Poznajcie ilustratorkę, której prace pokochał Gucci
rys. Gill Button

Poznajcie ilustratorkę, której prace pokochał Gucci

Pracowała dla Alessandra Michelego z Gucci, dla Driesa Van Notena wykonała ręcznie 1200 zaproszeń na pokaz, każde inne. Czy gdyby nie media społecznościowe, świat usłyszałby o Gill Button?
20.01.2019

Gill Button: Ilustratorka, która podbija Instagram

Oczy. Migdałowe, błyszczące. To od nich Gill Button zaczyna każdy obraz. Jeśli nie jest z nich zadowolona, drze kartkę i zaczyna od nowa. Czasem do atramentowego rysunku, którego wykonanie zajmuje pół godziny, przygotowuje się kilka dni. Bo jej obrazy to nie zwykłe machnięcia pędzlem, automatyczne odwzorowywanie twarzy, ale nośniki, w których zamyka własne emocje i doświadczenia. Surowe postaci patrzące z jej portretów hipnotyzują, czarują, ale też niepokoją. Rzucają urok, któremu nie potrafią się oprzeć krytycy sztuki, wielcy projektanci i prestiżowe magazyny mody. 

Najważniejsze trendy na wiosnę-lato 2019 w obrazkach.

ilustracja: Gill Button


Kara Becker: Malujesz i rysujesz dla topowych magazynów, współpracowałaś z największymi projektantami. Trudno uwierzyć, że wcześniej nie interesowałaś się modą.

Gill Button: Zupełnie nie spodziewałam się takiego zainteresowania moimi pracami. Już jako dziecko kompulsywnie rysowałam. Mama się załamywała, widząc, ile papieru potrafię „przerobić” w ciągu dnia, byłam więc zmuszona rysować po dwóch stronach kartek, a kiedy to nie wystarczało, cięłam je i układałam z nich kolaże. Gdy skończyłam 14 lat, wiedziałam, że znalazłam swoje powołanie, że muszę być malarką. Wybór uczelni okazał się prosty, aplikowałam na londyński Uniwersytet Kingston, trudniej było natomiast zdecydować: malarstwo czy ilustracja? Wybrałam to drugie. Po szkole wyspecjalizowałam się w rysowaniu twarzy, pewnie to przyciągnęło uwagę projektantów i magazynów. Ale choć to mój znak rozpoznawczy, ostatnio coraz częściej eksperymentuję z pełnymi sylwetkami, a nawet z pejzażami.

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 

something blue

A post shared by GiLL BUTTON (@buttonfruit) on

Alessandro Michele osobiście wybrał cię do współpracy z marką Gucci, podobnie Dries Van Noten, dla którego dwa lata temu wykonałaś 1200 ręcznie malowanych zaproszeń na pokaz. To prawda, że zajęło ci to tylko cztery dni?

Tak! (śmiech) To był intensywny proces. Główną inspiracją przy tworzeniu tej kolekcji była markiza Luisa Casati, miałam więc przed oczami wszystkie jej fotografie i starałam się, by każde zaproszenie wyglądało inaczej, wyjątkowo. Możesz sobie wyobrazić, jak wyglądało moje studio, w którym schły setki zaproszeń. (śmiech) Niezapomnianym momentem tej współpracy był sam pokaz. Dopiero na miejscu dowiedziałam się, że Peter Philips, główny makijażysta Dries Van Noten, zainspirował się moimi obrazami. Modelki wyglądały, jakby wyszły spod mojego pędzla. Magiczne przeżycie.

W twoich portretach charakterystyczne są oczy. To one skupiają na sobie uwagę widza.

Tak dzieje się też w życiu. Wiem, że odbiorcy i krytycy zwracają na nie szczególną uwagę, ale ja nadałam im szczególną wagę, bo wiem, że to właśnie wzrok jest jedną z najważniejszych form komunikacji. Dlatego większość moich postaci patrzy prosto na ciebie, domaga się uwagi, żąda interakcji.

Internet odegrał dużą rolę w twojej karierze. Najpierw prowadziłaś bloga, później przerzuciłaś się na Instagram. Znak czasów. Ale też grono krytyków poszerza się do kilkudziesięciu tysięcy – to twoi obserwatorzy, którzy śledzą każdy twój ruch. Tak łatwiej czy trudniej?

I łatwiej, i trudniej. Instagram pozwala na zdobycie publiczności, do której kiedyś nie każdy miał dostęp. To daje szanse talentom bez potrzebnych w branży znajomości. Z drugiej strony media społecznościowe sprawiły, że sztuka staje się jednorazowa. Ludzie przeglądają setki zdjęć i obrazów dziennie. Nawet jeśli jeden im się spodoba, zaraz przejdą do drugiego. To, co dzisiaj jest sensacją, jutro jest prehistorią. Czytam wszystkie komentarze i powiem szczerze, że to świetna motywacja. Wyobrażam sobie, że będąc zamkniętym w studiu przez kilka miesięcy, można mieć problem ze zmuszeniem się do pracy. Momentalna reakcja widzów nakręca cię do działania. Jednocześnie trzeba bardzo uważać, żeby się nimi za bardzo nie sugerować. Wielu współczesnych artystów wrzuca na przykład obrazy w trakcie tworzenia i sama widzę, jak dużo jest opinii na temat tego, w jaki sposób powinny zostać ukończone.

Ale chyba trudno się nie sugerować, jeśli widzisz, które obrazy bardziej podobają się twoim obserwatorom. Twoje konto na Instagramie @buttonfruit śledzi już prawie 90 tysięcy osób.

Tak, to kolejna pułapka. Uwielbiam tworzyć obrazy różnymi technikami – szkicuję, używam atramentu, akwareli i farb olejnych. Widzę jednak, co bardziej podoba się moim obserwatorom. Wiem, że namalowany farbami olejnymi kolorowy portret zdobędzie dwa razy więcej polubień niż czarno-biały atramentowy. Ale czy powinno mnie to ograniczać? Absolutnie nie. Szukając poklasku, łatwo wpaść w sidła powtarzalności. A artysta musi się rozwijać, błądzić, eksperymentować. Wierzę też, że gdybym robiła ciągle to samo, moi obserwatorzy by się po prostu znudzili. Będąc artystą działającym w mediach społecznościowych, trzeba nauczyć się ignorować liczby i zdać sobie sprawę z tego, że nie są wyznacznikiem dobrej czy złej pracy. Czasem znaczenie mają tutaj tak trywialne kwestie jak ta, o której godzinie opublikujesz zdjęcie.

Czy kiedykolwiek żałowałaś, że sprzedałaś obraz?

Tak! Szczerze tęsknię za czarno-białym atramentowym portretem, który mam ustawiony jako zdjęcie profilowe na Instagramie. Dzięki temu doświadczeniu nauczyłam się spędzać więcej czasu z moimi obrazami. Teraz daję sobie chwilę, zanim opublikuję je w mediach społecznościowych, bo wiem, że po chwili dostanę wiadomość od potencjalnego klienta.

Wspominałaś o eksperymentach. Nad czym teraz pracujesz?

Niedawno byłam na Islandii, która tak mnie zaczarowała, że zaczęłam malować abstrakcyjne pejzaże. Początkowo robiłam to tylko dla siebie, ale później postanowiłam, że pokażę je szerszej publiczności. A teraz nadarza się idealna okazja, bo przygotowuję się do indywidualnej wystawy w Szanghaju, która odbędzie się wiosną przyszłego roku. Zdradzę, że zaczynam eksperymentować z płótnami o większych gabarytach, co jest dla mnie dużym wyzwaniem. Ciekawe, czy na Instagramie przebiją popularność portretów… 

 
 
 
 
 
View this post on Instagram
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Standing on the edge... not totally alive

A post shared by GiLL BUTTON (@buttonfruit) on

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie