Wszystko się może zdarzyć, czyli kosmetyki przyszłości
fot. Donna Trope / Trunk Archive

Wszystko się może zdarzyć, czyli kosmetyki przyszłości

W przyszłości kosmetyki, jak superbohaterowie, zyskają nowe moce. Jakich rewolucji możemy się spodziewać?
01.03.2019

Ze skórą jak z dzieckiem – twierdzi mój rozmówca, Zbigniew Majka. Przede wszystkim trzeba je wykąpać, nakarmić i napoić, a dopiero potem wybierać nowoczesne zabawki. Chodzi tu o składy kosmetyków, których podstawą są substancje nawilżające, natłuszczające i ochronne, a dopiero potem te niezwykłe, które potrafią wygładzić zmarszczkę lub odbudować podściółkę tłuszczową tam, gdzie jej brakuje. Ekspert nie pozostawia wątpliwości: w kosmetykach będzie się działo dużo i ciekawie. 

Louis Vuitton wprowadza do sprzedaży nowy dodatek ze słynnym monogramem.

 

ILONA RECHNIO: Czy to prawda, że za chwilę to nie człowiek, ale robot będzie projektował skład kremu?

ZBIGNIEW MAJKA: To już się dzieje. Termin „robot” zawęziłbym do dobrze napisanego algorytmu. Dzięki niemu komputer bada i projektuje peptydy, czyli organiczne związki chemiczne. Wyszukuje je spośród niezliczonej ilości dostępnych cząsteczek i sprawdza, czy pasują do konkretnej komórki w skórze i jak działają.

Coraz częściej słyszymy o probiotykach, komórkach macierzystych i innych rewelacjach w kremach. Co z tego ma sens?

Według prawa w kremie nie wolno stosować żywych komórek. Więc ani komórki macierzyste, ani probiotyki, czyli bakterie, nie mogą się znaleźć w kosmetyku. Za to wolno używać prebiotyków, a więc tego, czym się żywią dobre bakterie tworzące mikrobiom skóry. Są to cukry, na przykład inulina pozyskiwana z cykorii. Mikrobiom jest ważny dla zdrowia skóry i jej odporności. Kiedy ta ostatnia spada pod wpływem wahań hormonalnych, skóra nie wytwarza odpowiedniej ilości prebiotyków. Warto więc dostarczyć je wraz z pielęgnacją. Najlepszym składnikiem jest guma arabska, zwana też senegalską. Jej nazwa wzięła się od akacji, drzewa rosnącego w Senegalu, a sam składnik, przypominający klej w kremach, pełni podwójną funkcję: prebiotyku i zagęstnika.

Co więc znajdzie się w kremie za dziesięć lat?

To będzie zależało od regulacji prawnych. Na razie w ustawie o kosmetykach najwięcej jest zakazów. Nie można stosować hormonów, żywych komórek ani komórek macierzystych, ale… można wykorzystywać czynniki wzrostu, czyli białka, nawet ludzkie. Białek nie pozyskuje się jednak od zwierząt, hoduje się je z pomocą bakterii lub roślin, na przykład tytoniu.

Czy bioinżynieria jest nowym supertrendem w kosmetykach?

Tak, czynniki wzrostowe do kremów otrzymuje się już metodami bioinżynieryjnymi i wygląda to następująco: małe organizmy bakterii, które łatwo się mnożą, można zmusić do produkcji substancji, na przykład białka. Bakteria – najczęściej Escherichia coli, znana nam bakteria jelitowa – produkuje wybrany składnik, a potem pozbywa się go, wyrzucając poza swój organizm mało apetyczny szlam. Później trzeba go rozetrzeć i metodami wydzielić z niego szlachetną substancję, co jest kosztowne. Na razie to „ekskluzywna” metoda pozyskiwania białek, w przyszłości będzie powszechniej stosowana i przez to pewnie tańsza.

Czynniki wzrostu w kremie jakie mają zadanie?

Stymulują podziały komórek, a więc ujędrniają i zagęszczają skórę. U człowieka czynniki wzrostowe wydzielane są w czasie życia płodowego. Dodane do kremu wpływają na elastynę i kolagen – najważniejsze dla młodego wyglądu cery. Składniki te bardzo lubią wodę, więc działają najskuteczniej w środowisku wodnym. Dlatego nie wierzę w kremy z czynnikami wzrostu. Krem zawiera fazę tłuszczową, więc białko zostanie na powierzchni skóry i żaden z niego pożytek.

A jeśli taki kosmetyk byłby w żelu?

Jak najbardziej. W składzie skóry większość stanowi woda. Jeśli więc chcemy wprowadzić do skóry białko, potrzebujemy żelu, serum lub ampułki. A jeśli składnik tłuszczolubny, to specjalnych aktywnych cząsteczek, które przeniosą go w głąb skóry.

Mówi pan o kremach, które zawierają nanocząsteczki?

Tak, czyli micele o niewielkich rozmiarach, które przenoszą składniki aktywne z kremu bardzo głęboko, nawet do skóry właściwej.

Kendall Jenner nie rozstaje się z tym balsamem do ust.

Za kilka lat będziemy mieli te same składniki, ale lepsze technologie?

Wszystko zależy od tego, na co nas będzie stać. Na razie wszystkie wysublimowane technologie wiążą się z wyższym kosztem, więc dziś krem z nowymi technologiami miałby cenę dobrego samochodu.

Co jeszcze będzie mógł kosmetyk przyszłości?

Najprościej zamaskować objawy starzenia kamuflażem, czyli kosmetykiem do makijażu. W tym roku pojawił się polimer, który według najnowszej publikacji błyskawicznie pęcznieje w zmarszczkach, a co za tym idzie – wyrównuje je tuż po nałożeniu. Co ciekawe, do tej pory był powszechnie stosowany w pastach do stylizacji włosów. A teraz zbadano go w zupełnie nowym kierunku.

O! Czy coś jeszcze zaskoczy nas w makijażu?

Pigmenty soft focus. Małe cząsteczki, które zmiękczają odbicie światła. Dzięki nim, patrząc na skórę, będziemy mieli wrażenie, jakby była spowita mgłą, w niezwykły sposób rozświetlona. Pigmenty te mają różną siłę rozproszenia. Liczy się wielkość ziarna, geometria cząstek, która daje różne efekty odbicia. Kiedy usypiemy kopczyk z mąki, widać jego brzegi, jest wyraźny, a gdy rozsypie się pigment soft focus, to jakby obraz się rozmazał albo jakbyśmy stracili ostrość widzenia. Wrażenie jest niesamowite.

Maskowanie dla niecierpliwych, a co z długofalową regeneracją? Czy będzie możliwa naprawa DNA skóry?

Tylko sam organizm może naprawić swoje DNA, ale substancjami kosmetycznymi można powstrzymywać uszkodzenia komórek. Przede wszystkim te powodowane przez wolne rodniki. Wolny rodnik sieje spustoszenie w skórze. Na tyle spektakularne, że należałoby je porównać do efektu, jaki daje przyłożenie zapalonego zimnego ognia do rajstopy. Natychmiast pojawiają się w niej dziury.

A czy pielęgnacja może zupełnie wyeliminować szkodliwe wolne rodniki?

Nie ma takiej potrzeby. Przecież organizm też je produkuje i dzięki nim zachowujemy równowagę.
W wyniku reakcji wolnorodnikowych powstają niezbędne do życia substancje. Według badań naukowych osoby, które w nadmiarze biorą suplementy z antyutleniaczami, przestają wytwarzać własne, typu glutation. Dlatego trzeba się chronić, ale bez przesady. Jeżeli skóra jest zaczerwieniona i podrażniona, to znaczy, że nie radzi sobie z wolnymi rodnikami. Poza tym smog przenika do skóry i też generuje aktywne cząsteczki tlenu. Najlepszą bronią w kosmetykach jest witamina E, ale tylko w postaci tokoferolu albo, jeszcze lepiej, tokotrienolu. Ma wtedy najsilniejsze działanie. Neutralizuje wolne rodniki i jednocześnie usuwa komórki uśpione. Trzeba je eliminować, by nie mutowały, one również sprawiają, że skóra gorzej wygląda. Naturalnym superwymiataczem wolnych rodników jest występujący w melonie enzym o nazwie dysmutaza ponadtlenkowa. Jeszcze nie ma go w kosmetykach, ale to kwestia czasu.

A co pan przewiduje w sprawie delikatnej skóry pod oczami?

Problemem dojrzałej cery są przepukliny tłuszczowe na powiekach. Zwykle usuwa się je w trakcie procedur chirurgicznych. Nieestetycznie wyglądają, i mam nadzieję, że w przyszłości powstanie kosmetyk, który będzie rozpuszczał cząsteczki tłuszczu w skórze.

Co jest technologią przyszłości?

Kremy to jedna z form leków, więc myślę, że technologie stosowane w farmacji będą częściej wykorzystywane do produkcji kosmetyków. Ciekawe rzeczy już się w tej dziedzinie dzieją. Niektóre leki przeciwbiałaczkowe po odstawieniu powodują repigmentację włosów. Powstały nawet publikacje naukowe na ten temat, wciąż jednak nie wiadomo, jaki mechanizm wywołuje ciemnienie. Gdyby udało się stworzyć bezpieczną substancję, która dawałaby efekt całkowitego odsiwienia włosów, to byłoby coś! Na razie pojawiły się peptydy, które mają podobne, choć delikatniejsze działanie. Są już w ofercie firm sprzedających surowce kosmetyczne, ale obecnie to bardzo drogie składniki. Sam pracuję nad obiecującą substancją. Kto by się spodziewał, że w najzwyklejszej koniczynie jest związek o działaniu odsiwiającym? A jednak. Jego nazwa to pratol i wkrótce może się okazać przełomem w pielęgnacji siwych włosów.

Emolienty wewnętrzne – co to takiego?

W skórze panuje ład i porządek. Dlatego lipidy i ceramidy w naskórku porównuje się do muru z zaprawą. Substancje te tworzą bardzo uporządkowane struktury, a pod mikroskopem wyglądają jak przekrój przez pęk ściśniętych ołówków. Kiedy skóra jest przesuszona, podrażniona, te struktury lipidowe zmieniają porządek. Między ściśle przylegającymi do siebie czwórkami powstają dziury i rozpoczyna się ucieczka wody z naskórka. Są pewne emolienty, które przywracają skórze pierwotny porządek. Efekt ich aplikacji jest taki, że nawet po umyciu cera pozostaje elastyczna i nawilżona, nie ma mowy o ściągnięciu. Dla producentów to na razie temat zbyt trudny marketingowo i chyba dlatego jeszcze nie ma formuł opartych na działaniu emolientów wewnętrznych.

Czy możemy się spodziewać nowej kosmetycznej broni przeciw zmarszczkom?

Teraz rozpycha się je tłuszczem. Dostępne są już składniki, dzięki którym skóra produkuje komórki tłuszczowe. A że mają one większy rozmiar niż komórki kolagenu i elastyny, łatwo się domyślić, że w miejscach załamań, bruzdek, głębszych linii dochodzi do rozpulchnienia. Zmarszczka po prostu zostaje wypchnięta. To efekt tak zwanego plumpingu. Składników tych używa się też na ciało, biust i pośladki. Nawet dłonie można w ten sposób odmłodzić. Na młodych rękach nie widać kości czy żyłek, niestety z czasem tłuszcz zanika, kości i naczynia stają się widoczne, a kuracje odchudzające tylko pogarszają sprawę. Ciekawe, że w naturze można znaleźć substancję o podobnym działaniu. Jest to olej z gałki muszkatołowej, który powoduje odkładanie tkanki tłuszczowej. Tyle że w składnikach roślinnych, w przeciwieństwie do syntetycznych, nie ma standaryzacji. Nie wiadomo więc, ile substancji aktywnej jest w oleju. Tu wszystko zależy od pogody, warunków i danego zbioru. Kosmetyk oparty na ekstraktach roślinnych może mieć co roku inny skład, raz mocniejszy, raz słabszy. To jest niestety wada naturalnego składu.

Co jest największym marzeniem naukowca, który opracowuje formuły kosmetyków. Krem jak skalpel?

Najwięcej kłopotów sprawia skóra na szyi. Nie ma, jak do tej pory, sposobu, by zmniejszyć ilość wiotkiej tkanki, i spowodować, żeby odzyskała gładkość. Podobnie jest ze skórą na brzuchu, która po diecie albo porodzie nie wraca do poprzedniego stanu. W tych dwóch obszarach wciąż rządzi chirurgia. Mam nadzieję, że już niedługo. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie