłe”, niebezpieczne, znarkotyzowane, dekadenckie, ale i wyzwolone, jak w tamtej epoce. LaChapelle – dziecko, które uważało, że jest dorosłe – zaczepił się w Studiu 54, legendarnym klubie, ówczesnej stolicy kultury disco, glamour i queer, mekce nowojorskiej bohemy. W Karolinie Północnej nastoletni gej mógł być odmieńcem, ale w Studiu 54 normą było odesłanie wszystkich norm konserwatywnego społeczeństwa do diabła. LaChapelle znalazł się w domu.

W opowieści o Kopciuszku z LaChapelle’em w roli głównej wieczna impreza w Studiu 54 jest balem, a w księcia z bajki wciela się sam Andy Warhol. Kiedy się poznali, David miał 17 lat; poza pracą w klubie fotografował. Jednym z talentów Warhola było kreowanie gwiazd i artysta użył w tym celu swej magicznej różdżki jeszcze raz. Zatrudnił nastolatka znikąd jako fotografa w swoim magazynie Interview. „Dopilnuj tylko, żeby na twoich zdjęciach wszyscy wyglądali fantastycznie”, powiedział Warhol, mistrz szyfrowania głębokiego przekazu w najbardziej powierzchownych obrazach i banalnych zdaniach. LaChapelle pozostał wierny tej wskazówce do dziś. Nieprzypadkowo ostatni portret Warhola, wykonany tuż przed niespodziewaną śmiercią artysty, wykonał on. Dla krytyków sztuki LaChapelle jest postacią kontrowersyjną; wielu uważa jego twórczość za apoteozę kiczu, symptom choroby współczesnej kultury, która zapadała na nieuleczalny konsumpcjonizm. Mało kto zaprzecza jednak, że spośród uczniów i protegowanych Warhola nikt nie zrozumiał jego lekcji lepiej niż David LaChapelle.

„Ziemia śmieje się w kwiatach, Wiosna” (2008-2011), David LaChapelle

W bajce Kopciuszek po spotkaniu księcia żyje długo i szczęśliwie. LaChapelle też żyje długo; ma 55 lat i uważa ten wiek za nieprawdopodobne osiągnięcie. Przedstawia się jako „ocalony”. Większość jego najbliższych przyjaciół – Warhol, Jean-Michel Basquiat, Michael Jackson, król londyńskiej sceny queer lat 80. Leigh Bowery, później Alexander McQueen, Amy Winehouse – nie zdołała ocaleć. Sztuczny raj LaChapelle’a jest piękny, ale umiera się w nim przedwcześnie. Sam przeżył narkotyki i przetrwał epidemię AIDS, która w latach 80. zabierała jego kochanków jednego po drugim. Najtrudniejszą batalię stoczył z własnym pracoholizmem. We wczesnych latach 80. wystawiał zdjęcia w nowojorskich galeriach, ale już pod koniec dekady był na komercyjnym topie fotografii modowej i reklamowej. Szczyt sławy ma zaś to do siebie, że trzeba ogromu pracy, żeby się na niego wspiąć, ale jeszcze więcej, żeby zeń nie zlecieć. W każdym razie tak wydawało się LaChapelle’owi, który oprócz sesji modowych i reklam zaczął kręcić filmy oraz teledyski dla najjaśniejszych gwiazd, od Britney Spears po Christinę Aguilerę. Potrafił pracować 11 miesięcy z kolei, już nie tylko bez wakacji, ale nawet pojedynczego dnia przerwy. „Musiałem mieć zawsze na warsztacie trzy okładki dla trzech różnych topowych magazynów, sesję modową, teledysk w pierwszej dziesiątce listy MTV i event dla Vogue’a – inaczej czułem się zapomniany i pozbawiony znaczenia”, wspomina dziś LaChapelle z dystansem człowieka, który uczy się na błędach i zmienił swoje życie.

Syn marnotrawny popkultury?

W 2006 roku, podczas sesji zdjęciowej dla giganta telefonii komórkowej na Hawajach, odkrył położoną na wyspie Maui dawną kolonię nudystów, kupił ją i uczynił swoim nowym domem. Dziś przedstawia się chętnie jako tropikalny farmer, który zamienił sztuczny raj na prawdziwy, by uprawiać ekologiczne warzywa i szukać harmonii z naturą w prostym wiejskim życiu. „Ten przemysł nie jest dobrym miejscem, aby się w nim starzeć”, mówi LaChapelle o fotografii modowo-reklamowej, zapewniając jednocześnie, że skończył z portretowaniem celebrytów. Nie wyrzekł się miłości do mody, piękna i glamu, które – jak powiada – zawsze były i będą częścią cywilizacji, ale ze swej farmy na Hawajach chętnie upomina społeczeństwo, że w pogoni za konsumpcją, materializmem i zakupami zapędziło się za daleko. Wycofanie się z komercyjnej fotografii jest dla niego również sposobem na trzymanie pod kontrolą swoich maniakalno-depresyjnych zaburzeń. LaChapelle jest osobą dwubiegunową, podkreśla zresztą, że wiele zawdzięcza swojej kondycji psychicznej; w fazie maniakalnej staje się wręcz nadludzko kreatywny.

Polscy fotografowie mody docenieni w Nowym Jorku

Teraz kanalizuje jednak tę energię przede wszystkim w sztuce, którą porzucił na początku lat 80. dla spektakularnych sesji modowych i okładek prestiżowych pism. Dziś interesują go raczej prestiżowe muzea; fotografuje to, co go interesuje, a nie osoby i produkty wskazane w zamówieniach klientów. Gwałt na Afryce, w którym Naomi Campbell występuje jako czarna Wenus, uosobienie miłości, a biały mężczyzna gra rolę Marsa, boga wojny, najeźdźcę przynoszącego Afryce grabież, przemoc i kolonializm, jest jedną z prac, w których fotograf stara się dać światu coś więcej niż reklamę kolejnego produktu. Czy znaczy to, że LaChapelle jest synem marnotrawnym popkultury nawróconym na „prawdziwą” sztukę? Prawda leży raczej gdzieś pośrodku, co świetnie widać na poznańskiej wystawie, na której znajdujemy zarówno artystyczne, uduchowione i polityczne cykle artysty, jak i hity z okresu, w którym był najlepszym i najbardziej błyskotliwym portrecistą celebrytów. W jednej i drugiej kategorii LaChapelle jest sobą, czyli pozostaje niepowtarzalny, barokowy, elektryczny, oddający jak nikt inny ducha współczesnego piękna. Jeżeli to piękno wyda się komuś kiczowate, sztuczne albo nierzeczywiste, to już nie wina LaChapelle’a, lecz współczesności, którą sobie stworzyliśmy; każdy ma takie piękno, na jakie zasługuje. Mistrz tymczasem trzyma się wiernie wskazówki, której udzielił mu kiedyś Warhol. Niezależnie od tego, co fotografuje, pilnuje, by wyglądało to fantastycznie. 

David LaChapelle, Songs for the World, Stary Browar, Poznań, 5.09–10.12

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie