To właśnie to miasto jest teraz najbardziej cool w Europie
Lizbona / fot. Getty Images

To właśnie to miasto jest teraz najbardziej cool w Europie

Pisze redaktor naczelna Bazaar Anna Zaleska i zabiera nas w podróż po Lizbonie.
07.07.2019

Lizbona – Atrakcje turystyczne, ciekawostki, kuchnia

Oczywiście zawsze miała mnóstwo atutów: bajeczne położenie na siedmiu wzgórzach, rzekę Tag wpadającą do oceanu, piękne plaże wokół – w Cascais, Sintrze, na Costa da Caparica – i  barwną historię, w której pierwsze skrzypce grali a to Rzymianie, a to Maurowie, a to chrześcijanie, a wszyscy mniej lub bardziej hojnie Lizbonę obdarowywali. Najhojniej w czasach wielkich odkryć geograficznych, gdy przypływały tu ogromne bogactwa, kwitł handel przyprawami, jedwabiem, klejnotami i złotem. Ale malownicze położenie, fascynująca historia, elegancka architektura, klimatyczna muzyka czy niewiarygodne jedzenie u progu trzeciego tysiąclecia przestały stolicy Portugalii wystarczać. Zapragnęła czegoś nowego. Zapragnęła stać się najbardziej cool miastem Europy. I to jej się udało.

Lizbona – najbardziej cool miasto Europy

Wyruszając w podróż, nie do końca byłam tego świadoma. Chcąc jak zawsze wprowadzić się w klimat, sięgnęłam po czytaną w czasach studenckich Księgę niepokoju. Gdy wylądowałam na lotnisku, stwierdziłam bez specjalnego zdziwienia, że pogoda jest dokładnie taka, jak pisał Fernando Pessoa. „Zawisło nad głowami coś jakby czarne przewidywanie; sam deszcz wydawał się jakby nieśmiały; ponury mrok zamilkł nad otoczeniem”. Chciałam nastroju i oto był. W taksówce zazgrzytał mi amerykański pop. „Czy mógłby pan włączyć portugalską muzykę?”, spytałam kierowcę. „Portugalską, czyli jaką?”, „Fado”. „Fado?!”, zirytował się wyraźnie. „Kiedy ostatnio była pani w Portugalii?!”

To właśnie tę rzecz Victoria Beckham ma zawsze ze sobą w podróży.

Lizbona bez stereotypów

Lizbona nie lubi stereotypów, nie chce też stać w miejscu. Lata 90., gdy Wim Wenders nakręcił Lisbon Story i sprawił, że świat pielgrzymował do tutejszych piwnic, by słuchać pieśni pełnych żalu, tęsknoty i samotności, to w znacznej mierze historia. Teraz miasto chce grać bardziej różnorodne nuty, budzić inne emocje, nie tylko melancholię. Chce zaskakiwać.

Niemal codziennie w strefie między zabytkowym centrum a Tagiem powstają nowe kluby, restauracje i hotele. Nowe galerie i muzea – z Museum of Art, Architecture and Technology (MAAT) na czele – przyciągają artystów i wielbicieli sztuki nowoczesnej i designu. W położonym w odległości krótkiego spaceru od MAAT Muzeum Berardo można oglądać prace Picassa, Mondriana, Miró, Duchampa, Francisa Bacona i Andy’ego Warhola.

Ale nie trzeba wchodzić do galerii, by poczuć się jak w galerii. Pomieszkująca tu znajoma podpowiada mi, żeby wędrówkę po ulicach Lizbony zacząć od LX Factory. Kiedyś były tu przędzalnie i fabryki, ogromny kompleks założony w 1846 roku o nazwie Companhia de Fiação e Tecidos Lisbonense. W ostatnich dekadach przemysł w dzielnicy Alcântara upadł. W dawnych fabrycznych budynkach powstały kawiarnie, galerie sztuki, hostele i sklepy z lokalnymi produktami, stare mury przyciągnęły streetartowców. Centrum sztuki LX Factory stało się szybko najmodniejszym adresem w stolicy. Zasłużoną sławą cieszy się tutejsza, założona w byłej drukarni, księgarnia o nazwie Ler Devagar (Czytaj Powoli). Półki z książkami sięgające nieba, siedziska, które zapraszają, by rozsiąść się z książką i nigdzie nie śpieszyć, nad głową znak rozpoznawczy: podwieszona pod sufitem instalacja z uskrzydloną rowerzystką o rozwianych włosach, uosobienie poezji i energii zarazem. To jedno z tych miejsc, z których nie chce mi się wychodzić. I które sprawia, że rozumiem, dlaczego o Lizbonie mówi się – kolejne trafiające do mnie określenie – raj dla ludzi kochających książki.

Szukając Vhilsa

W ostatnich latach Lizbona stała się europejskim miastem z największym przyrostem liczby turystów. Przyjeżdża tu rocznie sześć milionów ludzi, średnio 200 tysięcy dziennie. Do stolicy na siedmiu wzgórzach można podejść na różne sposoby, zwiedzać ją według wielu kluczy: tajemnice i legendy (mówi się, że miasto założył Ulisses), średniowiecze, kultura afrykańska albo żydowska, masoneria, miasto szpiegów, underground… Street art tourism to nowy pomysł. Władze miejskie mocno wspierają sztukę ulicy, doceniając jej rolę w ożywianiu urbanistycznych przestrzeni. To między innymi dlatego portugalska stolica jest dzisiaj bardziej kolorowa i artsy niż którekolwiek inne europejskie miasto.

W LX Factory oglądam piękny mural artysty ukrywającego się pod nickiem AddFuel, który łączy poetykę steet artu z tradycyjnymi azulejos. W dzielnicy Mouraria, gdzie narodziło się fado, natykam się na murale oddające hołd jego twórcom. Tu i ówdzie na ścianach opuszczonych budynków objawiają się znienacka twarze Vhilsa, najsłynniejszego steetartowca w Lizbonie, którego ktoś określił jako połączenie Banksy’ego z Damienem Hirstem.

Lizbona

Uliczka w Alfamie / fot. Getty Images

Marisqueira i babeczki

Niezależnie od tego, według jakiego klucza zwiedza się miasto, trzeba do niego dodać jeszcze drugi – kulinarny. Kuchnia portugalska słynie przede wszystkim z owoców morza. Restauracje serwujące tak zwane marisqueira należą do najlepszych w Europie. Nie muszą to być te z gwiazdką Michelina. Kolację jem w eleganckim Sacramento, gdzie szef kuchni przekonuje, że „obżarstwo jest błogosławionym grzechem”, a klimatyczne wnętrza – 200 lat temu mieściła się tu stajnia pałacu hrabiów Valadares – każdą kolację zmienią w romantyczne spotkanie. Ale gdy spacerujesz ulicami Lizbony, co chwila dopadają cię zapachy, które kuszą, by spróbować świeżych owoców morza, ryb prosto z oceanu czy soczystych steków.

W Portugalii jest 26 restauracji z gwiazdką Michelina. Ale te „zwykłe”, oldschoolowe, odwiedzane przez miejscowych też serwują pyszne jedzenie. Łatwo je rozpoznać po mięsie i rybach rozłożonych na lodzie oraz papierowych obrusach. W takiej właśnie – w dzielnicy Belém – jem któregoś dnia tradycyjne bacalhau, czyli dorsza, które przyrządza się w Portugalii na 365 sposobów. Miejsce to ma jeszcze jedną zaletę: blisko stąd na deser – do cukierni Pastéis de Belém, gdzie nieprzerwanie od 1837 roku wypieka się babeczki według najpilniej strzeżonej receptury, opracowanej w XVIII wieku przez mnichów z pobliskiego klasztoru Hieronimitów.

Niezwykłym kulinarnym konceptem jest Time Out Market. W historycznym Mercado da Ribeira pod jednym dachem zebrano wszystko, co w Portugalii do jedzenia najlepsze: 24 restauracje, niektóre prowadzone przez sławnych szefów kuchni, 8 barów, 12 cieszących się zasłużoną sławą wśród smakoszów sklepów z mięsem, rybami, owocami i winem. To pierwsze na świecie miejsce, gdzie wszystko, co się podaje – od caldeirady, czyli tradycyjnej zupy rybnej, przez stek, po japońskie nigiri – jest wybierane, próbowane i oceniane przez niezależny panel miejskich ekspertów. I musi dostać cztery lub pięć gwiazdek, ani jednej mniej, by trafiło na twój talerz. Powstały w 2014 roku kulinarny koncept odwiedza w ciągu roku dwa miliony gości.

Weź udział w naszym konkursie – wygraj weekend w spa i sesję w BAZAAR!

Gorące Źródło

Stając się miejscem nowoczesnym i kosmopolitycznym, Lizbona nie straciła swojego dawnego uroku i dostojeństwa. Średniowieczne miasto zostało w znacznej mierze zniszczone na skutek trzęsienia ziemi w 1755 roku, w którym zginęło 90 tysięcy ludzi. Prawie dwie trzecie będącej wtedy u szczytu dobrobytu metropolii legło w gruzach. W proch obróciły się kościoły, klasztory, szpitale, domy mieszkalne i pałace. Po tej tragedii miasto zostało w dużym stopniu stworzone na nowo. Królewscy architekci i budowniczowie przygotowali projekt, którego podstawę – zgodnie z oświeceniową myślą urbanistyczną – miała stanowić siatka regularnie wytyczonych na kształt szachownicy ulic. Dwieście pięćdziesiąt lat później ten układ okazuje się bardzo przyjazny. To pewnie jeden z powodów, dla których w Lizbonie od razu można poczuć się tak, jakby znało się to miasto od dawna. Wędrując ulicami i placami, odtwarzam sobie w myślach, że w miejscu, w którym dziś jest Praça da Figueira, stał szpital Wszystkich Świętych. Kwadratowy Praça do Comércio, otwarty z jednej strony na Tag, był centrum imperium, tu mieszkał król, tu przypływały cenne przyprawy i towary kolonialne, wymieniane na złoto.

Klify w Cascais / fot. Getty Images

Z trzęsienia ziemi ocalały dzielnice Mouraria (tu narodziło się fado) i Alfama, najstarsza część Lizbony, niemal w całości położona na wzgórzu. Jej arabska nazwa znaczy tyle co „gorące źródło”. Spacerując stromymi, krętymi uliczkami, przyglądam się mieszkańcom miasta, ich domom, często popadającym w ruinę, kolorowemu praniu rozwieszonemu w oknach. Próbuję ginja, przepysznej 19-procentowej nalewki z wiśni, którą starszy mężczyzna sprzedaje ze stolika ustawionego na własnym minipodwórku. Widać, że tu przetrwały więzi sąsiedzkie, mieszkańcy znają się i pozdrawiają nawzajem bom dia, najstarsi siedzą w oknach, obserwując przechodniów. Od 12 do 14 czerwca celebruje się tu dni patrona Alfamy, Świętego Antoniego. Wtedy na ulice wystawiane są grille (trzeba spróbować pieczonych sardynek z pajdą chleba) i stoiska z nalewkami, przez trzy dni ludzie spotykają się i hucznie bawią przy muzyce pimba. Nad ulicami powiewają kolorowe girlandy, w oknach wystawiane są ołtarzyki dla świętego. A w kościołach odbywają się śluby setek par z całej Portugalii, bo jeśli w tym czasie stanie się przed ołtarzem, ma się gwarancję, że małżeństwo będzie bardzo udane.

Feira da Ladra, czyli na Targu Złodziei

Żółty zabytkowy tramwaj numer 28 wspina się pod górę uliczkami tak wąskimi, że przechodnie muszą przyklejać się do ścian, by się z nim minąć. Przejeżdża przez Alfamę, ale też inne dzielnice: Graça, Baixa i Estrela. Wygląda niezwykle malowniczo na tle klasycznych fasad krytych azulejos. W starych kamienicach mieszczą się concept store’y z designem, elegancką porcelaną, tradycyjnymi perfumami z pierwszej połowy XX wieku i przysmakami made in Portugal. Oraz lokale, w których można posłuchać fado, nieodłącznie związanego z Alfamą. Piosenkarzy i poetów inspirowały tutejsze wąskie uliczki, średniowieczny portowy klimat, podupadłe budynki przypominające o dawnej świetności dzielnicy. Gubię się w labiryncie Alfamy, by poczuć z bliska rytm życia jej mieszkańców i poczuć niezwykły klimat tego miejsca.

W sobotni poranek wybieram się dwudziestkąósemką na Feira da Ladra, Targ Złodziei. To pchli targ, na którym wśród stosów bibelotów można znaleźć prawdziwe skarby: starą biżuterię, suknie vintage, kolekcjonerską porcelanę, cudne azulejos.

Z Feira da Ladra idę na Miradouro da Graça. Spośród wielu miejsc z malowniczym widokiem – tak zwanych miradouros – to okaże się moim ulubionym. Siadam na tarasie w cieniu sosen, cieszę się delikatnym powiewem wiatru. Patrzę na Tag, na zabytkową część miasta, na czerwony most 25 Kwietnia, na figurę Chrystusa Króla z szeroko otwartymi ramionami, na niebo, które ma kolor lazuru. I bardzo chcę w tym mieście zostać na dłużej.

Most 25 Kwietnia, wiszący nad Tagiem, ma długość 2277 m / fot. Getty Images

Lizbona: Gdzie się zatrzymać?

Niełatwo zdecydować, w której dzielnicy zamieszkać. Alfama to najbardziej malownicza i najpiękniej fotografująca się część miasta. Baixa będzie wygodna, stąd wszędzie jest blisko. Lapa i Madragoa, położone nieco na uboczu, gwarantują ciszę i spokój. Bairro Alto przeciwnie – słynie z klubów, pubów i knajp. W Chiado natomiast znajdziecie markowe sklepy i eleganckie kawiarnie. Podróżując z rodziną, warto zwrócić uwagę na hotele Martinhal. W Chiado właśnie powstał pierwszy na świecie luksusowy pięciogwiazdkowy hotel rodzinny położony w samym sercu miasta – Martinhal Chiado. W kilkupokojowych apartamentach każdy szczegół zaprojektowano z myślą o rodzinie. Chcąc wybrać się do muzeum, na długi spacer czy na kolację, dziecko – zarówno półroczne, jak i nastoletnie – można zostawić pod opieką wykwalifikowanego personelu. W oddalonym o godzinę drogi Cascais czeka za to Resort Martinhal Cascais. Tu można zamieszkać w hotelu albo w luksusowych willach. Kuchnia jest wyśmienita, oferta dla dzieci niezwykle bogata, do tego SPA, baseny, a wokół piękne plaże, klify, stadnina koni i pola golfowe. Tuż obok mają swoje wille Madonna i Ronaldo.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie