Pociąg do Szwajcarii, czyli koleją z St. Moritz do Zermatt
fot. Getty Images

Pociąg do Szwajcarii, czyli koleją z St. Moritz do Zermatt

Do zapierających dech w piersiach widoków trzeba się przyzwyczaić, bo tu spotykamy je na każdym kroku.
09.06.2019

W podróży do Szwajcarii: gdzie się zatrzymać, co jeść, główne atrakcje

Z lotniska w Zurychu do St. Moritz jedzie się prawie cztery godziny z trzema przesiadkami. Atrakcje zaczynają się w Chur, najstarszym mieście Szwajcarii. To tu wsiadam w pociąg wąskotorowych Kolei Retyckich (jedynego oficjalnego operatora w największym kantonie Szwajcarii – Gryzonii) i ruszam w podróż jedną z najbardziej spektakularnych tras kolejowych na świecie. Potwierdza to nie tylko niezwykły, wręcz bajkowy widok za oknem, ale także obecność trasy na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Pociąg mknie stromymi zboczami, a ja podziwiam lśniące w dole lazurowe górskie jeziora i wodospady, jeszcze zupełnie nieświadoma tego, że w tej podróży wszystko będzie „naj”. Tymczasem staram się przyzwyczaić do ciągłych zmian ciśnienia i cieszę się krajobrazami za oknem.

Upper East Side wśród kurortów

St. Moritz to jeden z najstarszych i najpopularniejszych zimowych kurortów na świecie. Wielka w tym zasługa Johannesa Badrutta, angielskiego pioniera hotelarstwa, który w połowie XIX wieku otworzył tu pierwszy hotel – Kulm. Wszystko zaczęło się od zakładu. Badrutt założył się ze swoimi brytyjskimi kolegami odwiedzającymi jego hotel do tej pory tylko latem, że zima w St. Moritz wyda im się łagodniejsza niż w Londynie. Jeżeli po krótkiej wizycie będą innego zdania, hotelarz zwróci im koszty pobytu i podróży (która w tamtych czasach nie należała do najtańszych). Brytyjskim dżentelmenom, którzy przyjechali na Boże Narodzenie, spodobało się do tego stopnia, że zostali aż do Wielkanocy. Po powrocie o swoim cudownie spędzonym tam czasie opowiadali dobrze sytuowanym rodakom. Na potrzeby przekazywania tej historii kolejnym pokoleniom zachowano w hotelu pomieszczenia, w których nadal czuć ducha tamtych czasów.

Zatrzymuję się w jednym z 40 pokoi, które niedawno odnowiono według projektu francuskiego architekta i projektanta wnętrz Pierre’a-Yves’a Rochona (znanego m.in. z projektów dla Ritza). Z balkonu mojego pokoju roztacza się hipnotyzujący widok na Alpy i jezioro St. Moritz. Latem pływają po nim żaglówki, zimą odbywają się zawody polo. Dzięki wyjątkowej aranżacji wnętrza, profesjonalnej i niezawodnej obsłudze, spa z widokiem na góry i trosce o każdy najdrobniejszy szczegół (o świeże kwiaty codziennie dbają dwie florystki) hotel odwiedzają znani i zamożni z całego świata. Najwierniejsi goście przyjeżdżają tu od 40 lat i zawsze rezerwują ten sam ulubiony pokój.

Wychodząc z hotelu na spacer wąskimi uliczkami miasteczka, łatwiej trafić na butik Prady, Valentino czy Louis Vuitton niż na sklep z lokalnymi pamiątkami. Miasto w ciągu dnia pustoszeje, ożywa nocą. Stali bywalcy St. Moritz czas spędzają w klubach i knajpach. Ale nie muszę wychodzić z hotelu, aby zjeść w jednej z najlepszych restauracji w mieście. Na terenie Kulm, obok hotelowej restauracji i pizzerii, znajdują się trzy znakomite restauracje: peruwiańska Sunny Bar, założona przez Claudię Canessę, śródziemnomorska Kulm Country Club i działająca w sezonie, nagrodzona gwiazdką Michelin, azjatycka The K, której szefem jest Tim Raue.

Najwolniejszy ekspres świata

Po dniu relaksu w hotelowym spa z widokiem na Alpy i wybornej kolacji w Kulm Country Club czas ruszać dalej. Kierunek: Zermatt. W słoneczny, mroźny poranek docieram na stację kolejową samochodem w zaledwie pięć minut. Chciałoby się powiedzieć: pogoda jak na zamówienie. Podróż Ekspresem Lodowcowym, nazywanym też najwolniejszym ekspresem świata, z St. Moritz do Zermatt (lub odwrotnie) to jedna z największych atrakcji tego regionu. Od marca tego roku do składu pociągu dołączył przedział Excellence Class z miejscami dla zaledwie 20 pasażerów. Dzięki temu każdy może liczyć na miejsce przy oknie z widokiem na Alpy Szwajcarskie.

Są wyprawy, w których nie liczy się cel, ale podróż sama w sobie. I ta, w  przedziale Excellence Class charakterystycznego czerwonego Glacier Express, właśnie do takich należy. Dzięki ogromnym panoramicznym oknom nic nie umknie uwadze. Przez osiem godzin trudno oderwać wzrok od bajkowych widoków. O szczegółach wszystkich atrakcji dowiemy się z pokładowego iPada, który do dyspozycji ma każdy z gości. Podczas ośmiogodzinnej trasy mijamy między innymi Elę (największy park przyrodniczy w Szwajcarii, leżący pośród przełęczy alpejskich Albula, Julier i Septimer), zabytkową alpejską wioskę Bergün (w sezonie zimowym to raj dla miłośników sanek; w centrum wioski znajdziemy świetnie zachowane bogato zdobione engadyńskie domy z freskami i wykuszowymi oknami oraz XVI-wieczne zabytki wpisane na listę UNESCO), żeby w końcu przejechać idącym po łuku wiadukcie kolejowym, wybudowanym na wysokości 65 metrów nad rzeką Landwasser – to zdecydowanie punkt wycieczki dla ludzi o mocnych nerwach! Podróż umila znakomite menu złożone z pięciu sezonowych dań przygotowanych z regionalnych produktów (nie mogło zabraknąć oczywiście deski serów) wraz z degustacją win. Do dyspozycji pasażerów jest także bar serwujący kolorowe koktajle i drinki. Danie główne zostaje podane na wysokości około 2000 metrów n.p.m. Mijamy właśnie równinę Greina z jedynym w swoim rodzaju alpejskim krajobrazem tundrowym. W pokładowym przewodniku czytam, że dostępna jest wyłącznie pieszo, dotarcie do niej wymaga kilkugodzinnej wędrówki.

Szwajcarski Tadż Mahal

Po pokonaniu 300 kilometrów, 291 mostów i 91 tuneli docieram do stóp Matterhornu. Wysiadając z pociągu, odkrywam drugie, zupełnie inne oblicze szwajcarskich kurortów. Zermatt, cieszące się równie wielką popularnością wśród turystów, arystokracji i sław Hollywood (w sezonie zimowym można tu spotkać m.in. Nicole Kidman i Brada Pitta, kiedyś bywał także David Bowie) jak St. Moritz, prezentuje się zupełnie inaczej. Brak tu butików francuskich domów mody, a do ścisłego centrum miasteczka nie można nawet wjechać samochodem. Spacerując uliczkami, podziwiam XIX-wieczne domki pierwszych mieszkańców Zermatt, wykonane z drewna i kamienia. Historia miasta została szczegółowo przedstawiona w Muzeum Matterhornu. Doskonale odtworzono klimat najwcześniejszych górskich chat i wizualnie opowiedziano historię Edwarda Whympera, brytyjskiego alpinisty, który w 1865 roku jako pierwszy zdobył szczyt Matterhorn.

Znajdujący się na szwajcarsko-włoskiej granicy szczyt Matterhorn o wysokości 4478 metrów n.p.m. to główna atrakcja turystyczna Zermatt. Charakterystyczny kształt sprawia, że trudno go pomylić z którymkolwiek innym czterotysięcznikiem. Szczyt, nazywany także szwajcarskim Tadż Mahal, co roku, latem, próbuje zdobyć około 300 śmiałków z całego świata. Dla tych, którzy wolą podziwiać go z bezpiecznej odległości, przygotowano dwa punkty widokowe. Pierwszy znajduje się na szczycie Klein Matterhorn położonym 3888 metrów n.p.m. Dostaję się tam nowoczesną, najwyżej położoną kolejką linową na świecie. Dla bajkowego widoku trwającą kilkanaście minut podróż potrafią znieść nawet ci z panicznym lękiem wysokości (momentami ma się wrażenie, jakby kolejka wjeżdżała na szczyt pionowo). Po dotarciu na miejsce trzeba tylko uspokoić oddech (na wysokości prawie 4000 metrów n.p.m. powietrze jest odczuwalnie rozrzedzone i może powodować zadyszkę) i cieszyć się widokiem na Alpy Szwajcarskie, Francuskie i Włoskie. Tu, na tarasie widokowym Matterhorn Glacier Paradise, szczyty Matterhorn i Mont Blanc wydają się niemal na wyciągnięcie ręki. A to nie wszystko! Turyści podróżujący z dziećmi docenią znajdującą się na szczycie Klein Matterhorn grotę lodową nazywaną Glacier Palace, pełną lodowych rzeźb zwierząt i zmrożonych zjeżdżalni.


Hotel z widokiem

Gdy docieram na Gornergrat, skalistego grzbietu Alp Pennińskich, i staję na tarasie najwyżej położonego hotelu na świecie – Kulm, uświadamiam sobie, że wskazywany w ofertach biur podróży atut „pokój z widokiem” na wysokości 3100 metrów n.p.m. nabiera zupełnie nowego znaczenia. Hotelowi goście, popijając poranną kawę, cieszą się niczym nieograniczonym widokiem na Matterhorn i 28 innych czterotysięczników. Trudno o lepszy początek dnia. Dotarcie do hotelu też stanowi atrakcję. Z Zermatt na szczyt prowadzi pierwsza kolej zębata w Europie, zabytkowy Gornergrat Bahn.

Chociaż warunki narciarskie są tu idealne przez cały rok, Zermatt to mekka nie tylko dla wielbicieli sportów zimowych, ale wszystkich lubiących aktywny wypoczynek na łonie natury. Rozległe doliny, lasy, górskie jeziora i wodospady zachęcają do całodniowych pieszych wędrówek. Dlaczego warto wybrać się tu akurat wiosną i latem? Zimą wiele przełęczy jest niedostępnych dla turystów ze względów bezpieczeństwa. Miłośników jednośladów z pewnością ucieszy ponad 100 kilometrów górskich szlaków rowerowych. Do tego można dodać jeszcze pola golfowe i parki linowe, a i tak nie stanowi to nawet połowy atrakcji regionu.

Każdy, kto odwiedza to miejsce po raz pierwszy, obowiązkowo musi spróbować narodowej potrawy Szwajcarów – serowego fondue. Najlepsze, na jakie udało mi się tu trafić, serwuje restauracja Say Cheese! Do domu nie wolno wrócić bez pudełka szwajcarskich czekoladek, najlepiej w kształcie najbardziej rozpoznawalnego szczytu na świecie – Matterhorn. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie