Sonia Delaunay, czyli malarka, która wyprowadziła sztukę na ulicę
Sonia Delaunay w Paryżu, 1957 r. / fot. materiały prasowe

Sonia Delaunay, czyli malarka, która wyprowadziła sztukę na ulicę

Porzuciła sztalugi i zaczęła szyć ubrania, które na modelkach wyglądały jak ożywione abstrakcyjne obrazy.
03.03.2019

Sonia Delaunay, malarka

Zanim Sonia Delaunay zajęła się modą i projektowaniem wnętrz, malowała obrazy. Była w tym tak dobra, że nawet jej mąż, znakomity malarz Robert Delaunay, poczuł się odrobinę zagrożony. W dwudziestoleciu międzywojennym stanowili uznany artystyczny duet i Robert oczywiście bardzo cenił talent Soni, ale nie zapominajmy, że była to epoka, która na pierwszym miejscu stawiała mężczyzn. „Co ludzie o mnie mówili do tej pory?”, pisała Sonia w swojej autobiografii w 1978 roku, kilka miesięcy przed śmiercią. „Muza orfizmu, dekoratorka, partnerka Roberta Delaunaya. Z czasem uznali mnie za współpracowniczkę, kontynuatorkę. Aż wreszcie przyznali mojej twórczości właściwe znaczenie”. Ale na to musiała długo czekać.

Sonia Delaunay „Dubbonet”, 1914 r. / fot. materiały prasowe

Współtworzyła legendę paryskiej bohemy. W swoim czasie żadna artystyczna maskarada, bal czy potańcówka nie mogły się obyć bez jej fantazyjnych, barwnych strojów. Od dzieciństwa chciała być artystką. Malowała, rysowała, zaczytywała się w tomikach poezji. W domu bogatego wuja w Sankt Petersburgu na co dzień podziwiała obrazy francuskich malarzy barbizończyków, a pierwszą kasetę z farbami podarował jej niemiecki impresjonista Max Liebermann. Dzięki opiece wuja była dobrze wykształcona, mówiła biegle po francusku, niemiecku i angielsku, podróżowała. Po dwóch latach studiów w Karlsruhe pojechała do Paryża. Ambitna i kreatywna dwudziestolatka znalazła tu możliwość zawodowego rozwoju i dobrej zabawy. Żeby zamknąć usta rodzinie wzywającej ją do powrotu do domu, gdzie czekał już odpowiedni kandydat na męża, Sonia wzięła ślub z przyjacielem gejem, marszandem Wilhelmem Uhde. Ten nowoczesny układ bardzo jej pasował do momentu, kiedy w 1907 roku poznała Roberta Delaunaya. „W Robercie odkryłam poetę – pisała – poetę, który nie posługuje się słowami, ale kolorami”. Oboje pasjonowali się zagadnieniem koloru. On studiował opracowania na temat fizycznych właściwości barw, stworzył kierunek nazwany malarstwem symultanicznym, które działało na widza czystym kolorem. W abstrakcyjnych obrazach świetliste barwne płaszczyzny sprawiały wrażenie ruchu, przenikania się. Sonia mówiła, że kolor to „skóra świata”. Trzy lata później wzięli ślub, niedługo potem Sonia urodziła syna. W tym samym czasie zajęła się sztuką użytkową.

Sonia Delaunay, projektantka ubrań

Zaczęło się od uszycia narzuty do dziecięcej kołyski. „W 1911 roku miałam pomysł na zrobienie kocyka dla syna, który właśnie się urodził”, wspominała. „Koc składał się z kawałków tkanin, tak jak te, pod którymi śpi się w domach rosyjskich chłopów. Ale kiedy skończyłam rozmieszczać skrawki materiału, koc przypominał abstrakcyjny kubistyczny kolaż”. Narzuta okazała się strzałem w dziesiątkę, dziełem sztuki, które Sonia pokazywała na wystawach. Dwa lata później na dancingu w Bal Bullier sensację wzbudziła jej pierwsza „suknia symultaniczna” z aplikacjami z kawałków jedwabiu i futra. Robert powiedział, że wygląda w niej jak żywa rzeźba. Zanim w jej fantazyjnych strojach zaczęły chodzić gwiazdy Hollywood, zachwycali się nimi artyści i poeci. „Pan i pani Delaunay to nowatorzy”, pisał Guillaume Apollinaire. „Nie próbują naśladować dawnych mód, związani ze współczesnością nie pragną bynajmniej odnowić kroju ubrań, idąc w tym za modą dnia, lecz starają się na nią wpłynąć, używając nowych tkanin, niezwykle zróżnicowanych w kolorach. A oto opis jednej z sukien symultanicznych pani Soni Delaunay-Terk: kostium fiołkowy, długi pasek fiołkowo-zielony i pod żakietem bluzka podzielona na strefy kolorów żywych na przemian z wyblakłymi, bladoróżowy zestawiony jest tam z kolorem tango, błękit i szkarłat zestawione w materiałach rozmaitych rodzajów, takich jak płótno, tafta, tiul, kosmaty samodział i prążkowany jedwab. Różnorodność ta nie przeszła niezauważona…” Do grona wielbicieli Soni należał również poeta Blaise Cendrars. Nosił jej ubrania, a ona projektowała okładki i ilustracje do tomików jego wierszy. W 1922 roku uszyła serię sukien – poematów. Pierwsza z nich powstała, kiedy Philippe Soupault zadedykował jej wiersz – na jasnoszarym jedwabiu zrobiła aplikacje z czerwonych i czarnych liter.

Sonia Delaunay, „Sukienki symultaniczne”, 1925 r. / fot. materiały prasowe

Była nie tylko artystką, ale też bizneswoman. Już w latach pierwszej wojny światowej, które Delaunayowie spędzili w Hiszpanii, Sonia założyła markę pod nazwą Casa Sonia. Swoje wyroby sprzedawała w Bilbao, Barcelonie, San Sebastián, nawet w Nowym Jorku. Siergiej Diagilew, szef Baletów Rosyjskich, zamówił u niej kostiumy do spektaklu Kleopatra. W Paryżu otworzyła własną pracownię pod nazwą Maison Delaunay (potem Tissus Delaunay), gdzie powstawały tkaniny do wnętrz, zasłony, dywany, tapety. Dekorowała nawet samochody, między innymi citroëna B12. Ale po drugiej wojnie światowej zajęła się znowu głównie malarstwem. „Dla mnie nie istnieje przepaść między malarstwem a tym, co nazywa się moją twórczością dekoracyjną…”, mówiła po latach. „Nigdy nie uważałam jej za gorszą pod względem artystycznym, przeciwnie – była przedłużeniem mojej sztuki, pokazała mi nowe sposoby wypowiedzi, podczas gdy metoda była ta sama”. W 1964 roku jako pierwsza żyjąca artystka miała retrospektywę w Luwrze. Na zakończonej właśnie wystawie Kubizm w Centrum Pompidou znalazła się w gronie czołowych przedstawicieli awangardy od Pabla Picassa po Marcela Duchampa.

Tekst Małgorzata Czyńska

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie