W podróży do Nepalu – co warto zobaczyć?
Nepal / fot. Getty Images

W podróży do Nepalu – co warto zobaczyć?

Tyle tajemnic, ile chorągwi na stromych ścieżkach Himalajów.
13.04.2019

Iwona Szelezińska, reporterka i podróżniczka organizująca wędrówki między innymi po Nepalu, specjalnie dla nas opisuje tę niezwykłą krainę z całkiem innej strony.

W podróży do Nepalu – atrakcje

Ścieżka jest wątła, wiedzie wzdłuż rzeki, wykuta na zboczu góry w skale. Czasem biegnie granią, czasem przez ukwiecony rododendronowy las, gdzieniegdzie trzeba przejść pod wodospadem, innym razem pokonać wiszący nad potokiem mostek. Wszędzie wokół ciągną się zielone pagórki, a za nimi kolejne i kolejne wzniesienia. Jesteśmy już całkiem wysoko, bo mniej więcej na 3000 m n.p.m. Przed nami, dalej na północ, rysuje się pas Wysokich Himalajów. Siedmio- i ośmiotysięczne szczyty pokryte są grubą warstwą śniegu, która teraz wyraźnie odznacza się na tle błękitnego nieba. Wyglądają mało realnie, przez moment zastanawiamy się, czy to nie jest przypadkiem fatamorgana. Nad naszymi głowami przelatuje orzeł. Siadamy na kamieniu, żeby napić się wody i chwilę odetchnąć. 

Ścieżka jest wszystkim, na czym musimy się skupić, trzeba nią podążać i korzystać z tego, co nam oferuje, równocześnie oddając jej to, czego od nas wymaga. Nie ma skrętów w bok, nie ma szansy na zawrócenie z drogi. Pójście z powrotem czy przed siebie wymaga tyle samo wysiłku, nie ma więc sensu się cofać, trzeba zwalczyć swoje demony. To rzadki moment czystego kontaktu z chwilą, która trwa; niczym niezakłóconego odbioru miejsca, w którym aktualnie jesteśmy.

Poznajcie najpopularniejszą na Instagramie uliczkę w Paryżu.

Skalne widma

Ścieżka prowadzi przez górskie wioski – Szerpów, społeczności Rai lub Magarów. Choć w Himalajach mieszka wiele grup etnicznych, które dawniej żyły w izolacji i nie miały szansy na wzajemny kontakt, to jednak więcej między nimi podobieństw niż różnic, bo zawsze dzieliły obszar najwyższych gór świata i wszystkich bez wyjątku ukształtował ich surowy charakter. Nepalczycy to ludzie gór, którzy cenią naturę i czują przed nią respekt. Himalajom nadali świętą rangę i nie chcą konkurować z bóstwami czy demonami o pierwszeństwo do najbardziej wyniesionych do nieba szczytów. Każdy wie, że to teren magii i wyższych istnień, a człowiek nie wszędzie jest mile widziany. Himalaje wychowały sobie Nepalczyków, oni natomiast – na ile mogli, na ile natura im na to zezwoliła – oswoili te święte góry.

Na południowych stokach Himalajów Nepalczycy lokują swoje wioski aż do poziomu 4000 m. Idąc ścieżką, nie tylko je mijamy, mamy szansę zatrzymać się w nich na dłużej, bo tu właśnie zaplanowaliśmy nocleg. Noc w Himalajach zapada nagle, ale trzeba przyznać, że czyni to niezwykle elegancko. Jest bardzo cicho i wcale nie przerażająco ciemno. Niebo zdobią miliony gwiazd, a światło księżyca spowija ośnieżone szczyty. Nocnego widoku na Himalaje nie można z niczym porównać, nawet nie należy próbować go opisać, bo żadne słowo, żaden literacki zabieg nie jest w stanie oddać ich piękna. A tym bardziej euforii, jaką teraz odczuwamy, patrząc na te ogromne białe skalne widma na tle czerni nocy. Już nigdy nie będziemy wolni od tej wizji. I wielkiej nepalskiej tęsknoty.

Orient Express, czyli pociąg, który stał się legendą.

Do Katmandu

Swoją opowieść o Nepalu zaczęłam od gór, bo one są dla Nepalczyków najważniejsze, stanowią ich największe bogactwo, determinują byt. Zajmują 80 procent powierzchni kraju. I chociaż mogłabym wędrować po Himalajach w nieskończoność, warto wrócić do Katmandu, czyli do miejsca, od którego zaczyna się niemalże każda nepalska przygoda. Oczywiście do Nepalu można dotrzeć lądem, jadąc wiele godzin po krętych drogach północnoindyjskich stanów lub pokonując zdecydowanie mniej zawiłą, ale bardzo wymagającą trasę przez płaskowyż Tybetu. I jedna, i druga opcja jest możliwa, ale wybierają ją nieliczni, chcąc połączyć pobyt w Nepalu z wizytą w krainach sąsiedzkich. 

Większość gości przylatuje bezpośrednio do Katmandu, czyli na stołeczne, jedyne międzynarodowe, nepalskie lotnisko. Już zniżanie się do lądowania dostarcza wrażeń, bo miasto znajduje się w dolinie otoczonej przedgórzami Himalajów, pilot musi mieć niemałe umiejętności, żeby szybko i bezpiecznie sprowadzić maszynę na ziemię. Przy wejściu na halę przylotów skrzydła rozpościera Garuda, pół orzeł, pół człowiek, podniebny wierzchowiec hinduskiego boga Wisznu. Nie bez przyczyny stoi właśnie w tym miejscu, wszak potrafi wzlecieć aż do słońca. Ma dłonie złożone w geście powitania, jego posąg mianowicie jest pierwszym, jaki każdy nowo przybyły napotyka na swojej drodze. W Nepalu, szczególnie w Dolinie Katmandu, jest bardzo dużo posągów. Najczęściej wykonane z kamienia lub drewna prezentują bogactwo hinduskiego panteonu, boginie i bogów, ich wehikuły, dzierżone w licznych dłoniach atrybuty. Obrazują mity, przedstawiają skomplikowane boskie relacje, bo w świecie istot wyższych dużo się dzieje, a większość tych historii umiejscowionych jest w Himalajach, przecież to góry, w których rezydują bogowie. 

Boskie tradycje

Przybywając do Nepalu, warto nastawić się na kontakt ze sztuką, głównie sakralną, gdyż Nepalczycy, podobnie jak mieszkańcy innych krajów Azji Południowej, ze swojej codzienności nie chcą wyplenić tradycji, a tę najmocniej kształtują wątki religijne. Na szczęście nie tylko w czasach dawnych wiedziano, jak tworzyć sztukę. Trzeba przyznać, że ta umiejętność, jak również potrzeba otaczania się pięknem trwale przywarła do nepalskiej mentalności. Błądząc w bocznych, wąskich, trochę wychłodzonych (gdyż z rzadka dociera tu słońce) uliczkach starożytnych newarskich miast, można spędzić długie godziny, przechodząc od jednego mikroskopijnego warsztatu do drugiego. Proces kreacji trwa.

Tybetanka w tradycyjnym fartuchu w pasy, Katmandu / fot. Getty Images

Newarowie to rdzenni mieszkańcy Doliny Katmandu – administracyjnego i kulturowego centrum kraju. Stanowią jedną z większych grup etnicznych Nepalu. Choć ich ośrodki zostały założone dużo wcześniej, jeszcze przed naszą erą, to główny rozwój przypadł na wieki średnie, kiedy to władcy z dynastii Malla budowali kolejne świątynie i pałace, czyniąc swoje królestwa wyjątkowymi pod względem architektury i rozplanowania terenu. Trzy najważniejsze miasta: Patan, Bhaktapur i Katmandu (wszystkie zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO), dawniej niezależne królestwa, zachowały oryginalny układ zabudowy miejskiej, z pałacem pośrodku przylegającym do wielkiego placu Durbar Square pełnego licznych świątyń i pomniejszych kapliczek. Jako że Newarowie są najczęściej wyznawcami hinduizmu, w ich świątyniach wybrzmiewają imiona wielu bóstw, jest kolorowo i głośno, wnętrze spowija kadzidlany dym. Wierni cisną się do środka, niosąc w ofierze kwiaty i owoce. Bramin, szepcząc mantry i w akcie błogosławieństwa dotykając czoła zgromadzonych w sanktuarium ludzi, odbiera podarki, kładzie je na chwilę przy głównym posągu, po czym już uświęcone dobra oddaje w ręce wiernych. Zabierane są do domu, gdzie ozdobią rodzinny ołtarzyk i posłużą do odprawienia codziennej pudźy (obrzęd religijny, przyp. red.). 

W Nepalu, w przeciwieństwie do innych krajów regionu, nadal rytualnie zarzyna się zwierzęta. Bogini Durga, lokalnie nazywana Taledźu, reprezentuje śmierć. Newarowie wierzą, że ma ich w opiece, posłusznie składają jej krwawe ofiary, by ustrzegła ich przed wszelkim złem i zminimalizowała cierpienie. 

Jak dostąpić nirwany?

Ograniczenie materialnych pragnień i cielesnych żądz, rozwijanie umiejętności skupienia i kontemplacja – oto co możemy zrobić, żeby cierpieć możliwie najmniej. Ale pamiętaj, wartością składową doczesnego życia jest cierpienie i można się od niego uwolnić jedynie poprzez osiągnięcie oświecenia. Jak tego dokonać, a więc jak dostąpić nirwany – to zagadnienie, które w toku swojego życia zgłębiał Siddhartha Gautama, później zwany Buddą. Przyszedł na świat w VI wieku p.n.e. na terenie Nepalu, w dzisiejszym miasteczku Lumbini. Wnioski, do których doszedł, i nauki, jakie szerzył, ustanowiły fundamenty duchowej ścieżki, zwanej obecnie buddyzmem.

Nepal, jak każda himalajska kraina, kojarzy się z buddyzmem, chociaż religią dominującą jest tutaj hinduizm. Buddyzm jest drugim najważniejszym systemem filozoficzno-religijnym w kraju. Wielosetletnie wpływy Indii i Tybetu wytworzyły w Nepalu specyficzny rodzaj synkretyzmu kulturowego i religijnego, obie grupy wyznaniowe współżyją wyjątkowo harmonijnie. Buddyzm przeważa w północnych i słabo dostępnych rejonach kraju. Tam też zachowały się wpływy szamanizmu i przedbuddyjskiej religii bon, niegdyś rozpowszechnionej w Tybecie.

Kolorowe stupy

Na górskiej ścieżce co rusz trafialiśmy na pobielone wapnem czorteny, wyryte w kamieniach święte szepty i flagi w pięciu kolorach odpowiadających pierwiastkom budującym wszechświat. Spisane na nich mantry wiatr niesie w stronę szczytów, bo tam kierowane są wszystkie modlitwy. 

Widok na stupę Boudhanath, Katmandu / fot. Getty Images

W Katmandu, przy stupie Boudhanath, świat kręci się w kółko. Dziesiątki, setki, w ciągu całego dnia nawet kilkaset ludzi nieustannie się modli, okrążając świątynię. W dłoniach mają modlitewne młynki i buddyjskie male, czyli różańce, służące do odliczania powtórzonych mantr. Idą szybko, skupiając się na wypowiadanych słowach. Wszyscy w tym samym kierunku, w prawą dobrowróżbną stronę. Boudhanath to najpotężniejsza stupa w Nepalu, jedna z większych na świecie. Na szczycie ogromnej kopuły, na złotej kwadratowej harmice, z precyzją wymalowano oczy Buddy. Mają migdałowy kształt, są skierowane w cztery strony świata, bo Budda swoją miłością obdarza wszystkie istoty na ziemi. To najpiękniejszy, również najbardziej charakterystyczny element świątyni, bo tylko Nepalczycy ozdabiają stupy w ten sposób. 

Świat kręci się wokół ciebie

Myślę, że już czas na zabawę. W Nepalu nie tylko można znaleźć miejsce, wokół którego wiruje świat, ale też poczuć, jak świat kręci się wokół ciebie. W rozrywkowo-handlowej dzielnicy Thamel nie sposób pozostać niezauważonym. Na każdym rogu ktoś coś do ciebie mówi, coś pokazuje, na coś namawia, a że wszystko sprowadza się do czystej rozrywki, to czemu nie?! Z każdej strony świat oferuje coraz to jaskrawsze atrakcje. Najpierw masaż, koniecznie ajurwedyjski w eterycznych olejach. Potem kolacja – gotowane na parze pierożki momoalbo dal bhat (ryż z soczewicą i warzywami, opcjonalnie z mięsem, codzienna potrawa w każdym nepalskim domu). Po posiłku mały shopping. Może tym razem w sklepiku z szalami z paśminy? A może z wyrobami z jaczej wełny? Wreszcie czas na drinka. Zimą najlepiej wypić hot rum punch – zalewany gorącą wodą koktajl na bazie rumu, z miodem i przyprawami. Mocno rozgrzewa w chłodne wieczory. Latem odpowiedniejsze jest lokalne piwo Gorkha lub Everest, koniecznie dobrze schłodzone. Niemalże w każdej knajpce – niektóre są na dachach albo tarasach, inne w ogrodach lub na dziedzińcach – ktoś śpiewa i gra. Z reguły nie jest to smętnie brzdąkający na gitarze osamotniony grajek, tylko pełen energii zespół młodych, atrakcyjnych ludzi. Często siedząc w przypadkowej knajpce na Thamel, jestem zaskoczona poziomem wykonania dobrze mi znanych piosenek. W repertuarze są nepalskie i bollywoodzkie przeboje, jak również stare anglojęzyczne hity.

Zapadamy się w wygodne fotele albo w tłumie ludzi siedzimy na miękkich poduchach, sączymy drinki i słuchamy Somewhere Over the Rainbow w wykonaniu młodzieńca o anielskim głosie. I znów odczuwam tę euforię, równie silnie jak emocję zapamiętaną z gór. Uświadamiam sobie, że dla mnie Nepal jest dokładnie taką krainą, ulokowaną gdzieś ponad tęczą. 

Książka Iwony Szelezińskiej Kopnij piłkę ponad chmury ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie