Rozmawiamy z Agnieszką Grochowską, polską aktorką, o jej międzynarodowych sukcesach
Agnieszka Grochowska / fot. Gosia Turczyńska

Rozmawiamy z Agnieszką Grochowską, polską aktorką, o jej międzynarodowych sukcesach

„Jestem teraz w takim momencie życia, kiedy już wiem, że jestem dobrą aktorką” – mówi BAZAAR.
02.01.2019

W kinie właśnie wyświetlana jest komedia Miłość jest wszystkim z jej udziałem, a na Canal+ obejrzeć można Nielegalnych, w których gra dużą rolę. Po przerwie wróciła także do teatru. Niewiele wiadomo jednak o jej międzynarodowej karierze, mimo że odnotowuje sukces za sukcesem. Odkąd w zeszłym roku zagrała matkę Elle Fanning w filmie Teen Spirit, Agnieszka Grochowska nie może narzekać na brak propozycji zza granicy. Niedawno wróciła choćby z planu szwedzkiego serialu. W rozmowie z Bazaar uchyla rąbka tajemnicy zza kulis pracy poza krajem.

Dakota Johnson o tym, dlaczego mężczyźni się jej boją.

Iza Komendołowicz: Co zyskujesz, pracując za granicą?

Dużo. Praca za granicą to dla mnie taki drugi kanał, którym mogę otrzymywać propozycje. Nie mówię, że jest ich nadzwyczajnie dużo, ale dzięki temu dwa razy więcej, bo są i polskie, i zagraniczne. To daje mi pewien komfort wyboru, jakiś poziom bezpieczeństwa. Poza tym to dla mnie zawsze wyzwanie, choćby ze względu na język.

Grasz po angielsku?

Po angielsku, trochę po niemiecku. To też jest interesujące. Wierzę, że mamy inną osobowość, gdy mówimy w innym języku. Gdybym teraz zaczęła mówić po niemiecku, myślę, że byłabym kimś innym, jakieś inne cechy się wtedy ujawniają. W ostatnim szwedzkim serialu miałam ponad 35 dni zdjęciowych po angielsku. To zupełnie co innego niż trzy dni zdjęciowe. W czasie tak długiej pracy masz możliwość sprawdzić, na jakim poziomie jesteś w stanie wyrażać siebie w języku obcym i kogo możesz zagrać. I najważniejsze pytanie: czy to może być skuteczne, czy może być wiarygodne? Tego jeszcze nie wiem.

Jest wiarygodne, skoro dostajesz kolejne role.

No tak, to bardzo miłe. Jestem teraz w takim momencie życia, kiedy już wiem, że jestem dobrą aktorką, nie boję się konfrontacji. I najciekawsze jest dla mnie to, że mogę dokądś pojechać, sprawdzić się, że mam wyzwania. Nie chcę odcinać kuponów od pozycji, jaką udało mi się osiągnąć w Polsce. Mogłabym robić rzeczy, które są łatwo osiągalne, proste, sięgać po propozycje, które dają zabezpieczenie ekonomiczne. Z drugiej strony to, że cię wszyscy znają, też niesie pewne ryzyko. Trudno czasem kogoś przekonać, szczególnie gdy nie masz na to wpływu, że jesteś w stanie zagrać coś innego niż do tej pory. A prawda jest taka, że żaden aktor nie marzy o graniu tego samego. Nikt nie lubi się powtarzać.

Czy praca na planie na przykład w Londynie wygląda inaczej niż w Warszawie?

Jeśli robisz film taki jak System, to do dyspozycji jest 120 kamperów, a nie trzy, jak to zwykle bywa u nas. Inaczej też przebiega praca, z Tomem Hardym miałam jednominutową scenę, którą kręciliśmy 12 godzin.

Tim Burton wyreżyserował klasyk Disneya.

Czyli pracują wolniej.

Wolniej, dokładniej, na bardzo wiele kamer, bardzo wiele ustawień. To się później przenosi na jakość filmu. A poza tym nieważne, czy wchodzisz na plan w Rzymie, Londynie, Oslo, czy w Warszawie, czujesz się jak w domu. Wiele osób byłoby zdziwionych, do jakiego stopnia to działa niemal w identyczny sposób. Nawet określony typ osób pełni te same funkcje na planie.

To znaczy?

Na przykład dźwiękowcy. Mają bardzo podobne cechy charakteru, podobną wrażliwość, poczucie humoru, nawet podobne zainteresowania. To jest ważne z mojego punktu widzenia, bo jeśli oni wydają ci się znajomi, a zasady znane, to wszędzie sobie poradzisz. Generalnie to wygląda mniej lub bardziej tak samo. W jakimś sensie przestaje też być istotne, czy później będziesz promować film w Warszawie, czy pojedziesz do Sztokholmu albo Londynu. Nadal jest dosyć blisko.

Pracujesz z międzynarodowymi gwiazdami…

Zdarza się. Spotkanie z Matthew Modine’em było niezwykle inspirujące. On ma ogromne doświadczenie, pracował z wieloma wybitnymi twórcami, między innymi przez dwa lata ze Stanleyem Kubrickiem, może wiele rzeczy opowiedzieć. Bo przy tym Matthew jest wrażliwą i hojną osobą, która w każdej chwili jest gotowa podzielić się z tobą swoją wiedzą. Grając z nim przed kamerą w konkretnej scenie, uczysz się. To niezwykle wzbogacające. A równocześnie doceniam to, skąd się wywodzę, to, co wyniosłam z pracy w polskim kinie, kogo spotkałam po drodze. Nigdy tego nie odrzucę, bo to w pewnym sensie jest moc, którą czerpię z tego miejsca. Bez niego nie istnieję i doskonale o tym wiem. Specyfika, która jest w dźwiękach: sz, cz, rz, które są w mojej duszy... Gdybym o tym zapomniała, to byłoby samobójstwo.

 

Cały wywiad z Agnieszką Grochowską przeczytacie w najnowszym, styczniowo-lutowym numerze Bazaar. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie