Maja Berezowska: Ludzkie ciało jest piękne
fot. materiały prasowe

Maja Berezowska: Ludzkie ciało jest piękne

„Nic, co ludzkie, nie było jej obce. Rozumiała, że seks i erotyka są nieodłączną częścią naszego życia” – o autorce gorszących rysunków, świetnej artystce Mai Berezowskiej, opowiada Małgorzata Czyńska, która napisała jej biografię Berezowska. „Nagość dla wszystkich”.
28.12.2018

Kim była Maja Berezowska?

Patrycja Pustkowiak: Pornografka, rozpustnica – tak mówiono o Mai Berezowskiej. Rzeczywiście niektóre z jej rysunków są bardzo mocne.

Małgorzata Czyńska: Jej rysunki były śmiałe, gorszył już sam fakt, że pokazywała nagość, miłosne zbliżenia. Dla wielu osób było to podnietą. Nie róbmy z niej jednak tylko pornografki. Ukazywała nieskrępowaną radość seksu, cielesności, miłości, relacji z ludźmi. Była prekursorką w ilustrowaniu kobiecej przyjemności. Robiła to zresztą z dużą dozą realizmu – choćby pokazując, że jeden facet nie podoła trzem kobietom, ale trzech mężczyzn dla jednej kobiety jest w sam raz.

Ponoć w PRL-u używano jej rysunków do masturbacji.

Tak, nie było wtedy innych materiałów! Nie istniała prasa erotyczna, pornografia była zakazana. To, co ona robiła, było wyzwalające dla obu płci.

A dla władzy i opinii publicznej gorszące, zarówno w międzywojniu, kiedy zaczynała pracę twórczą, jak i w PRL-u. Co ją za to spotykało?

Nie było jej łatwo. Debiutowała w 1918 roku i choć z jednej strony lata 20. były w Polsce próbą przeprowadzenia małej rewolucji seksualnej – w czym duża zasługa Tadeusza Boya-Żeleńskiego czy Ireny Krzywickiej – to z drugiej żyliśmy i żyjemy w kraju bigotów. W pewnych kręgach zawsze niepożądane postawy spotykały się z cenzurą i ostracyzmem. Trzeba przyznać, że Berezowska świetnie sobie z tym radziła, funkcjonowała obok tego i robiła swoje. Miała tę niezwykłą umiejętność.

„Bez miłości nie byłoby życia. Dla mnie nie ma nic piękniejszego niż ciało ludzkie. Póki żyję, będę je rysować – jak najpiękniej”, powiedziała.

Cała Maja! Nie była intelektualistką, ale miała ogromną wrażliwość i delikatność. Jej prace były szczere, a nie obliczone na to, by wywołać skandal. To jest ich ogromna siła. Była mistrzynią w przedstawianiu scen uwodzenia, pieszczot, rozkosznych spotkań. Że tematyka erotyczna była wpisana w jej naturę, udowodniła rysunkami do fraszek Reja czy Kochanowskiego. Nie chciała się pogodzić z tym, że przedstawienie nagiego ciała mogło być gorszące, bo według niej, jak sama powiedziała, nie było nic piękniejszego. Mówiła, że wojuje o nagość.

Z kolei na punkcie własnego ciała miała kompleksy. Była trochę przy tuszy, a w międzywojniu Coco Chanel lansowała szczupłą sylwetkę.

Rzeczywiście jej problemem zawsze była niedoskonała figura. Z wiekiem stała się wręcz chorobliwie otyła. Tymczasem rysunki pokazywały, że pociągał ją typ kobiety filigranowej. Nie zamknęła się jednak w domu.

Co ją ratowało?

Pogoda ducha. Umiłowanie ludzi i dobrej zabawy.

I chyba to też sprawiało, że miała tak barwne życie towarzyskie. Otaczała się gronem fascynujących ludzi. Przyjaźniła się z Karolem Szymanowskim czy Eugeniuszem Bodo, którego zresztą partnerkę, Reri, portretowała. Dla innej sławy, Zuli Pogorzelskiej, projektowała kostiumy sceniczne. Agnieszka Osiecka pisała wiersze na jej cześć.

Była swego rodzaju celebrytką. W międzywojniu stała się modną portrecistką, do jej pracowni klienci ustawiali się w kolejce. Lubiła otaczać się ludźmi, pośmiać z dwuznacznych dowcipów. Przyjęcia, które urządzała, nazywano „orgiami u Mai”. Zdarzyło jej się tańczyć nago na stole do modnego przeboju.

Za mąż wyszła za to tylko raz. Małżeństwo skończyło się rozwodem.

Jej pierwszym i ostatnim mężem był Kazimierz Grus, malarz, karykaturzysta i scenograf. Maja mówiła, że Kazik nauczył ją rysowania do gazet i wprowadził w ten świat. Oboje rysowali do prasy satyrycznej, byli bardzo aktywni twórczo. Małżeństwo okazało się burzliwe. Charakterystyczne dla epoki było to, że ludzie zachowywali dyskrecję – Maja Berezowska nigdy oficjalnie źle o Grusie nie mówiła, nawet po latach nazywała go najdowcipniejszym, najweselszym człowiekiem w Polsce. Natomiast było wiadomo, że to alkoholik, damski bokser. Małżeństwo w końcu się rozpadło. Choć rysunki Berezowskiej wywoływały zgorszenie, ona sama nie ma biografii skandalistki.

Krążyły plotki, że miała problemy z tożsamością seksualną.

Plotki są na wyrost. Nie znalazłam ich potwierdzenia – wprawdzie Berezowska w czasach PRL-u trafiła na listę SB niby jako lesbijka, ale SB w sposób bardzo chaotyczny badało środowisko osób homoseksualnych w Polsce. W kręgu Mai było wielu artystów-gejów.

Cofnijmy się trochę w czasie, do międzywojnia. Berezowska wyjechała wtedy do Paryża.

Tak, w Polsce miała już ustaloną pozycję. Rysowała do wielu tytułów satyrycznych, należała do Stowarzyszenia Artystów Polskich „Rytm”. Sławę przyniosły jej wspaniałe ilustracje do Dekameronu Giovanniego Boccaccia. Sceny miłosne wywołały oczywiście zgorszenie. Na marginesie – Maja uważała, że artyści epoki renesansu byli dużo bardziej śmiali niż współcześni. Wyjechała do Paryża z nadzieją na pracę w zawodzie. Początki były trudne – nie miała koneksji, nie znała środowiska. Polscy artyści zdołowali ją, mówiąc, że w Paryżu nawet w fabryce guzików trzeba mieć protekcję, a co dopiero w prasie. Po latach ze wzruszeniem wspominała spotkanie z Marią Skłodowską-Curie, która ofiarowała jej wsparcie finansowe. Maja odmówiła – była ambitna, chciała radzić sobie sama. I ostatecznie jej się udało, właśnie dzięki ilustracjom do Dekameronu, które bardzo się spodobały ważnym wydawcom. Zaczęła robić rysunki do paryskich dzienników, dobrze jej się powodziło.

Co wtedy oznaczał Paryż dla świata sztuki?

Wszystko! Dla artystów to był szczyt szczytów. Hedonistyczne, rozerotyzowane, bezpruderyjne miasto bardzo ich przyciągało. Co ciekawe, środowisko artystów polskich w Paryżu stanowiło wtedy najliczniejszą grupę artystów niefrancuskich. Oczywiście bardzo niewielu kobietom udawało się zaistnieć – sztuka to był męski świat. Kobiety kończyły jako dekoratorki wnętrz, projektantki strojów. Tamara Łempicka, która zaczynała malować po I wojnie światowej, mówiła, że wiele kobiet chciało zostać artystkami, ale mało której udało się osiągnąć spektakularny sukces. Przebiła się choćby Olga Boznańska. Berezowska zaistniała jako rysowniczka, ilustratorka. Jej malarstwo nie miało takiej siły działania jak jej rysunki.

Cieniem na jej życiu położyła się głośna historia z karykaturami Hitlera. W 1934 roku Berezowska wykonała ich serię dla jednego z pism paryskich. Wywołało to skandal, zrobiła się z tego afera…

Międzynarodowa afera! Naraziła się ambasadzie niemieckiej, co tam ambasadzie – naraziła się samemu Führerowi. Nikt z redakcji Ici Paris nie zakładał oczywiście, że prześmiewczy artykuł Miłostki słodkiego Adolfa autorstwa Jeana Mezerette’a z pikantnymi rysunkami Berezowskiej przejdzie bez echa. Materiał o życiu intymnym Hitlera był obliczony na wywołanie skandalu, ale jego konsekwencje przerosły wszelkie oczekiwania i obawy. Ambasada niemiecka w Paryżu wytoczyła Berezowskiej proces. W jej obronę zaangażowała się francuska elita intelektualna.

Czemu w końcu wróciła do Polski?

Ze względów osobistych. Tu mieszkała jej siostra. Afera z Hitlerem dała jej się we znaki. Karykatury Hitlera nie zostały jej zapomniane. Trafiła na listę gestapo, a potem do obozu.

Tak, podczas okupacji ukrywała się w Warszawie i poza nią. W końcu została jednak zaaresztowana, trafiła na Pawiak i do obozu w Ravensbrück.

Tam malowała portrety więźniarek, upiększając je.

Rzeczywiście, robiła portrety więźniarek na których pokazywała je ładniej, niż w istocie wyglądały – po to by podnieść je na duchu. Chciała, żeby były zadowolone ze swojej urody. Wiedziała również, że te portrety będą wysłane do rodzin i je też chciała pocieszyć. Należy jednak pamiętać, że ona nie była tam na plenerze malarskim. To był dla niej ciężki i tragiczny okres. Była jednym z królików doświadczalnych – przeprowadzano na niej eksperymenty medyczne. Konsekwencje tego bestialstwa odczuwała przez resztę życia.

W obozie zaczęła się jej najważniejsza przyjaźń.

Tak, tam poznała Jadwigę Kopijowską, aktorkę. W obozie Jadwiga wielokrotnie ratowała marzycielską i życiowo niezaradną Maję. Ich przyjaźń była bardzo piękna. Jadwiga troskliwie opiekowała się Berezowską do końca jej dni. Maja uczyniła Jadwigę swoją spadkobierczynią.

Plotkowano, że to była miłość.

Myślę, że Jadwigę z Mają mocno połączyły przeżycia obozowe. Z relacji współczesnych wynika, że obie panie były heteroseksualne. Jadwiga nawet kilkakrotnie wychodziła za mąż.

Berezowska, jak już mówiłyśmy, tylko raz. Rodziny nie założyła. Jej życie osobiste po rozwodzie owiane jest tajemnicą.

W młodości ciągle była zakochana, uwielbiała ten stan, sama o tym wspominała. Tyle że nie znamy szczegółów.

We wspomnieniu o Magdalenie Samozwaniec tak pisała o płci przeciwnej: „Tylko z mężczyznami w Polsce to zawsze było licho. Jeżeli były ciekawsze kobiety, to zaraz wokół pełno trutni, żeby wykorzystać, a potem umknąć. Nie ma mężczyzn, którzy by się nadawali na męża wybitnej kobiety. W każdym razie bardzo mało”. Może to był też jej problem?

Może i tak… Jedno jest pewne: im starsza była, tym bardziej lubiła się otaczać pięknymi młodzieńcami. Starców przeganiała!

W zaawansowanym wieku przyjaźniła się z niejakim Walusiem.

Tak, Waldemar Kiełczewski był trochę jej mężem, trochę synem, to była bardzo ważna relacja. Poznali się u niej na prywatnej lekcji rysunku, potem został jej asystentem. Był dużo młodszy, trwał przy Mai, troszczył się o nią, ale ta znajomość miała swą toksyczną stronę – mówiono, że wysysa z niej soki.

W PRL-u ciągle rysuje, dalej fascynuje i gorszy swoją twórczością. Nie podoba się też nowej władzy, która sztuce erotycznej jest nieprzychylna.

Kiedy weszła w życie doktryna socjalizmu realistycznego, Berezowska próbowała się dostosować. Tyle że kiepsko jej to szło – zawsze była barwnym ptakiem, nie przystawała do rzeczywistości. Rysowała odpowiednie scenki, choćby robotnicę karmiącą niemowlę. Jednak i wtedy miała problemy, bo okazało się, że nie można pokazywać gołego biustu. Kiedy narysowała scenę dożynek i chłopkę bez butów, dostała cięgi za to, że w Polsce Ludowej chłopki i robotnice nie chodzą boso. Wszystko zawsze było źle. Zatem zajęła się reklamą i scenografią.

W latach 80. była najczęściej podrabianą polską artystką. Dziś jest praktycznie zapomniana.

Ale nadal jest podrabiana. Wiem to od specjalistów z domów aukcyjnych. Na rynku wciąż pojawia się masa falsyfikatów. Ludzie ją pamiętają. Wychowały się na niej pokolenia.

Jednak dziś nie istnieje w powszechnej świadomości. Może więc zdezaktualizowała się po polskiej rewolucji seksualnej? Maja Berezowska umarła w roku, w którym ukazała się Sztuka kochania Wisłockiej – w 1978.

Te dwie kobiety wzajemnie się uzupełniają. Berezowska w rysunkach robiła to, co Wisłocka naukowo usankcjonowała. Maja pokazała ludziom, że należy im się miłość i rozkosz cielesna. To jest szczególnie ważne w kontekście kobiet – należy im się przyjemność, mają do niej prawo. Pokazywała to odważnie, ale i subtelnie. Seksuolog Andrzej Depko, z którym rozmawiałam, zbierając materiały do książki, mówił o tym, że i Wisłocka, i Berezowska walczyły o wolność obyczajów, swobodę, podkreślały pierwiastek kobiecy. Chciały wydobyć kobietę z okowów, w które wtłoczył je patriarchalizm. U Berezowskiej wynikało to z wrażliwości, wyczulenia na sprawy erotyki, ludzkiego ciała. Nic, co ludzkie, nie było jej obce. Rozumiała, że seks i erotyka są nieodłączną częścią naszego życia. Berezowska pokazywała kobiecie, jaka mogłaby być, a Wisłocka dopełniała: „Jeśli już będziesz wyglądała jak syrenka, to jeszcze wiedz, jak masz być pieszczona i jaki potencjał niesie twoje ciało”.

Mężczyzna rysowałby seks inaczej?

Na pewno inaczej. Siła rysunków Berezowskiej tkwi w tym, że zostały zrobione przez kobietę – osobę o takiej a nie innej wrażliwości, delikatności i finezji. W wydaniu męskim jest ona niemożliwa, ponieważ mężczyźni traktują erotykę bardziej dosadnie.

A jak generalnie wyglądała sztuka erotyczna w PRL-u?

Oficjalnie nie istniała. Żaden artysta przed Berezowską nie zrobił z erotyki głównego kanału przekazu. Franciszek Starowieyski malował akty, sceny erotyczne, ale to był inny styl. Poza tym Maja była ogólnodostępna. Książki z jej ilustracjami rozchodziły się w niewyobrażalnych nakładach, ludzie co tydzień czekali na pismo satyryczne Szpilki, które kupowali ze względu na nią. Robili sobie całe albumy z ilustracjami Berezowskiej. Wartość artystyczna jej rysunków była niekwestionowana.

I dzięki nim zawsze żyła na wysokim poziomie.

Pracowała i zarabiała. Zawsze miała kucharkę, gosposię. W późniejszym okresie życia, kiedy zawodził ją wzrok, miała coraz więcej pomagierów, asystentów… Berezowska miała sprawnie opracowaną produkcję artystyczną.

W przaśnym PRL-u nawet jej mieszkanie było artystyczną enklawą.

Tak, po wojnie mieszkała przy ulicy Wołoskiej w Warszawie. Zajmowała niewielkie mieszkanie w bloku. Chętnie przyjmowała gości u siebie w domu. A ten był niby szkatułka z cudownościami, w którym ona była jednym z cudów. Stworzyła własny świat. Jej mieszkanie było eklektyczne –zastawione antycznymi mebelkami, piękną porcelaną, ściany od podłogi po sufit obwieszone były jej rysunkami. W wazonach stały kwiaty. Dbała o estetykę dnia codziennego.

Myślisz, że była szczęśliwa?

Miała swoje smutki i gorsze dni. Ale jednocześnie było w niej tyle radości, ciekawości ludzi i świata, że potrafiła cieszyć się z drobiazgów. Dla mnie Maja uosabia radość życia, tolerancję, otwarcie na drugiego człowieka.

Odkryjemy ją na nowo?

To już się dzieje. Kilka miesięcy temu Paulina Ołowska zrobiła dużą wystawę inspirowaną jej sztuką. Mam wrażenie, że nadchodzi czas Mai Berezowskiej.

Pewnie przyczyni się do tego też twoja książka. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością, jest w niej lekkość.

Tę lekkość nadała książce bohaterka. Chociaż życie Mai nie było usłane różami, to jej wyjątkowy charakter zwyciężał wszystkie przeciwności losu. Praca nad biografią Berezowskiej była dla mnie swego rodzaju lekcją pogody ducha. No i te erotyki… 

Książka Małgorzaty Czyńskiej Berezowska. Nagość dla wszystkich ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie