Jak mieszka założycielka marki Shrimps, Hannah Weiland
fot. Harry Crowder

Jak mieszka założycielka marki Shrimps, Hannah Weiland

W kolorowej dzielnicy Notting Hill mieszka z mężem Arthurem i psem Lionelem, otoczona sztuką nowoczesną i dziesiątkami sztucznych futer.
24.02.2019

Wygląda jak Roszpunka. Podobnie jak bohaterka baśni ma długie do pasa blond włosy, ubiera się w kolorowe sukienki i futrzane płaszcze w stylu baby-doll. Hannah Weiland pięć lat temu, w wieku zaledwie 23 lat, założyła markę Shrimps, która rozbłysła na firmamencie brytyjskiej mody niczym najjaśniejsza gwiazda. Jak się miało wkrótce okazać, była zapowiedzią ruchu młodych, zdolnych, niepokornych projektantów, którzy nie idą za trendami, ale tworzą własną niszę. Hannah mieszka w Londynie, w rozsławionej filmem z Julią Roberts i Hugh Grantem dzielnicy Notting Hill, której kulturowa wielobarwność i zgiełk stymulują twórczo. Podobnie jak samo wnętrze jej domu, w którym zgromadziła przedmioty dla niej istotne: zdjęcia i pamiątki ślubne (Hannah wyszła za mąż za Arthura Guinnessa, z tych Guinnessów!) oraz ukochane dzieła sztuki, między innymi obrazy Faye Wei Wei. Weiland zaprosiła Harper’s Bazaar do swojego domu, żeby opowiedzieć o sztucznych futrach, psie Lionelu i królowej Elżbiecie II.

Słynna skandynawska marka odzieżowa wprowadza linię wnętrzarską.


Maja Chitro: Mieszkasz w Notting Hill, londyńskiej dzielnicy tętniącej życiem i kolorami. To ze względu na koloryt wybrałaś tę okolicę?

Hannah Weiland: Pochodzę ze wschodniego Londynu, więc z Notting Hill mam blisko do moich najlepszych przyjaciół i rodziny. Wschodni Londyn jest najcudowniejszym miejscem, w jakim można mieszkać, wypełnionym aromatycznymi targami, zielonymi parkami i kilometrowymi pierzejami kolorowych domów.

To twoje ulubione miejsce na świecie?

Jedno z ulubionych. A mam ich kilka. Gdybyś mnie jednak poprosiła o wybranie jednego, wskazałabym wybrzeże Amalfi. Pojechałam tam w podróż poślubną z moim mężem. Jest nie tylko pięknie, ale możesz tam także zjeść najlepsze jedzenie, oglądając najfantastyczniejsze widoki. No i kupić ceramikę w fascynujących lokalnych sklepikach z rękodziełem.

Lubisz spędzać czas, podróżując?

Tak, ale mimo wszystko najprzyjemniejszym momentem są długie spacery z moim psem Lionelem. Nie wyobrażam sobie też życia bez odwiedzania wystaw albo poszukiwania książek w klimatycznych księgarniach. 

W Notting Hill jest ich wiele. Zresztą akcja słynnej komedii romantycznej z Julią Roberts i Hugh Grantem kręci się wokół sklepu z książkami…

To prawda! A najfajniejsze jest to, że każdego dnia odkrywasz tę dzielnicę na nowo – księgarnie, galerie, kawiarnie, sklepy z niespotykanymi dodatkami…

Po wnętrzu twojego domu widać, że to miejsce Shrimps. Twój charakterystyczny styl odciska się na codziennych przedmiotach. A jest ktoś, kogo ty podziwiasz za indywidualną estetykę?

Uwielbiam styl Chloë Sevigny, jest tak bardzo nonszalancki. Za każdym razem, gdy ją widzę, wydaje mi się, że nic ze sobą nie robiła, nie musiała spędzić ani minuty na poprawianiu urody. A i tak wygląda zachwycająco. Drugą z moich ikon jest królowa Elżbieta.

Pewnie chodzi o odwagę w doborze koloru?

Tak! Królowa nosi najlepsze jaskrawe kolory. Nie uważasz, że to niesamowite – i jakże odważne! – żeby w wieku 90 lat decydować się na tak śmiałą garderobę?

Twój zachwyt słabością królowej do koloru wcale mnie nie dziwi. Kolor to nieodłączna część ciebie. Tak było zawsze?

Odkąd pamiętam, otaczałam się kolorami. Nigdy nie miałam wątpliwości, co mi się podoba, co lubię, dlatego chyba nie było takiego momentu, kiedy mój styl się drastycznie zmienił. To właściwie całkiem zabawne, mój styl się nie zmienił, od dziecka… (śmiech)

A pamiętasz pierwszą rzecz, którą zaprojektowałaś?

To było sztuczne futro w kolorowe paski bretońskie, czyli w stylu marynarskim.

fot. Harry Crowder

Co charakteryzuje twoją markę?

Kolor i tekstura.

Reprezentujesz nową falę kobiecości w modzie. Masz do tego tematu całkiem oryginalne podejście, trochę buntownicze. Czym jest dla ciebie kobiecość?

Chciałabym, żeby kobiecość była rozumiana bardziej nowocześnie. Ja w swoich projektach w ogóle nie traktuję jej klasycznie. Zwróć uwagę, że w tej kobiecości Shrimps jest wiele dziewczęcej delikatności, wiele miękkości i puchu. I to, w pewnym sensie, jest mój akt buntu. Podoba mi się, że mogę pokazywać kobiecą siłę poprzez ubieranie kobiet w zaskakujący sposób. Nigdy nie mogłam zrozumieć, że jeśli siła, to trzeba ją podkreślić męskimi elementami. Mam odwrotnie – ultrakobiece, niemal dziewczęce ubrania służą kobietom.

Kim jest więc dziewczyna Shrimps?

Trudno powiedzieć, bo miłośniczki marki różnią się wiekiem, zawodem, środowiskiem, z jakiego pochodzą. Ale są rzeczy, które je wszystkie łączą: kreatywność i odwaga w zabawie modą. Oraz uwielbienie piękna i sztuki.

Zaglądamy do mieszkania znanej polskiej kostiumografki.

Dobrze, że o niej mówisz, bo sztuka jest w twoich kolekcjach tak samo ważna jak kolor.

Bardzo często też staje się zaczątkiem moich kolekcji. Lubię szukać interesujących dzieł, kolekcjonować je. W moim domu wiszą obrazy Faye Wei Wei. Podziwiam sztukę Pauli Rego, Yayoi Kusamy, Henry’ego Dargera i Graysona Perry’ego. Ich dzieła, podobnie jak ich życie, stają się dla mnie inspiracją.

W swoich kolekcjach odnosisz się też do poezji. W lookbooku na jesień 2018/2019 moją uwagę zwróciło tło zapisane literami układającymi się w zdanie „A shrimp is a shrimp is a shrimp”.
To nawiązanie do słynnej frazy Gertrude Stein: „Róża jest różą, jest różą, jest różą” („A rose is
a rose is a rose” – ang.), manifestu antysymbolizmu, a więc odczytywania rzeczy takimi, jakimi są,
bez doszukiwania się ich ukrytych znaczeń.
Chciałaś, żeby twoja kolekcja była odczytywana właśnie w taki sposób? Czy intencją było raczej skłonienie odbiorcy do myślenia?

Gertrude Stein była ważną patronką sztuk i niezwykle silną kobietą, która miała wpływ na historię. Tą grą słów, którą zastosowałam, złożyłam jej hołd. Chciałabym też myśleć, że ten pomysł mógł wywołać w ludziach refleksję nad jej dorobkiem i wpływie na sztukę XX wieku. Jeszcze jedna rzecz jest dla mnie szczególnie ciekawa: słowo shrimp ma wiele znaczeń, więc kiedy w kółko się je czyta, całkowicie odrywa się ono od kontekstu i staje czymś surrealistycznym.

fot. Harry Crowder

To prawda. Shrimps w twoim przypadku jest równie ciekawe. Kiedyś powiedziałaś mi, że nazwa twojej marki pochodzi od przezwiska, które nadano ci w dzieciństwie.

To prawda! Jak widzisz, nie jestem wysoka, a dzieckiem byłam naprawdę maleńkim. Dlatego wszyscy mówili na mnie Shrimp (krewetka, przyp. red.).

Twoje dzieciństwo wiele razy przewija się w naszej rozmowie…

To dodam jeszcze, że istnieje talizman – miś DogDog, ukochany pluszak, którego mam od zawsze. Nigdzie się bez niego nie ruszam, w żadną podróż. Część mojego dzieciństwa musi być zawsze ze mną.

Ukochany pies, ulubiony miś… Trudno się dziwić, że twoim znakiem rozpoznawczym stały się kolorowe sztuczne futra. Chodzą w nich Alexa Chung, Pixie Geldof, Poppy Delevingne. Sztuczne futra to z miłości do zwierząt?

Ta miłość jest z pewnością głównym powodem, dla którego nigdy nie użyłabym prawdziwego futra. Po długich poszukiwaniach dobrej jakości sztucznego futra w końcu trafiłam na niezwykły materiał, jakiego nigdy dotąd nie widziałam. Wtedy wpadłam na pomysł założenia marki.

Co jest najtrudniejsze w twoim zawodzie?

Chyba utrzymanie równowagi między realizowaniem się artystycznie i kreatywnie a byciem efektywną, odnoszącą sukcesy bizneswoman – to czasami trudne. Ale mimo wszystko jestem szczęściarą, bo mogę robić to, co kocham.

fot. Harry Crowder

Tę radość widać w każdej kolekcji. Motywem przewodnim na wiosnę 2019 jest look nowoczesnej pasterki i nastrój wprost z Domku na prerii. Jest też wiele innych znaczących dla ciebie elementów, prawda?

W kolekcji resort na wiosnę 2019 pojawiają się powracające w Shrimps kroje i kształty, ale wykorzystuję całkiem nowe materiały, udoskonalenia i motywy, na przykład malowane przeze mnie akwarelami żonkile, które stały się jednym z głównych wzorów mojej kolekcji. Te kwiaty są w modzie niedoceniane, dlatego postanowiłam coś z nimi zrobić. Kojarzą mi się też z moimi urodzinami. Poza tym, tak jak mówisz, inspirowałam się bardzo Domkiem na prerii i Piknikiem pod Wiszącą Skałą.

Z czego jesteś dziś najbardziej dumna?

Z mojej marki Shrimps i tego, co udało mi się osiągnąć z zespołem – całego świata, który zbudowaliśmy. A czeka nas jeszcze więcej! 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie