Pokaz kolekcji Alexandra McQueena na sezon wiosna-lato 2027 miał wyznaczyć nowy początek w historii marki. Sposób, w jaki publiczność i branża zareagowały na projekty, nie wróży niestety najlepiej przyszłym sukcesom domu mody.
Współcześni projektanci zatrudniani w rolach dyrektorów kreatywnych wielkich marek modowych mierzą się z wyzwaniem wręcz niemożliwym do spełnienia. Z jednej strony wymaga się od nich zadowalających, o ile nie spektakularnych, wyników finansowych. Sukces komercyjny jest tu kluczowy – wielka moda to w końcu przede wszystkim biznes. Z drugiej strony ich kolekcje porównywane są do pokazów, które pojawiały się na wybiegu danej marki na przełomie wieków. Jednego z drugim zazwyczaj nie da się połączyć.
Niezwykle wysoko zawieszono poprzeczkę Seanowi McGirrowi, projektującemu już od czterech sezonów dla Alexandra McQueena. Jego kolekcja na wiosnę-lato 2027 miała być dla brandu zarówno powrotem do formy, jak i do domu – Londynu. Zdaje się jednak, że magii McQueena zwyczajnie nie da się odtworzyć w 2026 roku.
Alexander McQueen wraca do domu
Po latach wystawiania się w Paryżu spółka Kering postanowiła, że najwyższa pora, aby Alexander McQueen wrócił do korzeni, czyli do Londynu. Wieści te wywołały niemałą ekscytację nad Tamizą; przez lata obawiano się, że wielka moda bezpowrotnie wyprowadzi się ze stolicy Wielkiej Brytanii.
Pierwszy rząd pokazu po brzegi wypełniony był przez przedstawicieli brytyjskiej śmietanki towarzyskiej. Florence Welch, Florence Pugh, Alexa Chung, Emilia Clarke, Emma Corrin – wszystkie czekały, aby na własne oczy zobaczyć nową erę McQueena. Widownia na żywo nie kryła oczywiście ekscytacji. Ci, którzy pokaz oglądali w domach, pozwolili już sobie na większą dozę krytyki.
Hasło „McQueen” przywodzi na myśl fantazyjne kształty, uważnie zaplanowaną scenerię i charakterystyczną teatralność pokazu. Nie na darmo o jego kolekcjach po dziś dzień uczą się wszyscy studenci mody: Highland Rape, Platos Atlantis, niepodrabialne VOSS. Dziś na takie przedsięwzięcie nie ma już ewidentnie ani budżetów, ani sił kreatywnych. Jedynym świetnym elementem kolekcji wiosna-lato 2027 były peruki uformowane na kształt posrebrzanych rogów. Cała reszta była niestety rozczarowująco bezpieczna. Jeden z komentatorów internetowych stwierdził nawet, że prezentowane w kolekcji suknie, choć przyjemne w odbiorze, bardziej przypominają Marchesę niż McQueena. Auć.
Alexander McQueen wiosna-lato 2027
Jak wygląda przyszłość Alexandra McQueena?
Znawcy i krytycy modowi od lat stawiają pytanie, czy instytucja dyrektora kreatywnego w branży modowej nie jest aby anachronizmem. Sarah Burton latami podtrzymywała ducha Alexandra McQueena po śmierci założyciela marki. Sean McGirr reprezentuje już nowe pokolenie. W idealnych warunkach dyrektor kreatywny sam w sobie jest osobowością medialną. Wystarcza mu nie tylko etyki pracy i talentu twórczego, ale też charyzmy, aby skutecznie sprzedać wizję domu mody. Po obejrzeniu jakiejkolwiek rozmowy z Seanem McGirrem trudno niestety nie dojść do wniosku, że brakuje mu smykałki showmana.
W rozmowie z „Harper’s Bazaar France”, chwilę po pokazie, McGirr opowiadał o swoich inspiracjach klasycznym malarstwem rozwieszonym w National Gallery w Londynie. Brzmiał niestety jakby recytował zapamiętaną zawczasu formułkę i sprawiał wrażenie po prostu przemęczonego. Sądząc po tym, jak jego kolekcja odbierana jest na forach internetowych, ta energia rozlała się na tworzone przez niego sylwetki.
Jak zawsze jedynym liczącym się krytykiem będą kupujący. Nam pozostaje trzymać kciuki za sukces.
