24h z Karlem Lagerfeldem
Karl Lagerfeld / fot. Getty Images

24h z Karlem Lagerfeldem

20 gazet dziennie, 10 puszek Coca-Coli light, 7 godzin snu, 2 kucharzy, każdy na połowę tygodnia, 40 zdjęć wysyłanych iPhone'em, 40-50 rozmów przez telefon, 2 kierowców, kilka samochodów.
14.02.2016

8.00 Śpię siedem godzin. To moja stała norma. Jeśli kładę się o drugiej, to budzę się o dziewiątej. Nie wcześniej. Choćby się paliło i waliło, ja i tak nie obudziłbym się wcześniej. Muszę przespać swoje siedem godzin. Do snu wkładam białą, długą do kostek popelinową koszulę nocną. Uszyła ją dla mnie słynna, licząca już ponad sto lat angielska firma Hilditch & Key, wzorując się na XVII-wiecznej klasycznej męskiej koszuli nocnej, którą kiedyś oglądałem w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie.
Zaraz po wstaniu z łóżka siadam do śniadania. Wypijam dwa koktajle proteinowe o smaku czekoladowym – oczywiście, bez cukru – przygotowane według przepisu mojego lekarza i zjadam jabłka gotowane na parze. To mój cały poranny posiłek. Nigdy nie piję niczego gorącego. Może to dziwne, ale nie lubię ciepłych napojów. Zamiast kawy czy herbaty od rana do wieczora piję Coca-Colę light. Po śniadaniu siadam we wnęce przy oknie z widokiem na Luwr i Sekwanę i czytam. Czytam, przeglądam, rysuję. I śnię na jawie – to też jest ważne. Oczywiście, są też sny w nocy, ale tych mam niewiele. Czytam francuskie, angielskie, niektóre amerykańskie i niemieckie gazety. Często sięgam po dziennik Woman’s Wear. Zdecydowanie wolę czytać gazety w tradycyjnej, papierowej wersji.

 

11.00 Czeszę i układam włosy – nie cierpię, kiedy opadają mi na twarz, gdy szkicuję. Tak naprawdę moje włosy nie są białe, a raczej szarawe. Nie lubię tego koloru. „Wybielam je” suchym szamponem Klorane. To najlepsza metoda, bo dzięki temu moje włosy są też zawsze czyste.

 

12.00 Nie kąpię się ani nie ubieram aż do popołudnia, bo szkicowanie i malowanie to brudne zajęcie. Chodzę więc w koszuli nocnej, która zamienia się w fartuch malarski. Po pracy wrzucam ją do prania. Koszule, pościel i szlafroki zmieniam codziennie. Lubię, kiedy wszystko można uprać i umyć – łącznie ze mną samym. Uwielbiam antyczne koronki i prześcieradła, pikowane narzuty. Wszystko musi być białe i czyste. Na białym nic się nie ukryje. Większość ludzi nie używa takich tkanin i pościeli, bo są trudne i drogie w utrzymaniu. Ale za to jaka to przyjemność położyć się w świeżo wyprasowanej, długiej, białej koszuli w pięknym łóżku z czystą, piękną pościelą i pięknymi poduszkami. Wszystko jest idealnie gładkie. Wspaniałe uczucie. Jeśli koniecznie chcecie wiedzieć, to kiedy już skończę poranną pracę, moczę się w wannie. Kiedyś używałem mojego ulubionego płynu do kąpieli marki Shu Uemura, jednak już go nie produkują. Ale odkryłem – liczący już sto lat! – francuski produkt zmiękczający wodę. Wlewam do wanny pół butelki. Rzadko ćwiczę, bo mój lekarz twierdzi, że nie jest to konieczne. Trenowałem dużo, kiedy byłem bardzo młody, a to, co robisz w młodości, procentuje przez resztę życia. Mam giętkie ciało, więc nie dokuczają mi dolegliwości, jak tym, którzy zaczęli ćwiczyć w późniejszym wieku. Potem ubieram się w mój uniform. Ostatnio jest to marynarka z długimi połami uszyta specjalnie dla mnie przez dom Diora – ale nie taka, jaką zakłada się na śluby, moja jest tweedowa – lub druga marynarka z nowej regularnej kolekcji Diora. Kupiłem ich pięć, więc wszyscy myślą, że codziennie noszę tę samą, choć przecież każdego dnia zakładam inną. Do tego noszę dżinsy z mojej najnowszej kolekcji. Są ciemnoszare, z czarnym nadrukiem z moim profilem. Ale trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby go zauważyć. Moja garderoba jest tak pełna, że mogę się ubrać tylko w to, co wisi z brzegu czy leży na samym wierzchu. Ciągle trzymam ubrania od Diora sprzed 10 lat, ale myślę, że oddam je z powrotem do Diora jako eksponaty muzealne. Mam naprawdę unikalne sztuki odzieży, ale wiem, że i tak nigdy już ich nie założę. Życie poszło do przodu. To tak jak z faksem. Kiedyś wysyłałem mnóstwo faksów, a dziś już nikt tego nie robi. Nie jadam obiadów, ale kiedy już robię wyjątek, proszę, aby mi go tu przyniesiono. Mam dwa domy: ten jest do spania i rysowania. Chociaż jest tu dużo miejsca, ten dom jest tylko dla mnie. Parę metrów dalej mam drugi dom, w którym jadam kolacje, spotykam się z ludźmi. Tam jest mój kucharz i cała świta. Nie chcę tego mieć tutaj. Jeśli czegoś potrzebuję, to do nich dzwonię. Są tuż obok, więc szybko przychodzą. Tam też jest moje studio i biuro. Nie chcę, żeby goście czy pracownicy kręcili mi się po tym domu. Wszystko dzieje się tam obok.

 

16.00 Mam dwóch kierowców i kilka samochodów. Jeden kierowca rano robi zakupy i kupuje gazety. Drugi, Sebastien, jest również moim sekretarzem. Rano ma wolne, zaczyna popołudniu i pracuje do późna wieczorem. Po drodze do studia Chanel lubię rozejrzeć się po Paryżu. To miasto nigdy mnie nie męczy. Mam wrażenie, że mnóstwo ludzi ciągle rozmawia przez telefon i nie zauważa, co dzieje się dookoła. Ja lubię obserwować. Zaglądam do mojej ulubionej księgarni Galignani, potem do salonów Chanel, do Colette, czasem do męskiego sklepu Diora. Nie odwiedzam zbyt wielu sklepów.

 

17.00 Do studia docieram późnym popołudniem, bo chcę, aby to moi zastępcy kierowali zespołem w ciągu dnia. Gdybym cały czas był na miejscu, nie nadzorowaliby pracy. Jestem więc tam od piątej do ósmej, wpół do dziewiątej. Jestem dobrze zorganizowany. Najchętniej rysuję rano, wieczorem i w weekendy, wszystkie projekty wysyłam przez iPhone’a. Nie siedzę w studiu i nie upinam tkanin na manekinach – moja praca jest koncepcyjna.

 

21.00 Kolacja zależy od dnia. Rzadko umawiam się na mieście, bo zawsze się spóźniam. Jestem tak pochłonięty pracą, która daje mi tyle przyjemności, że po prostu nie mam ochoty i siły na wieczorne spotkania towarzyskie. Mam to za sobą: ludzie, z którymi kiedyś się spotykałem, już nie żyją lub gdzieś przepadli. Czasem idę do La Maison du Caviar, ale przeważnie jem kolację w domu przy Rue des Saints-Pères, a potem wracam do siebie. Nienawidzę słowa rutyna. Ale jeszcze bardziej nie znoszę, gdy muszę co chwilę nerwowo spoglądać na zegarek i potem w pośpiechu przebierać się, by zdążyć na ważną kolację. Każda kolacja jest ważna. Powinno się ją zjeść. Ale wychodzeniem jestem już zmęczony. W swoim czasie bywałem tyle, że mi wystarczy. To, jak się relaksuję, zależy od tego, jak bardzo jestem zmęczony. Czasem trochę czytam. Ostatnio bawię się z moją kotką Choupette. Kotka zawsze jest w domu, a kiedy wychodzę, zajmuje się nią moja gospodyni. Choupette jest jak drogocenny bibelot: nigdy nie wychodzi na ulicę, nie bywa w innych domach ani miejscach. Jest rozpieszczoną księżniczką.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie