Siła sióstr: Bliźniaczki Olsen
Siostry Ashley i Mary-Kate Olsen / fot. cfda.com

Siła sióstr: Bliźniaczki Olsen

Najsłynniejsze bliźniaczki świata. Miały zaledwie dziewięć miesięcy, kiedy zadebiutowały na ekranie. Teraz mają 29 lat i prowadzą własną, wartą miliard dolarów, markę oraz projektują ubrania dla Michelle Obamy, Julianne Moore i Lauren Hutton. A to tylko początek listy.
21.07.2015

Projektantki. Ikony. Zagadki. Mary-Kate i Ashley Olsen to chyba najbardziej fascynujące i tajemnicze kobiety w świecie mody. „Trochę skromności jeszcze nikomu nie zaszkodziło”, śmieje się Ashley. Ma tylko 155 cm wzrostu 
i nosi niebieskie plastikowe klapki Adidasa. Jest opatulona pomarańczowym kardiganem The Row – marki, którą tworzy z siostrą. Jej bliźniaczka Mary-Kate zgodnie kiwa głową. Jest niższa od Ashley o 2,5 cm i młodsza o dwie minuty. Cała w czerniach od Marni – to jedyne, co kupuje poza vintage couture.


Nie są identyczne, chociaż w pierwszej chwili trudno je odróżnić. Z czasem okazuje się, że nie są wcale aż tak podobne, jak się wydaje. Ashley jest bardziej otwarta i ma lepszą głowę do interesów, Mary-Kate z kolei – cichsza, ale z większym poczuciem humoru. Roztrzepane włosy i brak makijażu (choć obie noszą imponujący zestaw złotej i diamentowej biżuterii, na przykład czterokaratowy pierścień zaręczynowy od Cartiera, który Mary-
Kate dostała od 45-letniego narzeczonego, Oliviera Sarkozy’ego) sprawiają, że wyglądają na dużo młodsze i bardziej wyluzowane, niż są w rzeczywistości. Jednak nie dajcie się zwieść: Mary-Kate 
i Ashley Olsen stoją na czele multimilionowej firmy Dualstar. „Nawet jako dziecko uważałam się za bizneswoman”, mówi Ashley. I nic dziwnego. Miały zaledwie sześć miesięcy, kiedy 
wygrały casting i tylko dziewięć, gdy rozpoczęły karierę na ekranie. Sławę przyniosła im wspólna rola (zagrały jedną postać) Michelle Tanner w przeboju przełomu lat 80. 
i 90., serialu Pełna chata. W wieku sześciu lat były już właścicielkami własnej firmy producenckiej. Dualstar wyprodukowała szereg filmów z Mary-Kate i Ashley w rolach głównych. Cały świat obserwował na ekranie dorastanie sióstr Olsen, przeżywał ich problemy (w tym walkę z anoreksją Mary-Kate 
i jej związek z tragicznie zmarłym aktorem Heathem Ledgerem). Wreszcie ich nietuzinkowy styl ubierania się dał im status współczesnych ikon mody. Własna kolekcja była więc jedynie kwestią czasu.


Siedzimy w sali konferencyjnej w sercu ich siedziby, mieszczącej się w starym magazynie z czerwonej cegły na skraju West Village (tylko jeden budynek dzieli go od rzeki Hudson). Przestrzeń, w której znajduje się recepcja, jest przestronna i pusta. Podłoga z wypolerowanego betonu, kilka porozstawianych w różnych punktach mebli z połowy XX wieku. Ale to tylko pozory spokoju. Za każdymi drzwiami kryje się kontrolowany chaos – 60 osób prowadzi różne przedsięwzięcia sióstr Olsen. Są to zarówno dwie marki modowe: The Row i Elizabeth & James (nazwa pochodzi od imion rodzeństwa bliźniaczek), a także firma produkująca filmy, gry wideo, wytwórnia muzyczna, wydawnictwo prasowe. Wszystko to daje miliony dolarów zysku rocznie. Bliźniaczki Olsen angażują się w swoje marki na każdym poziomie: są projektantkami, stylistkami, dyrektorkami kreatywnymi i biznes-
women. „My, perfekcjonistki?”, zastanawia się Ashley. „Pewnie można tak o nas powiedzieć. Ale nie mamy obsesji na punkcie kontroli – nigdy nie dajemy się zwariować”, odpowiada Mary-Kate. „Ciężko pracujemy. Ufamy intuicji. Prowadzimy biurowy tryb życia. Oczywiście ciąży na nas duża odpowiedzialność, ale to nie nowość, bo przecież robimy to od lat”.

 

Za kulisami pokazu The Row/ fot. therow.com


Od prawie trzech dekad pozostają w centrum zainteresowania całego świata. Chociaż nigdy o nie 
nie zabiegały, dobrze sobie z tym radzą. Ich działania są harmonijne i eleganckie. Skrupulatnie strzegą też prywatności „Ale przecież korzystamy z Instagrama”, protestuje Ashley. Tak naprawdę jednak to stwierdzenie trochę na wyrost, bo na kontach bliźniaczek Olsen nie znajdziecie zbyt wielu wpisów.


Nawet jeśli kiedyś były figurantkami w imperium wykreowanym wokół ich uroczych osóbek, teraz nie ma wątpliwości, że to one stoją na czele. „Zanim skończyłyśmy 18 lat, wszystko polegało na stworzeniu z nas marki”, mówi Ashley. „Potem chciałyśmy zbudować coś swojego”. Założyły więc The Row. Mary-Kate nazywa je „produktem miłości”. The Row na koncie ma już trzy nagrody od Council of Fashion Designers 
of America, a wiosną ubiegłego roku siostry otworzyły w rodzinnym Los Angeles pierwszy butik. Wreszcie udało im się prześcignąć własną sławę, a przy okazji na nowo zdefiniować pojęcie współczesnego luksusu.


W 2004 roku bliźniaczki Olsen przeprowadziły się z Los Angeles do Nowego Jorku. Studiowały na New York University. Wtedy zaczęła rodzić się idea nowego 
projektu. „Pierwszy raz od dłuższego czasu nie pracowałyśmy. I nagle zobaczyłyśmy niszę na rynku”, mówi Ashley. „Nikt nie oferował czegoś takiego, jak podstawowe elementy garderoby, ale w luksusowym wydaniu. A przynajmniej nie w postaci całej kolekcji. Kiedy projektujemy, nie staramy się 
raz jeszcze wynaleźć koła. Tutaj nie chodzi o trendy, to w ogóle nie nasz kierunek. Najważniejsza jest kobieta, jej sylwetka i proporcje”. Zaczęły od prostego białego T-shirtu – nic wymyślnego, ale za to dopracowanego do perfekcji. Wypróbowały go na koleżankach w różnym wieku i o różnych rozmiarach. Był dobrej jakości i ładnie leżał. W końcu w 2006 roku ruszyła jego produkcja w Los Angeles, cena – 200 dolarów. Wszystko z metką 
The Row jest szyte w USA, z dbałością o najwyższy standard. Kolekcja 
powoli zaczęła się rozrastać o kolejne perfekcyjne elementy. „Liczy się tylko twój styl życia i wygoda”, uśmiecha się Mary-Kate. „Lubimy mówić, 
że luksus to coś, co sprawia, że życie jest łatwiejsze. Dlatego właśnie uważamy się za markę luksusową”.

 

Pierwszy butik The Row w Los Angeles / fot. therow.com


Tworząc nazwę, chciały, by potraktowano je poważnie. Inspirację 
zaczerpnęły z londyńskiej ulicy Savile Row, znanej z perfekcyjnego krawiectwa na miarę. I zamiast wykorzystywać sławę bliźniaczek Olsen, The Row 
zdaje się ją kompletnie ignorować. „Zaczęłyśmy od zadania sobie pytania: czy dobry produkt może się sprzedać bez metki”, mówi Mary-Kate. „Tak naprawdę, zanim wystartowałyśmy, chciałyśmy udawać, że projektuje ktoś zupełnie inny”, dodaje Ashley. „Nie afiszowałyśmy się ze swoim nazwiskiem i dużo czasu upłynęło, zanim zgodziłyśmy się na wywiad czy pokazałyśmy ubrania w magazynach. Chciałyśmy, żeby nasza kolekcja broniła się sama”. Za cel postawiły sobie stworzenie ponadczasowych ubrań i dodatków, które łatwo wkomponować w garderobę. „Subtelność to słowo, które cały czas sobie powtarzamy”, mówi Ashley. „Chodzi o to, aby nie ubrania nosiły ciebie, tylko na odwrót. A we współczesnej modzie o to trudno. Zawsze uważałyśmy, że kobieta najseksowniej wygląda w T-shircie i dżinsach. I to było nasze podejście 
od samego początku. Skromność jest bardzo sexy”.


Dopasowanie do sylwetki było i jest stałym punktem odniesienia 
dla Mary-Kate i Ashley Olsen. Gdy występowały w telewizji, każdy strój trzeba było przerabiać, aby dobrze leżał na ich drobnych figurach. Zmiany kostiumów zaliczały po 20 razy w tygodniu; większość od wielkich marek, jak Chanel czy Marc Jacobs. Chociaż nigdy nie chodziły do szkoły mody, doświadczenia na planie dały im więcej niż dyplomy. „Nauczyłyśmy się wielu rzeczy. Nasiąkłyśmy tym. Wiedziałyśmy chyba wszystko o przerabianiu ubrań na miarę”, wspomina Mary-Kate. Co istotne, projektują dla kobiet dużo starszych od siebie. Częściowo przyczyną jest chłodna kalkulacja (bo kto może sobie pozwolić na takie ubrania?). Ale też na planie dorastały w otoczeniu nie 
rówieśniczek, ale wielu stylowych starszych kobiet. „Kiedy startowałyśmy z The Row, zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że ubrania muszą pasować do każdej figury. Chciałyśmy stworzyć coś uniwersalnego. Teraz znamy nasze klientki – choć bywają wśród nich młode, większość jest między czterdziestką a sześćdziesiątką”. Do grona lojalnych fanek The Row należą kobiety znane, takie jak Julianne Moore, Michelle Obama i Lauren Hutton. Bliźniaczki ubierają też swoją młodszą siostrę, aktorkę Elizabeth Olsen, oraz koleżanki celebrytki, w tym Jessicę Albę 
i Nicole Richie.


Oczywiście trudno mówić o The Row bez podkreślenia wyrafinowania i doskonałości projektów marki. Rzadko widuje się to u młodych twórców. Geniusz kolekcji bliźniaczek Olsen polega na cichym i stonowanym pięknie. Aby zrozumieć te ubrania, musisz ich dotknąć. Albo jeszcze lepiej – po prostu w nie wskoczyć. Ashley mówi zresztą: „Nigdy nie kupiłam nic online”, bo aby coś naprawdę pokochać, musi to poczuć, wziąć do ręki. „Pod tym względem jestem staroświecka”, dodaje. Siostry całą uwagę skupiły na jakości, pomysłowo zestawiając minimalizm i subtelność, a jednocześnie precyzję kroju z innowacyjnymi tkaninami i perfekcyjnym przywiązaniem do detali. Oferują proste i sprawdzone rozwiązania: luźne spodnie, prosta jedwabna bluzka lub koszula zapinana pod szyję, golf w ściegi przypominające warkocze, kaszmirowy sweter, jednorzędowy płaszcz, skórzane legginsy, marynarka jak z mundurka szkolnego, T-shirt z dekoltem w serek. To najlepsza na świecie marka, która oferuje tzw. basics, czyli niezbędne w każdej szafie rzeczy podstawowe, jak golf czy proste spodnie.


Nadzwyczajny gust Mary-Kate i Ashley Olsen widać również w realizacji pokazów. Przypominają one prezentacje haute couture, odbywają się w małych, intymnych przestrzeniach z jeszcze ciaśniejszą, ekskluzywną listą gości. Każde krzesło stoi w pierwszym rzędzie, a projektantki często oglądają pokaz na widowni. „Dobrze to przemyślałyśmy – w ten sposób możemy w pełni cieszyć się tą chwilą”, mówi Mary-Kate. „Nie lubimy chodzić na pokazy. Bardzo ważne jest dla nas zaprezentowanie ubrań tak, aby można je było dokładnie obejrzeć z bliska”.


Po naszej rozmowie siostry Olsen wylatują do Los Angeles na ślub przyjaciółki (oczywiście to one zaprojektowały jej suknię). „Realizujemy też projekty na zamówienie”, mówi Mary-Kate. „Zwykle dla klientów, których dobrze znamy. Zresztą wiele rzeczy pojawiających się na wybiegu – nawet te unikatowe – szyjemy na miarę”. 
W najbliższej przyszłości chciałyby rozwinąć markę: nie wykluczają 
linii męskiej, butów i bielizny (Ashley określa ją słowem „fundamenty”). Jak wyobrażają sobie przyszłość The Row za 10 lat? „Będziemy wtedy około czterdziestki. Co nam będzie wtedy chodzić po głowach? Kto to wie?”, zastanawia się Ashley. „Może kiedyś rozważymy oddanie marki w czyjeś ręce… ale myślę, że wciąż wiele przed nami”, odpowiada Mary-Kate. „Najpierw same podejmiemy ryzyko. Po prostu jesteśmy odpowiedzialne”.

 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie