Jonathan Anderson, dyrektor kreatywny Diora, największego domu mody haute couture, na co dzień wybiera biały T-shirt i przetarte spodnie. Śni o krynolinach, biega po Paryżu w najprostszym sportowym obuwiu. Jego szara codzienność fascynuje fanów.
Jeśli w ciągu ostatnich 12 miesięcy wasz algorytm w mediach społecznościowych doszedł do wniosku, że należycie do insiderów świata mody, niewykluczone, że trafiliście na nagranie z Jonathanem Andersonem w roli głównej. Na filmie pojektant wybrany na kontynuatora spuścizny Christiana Diora stoi nad kamiennym brzegiem Sekwany z papierosem w dłoni. Anderson nie wiedział, że jest nagrywany. Wiele osób z branży zobaczyło w Brytyjczyku bratnią duszę.
Projektant wygląda, jakby nie przespał nocy, a o ósmej rano musiał stawić się w biurze bezdusznej korporacji. Ma na sobie czarną bluzę, spod której wystaje biały T-shirt, a do tego wygniecione szare jeansy i białe obuwie sportowe. Powiązanie Andersona z modą zdradza tylko niebieska tote bag z nadrukowaną okładką „Ulissesa” Jamesa Joyce’a.
Prostym wideo wizjoner marki przynoszącej co roku przychody rzędu dziesiątek miliardów dolarów, wkupił się w łaski internautów. „Nasza diwa jest zmęczona”, „Potrzebuje drzemki i to już”, „Czuję się tak samo”, „To ja tydzień po tym, jak dostałam pracę, o której marzyłam”, komentują na TikToku.
Mając jednak na uwadze osiągnięcia Andersona, należy postawić pytanie, czy wiralowe wideo swój sukces zawdzięcza urokowi osobistemu projektanta, czy sprytnej strategii marketingowej.
@nssmagazine Jonathan we feel you… it’s hard seeing your friends on vacation while you’re still in town working 😔 🎥 @Extravagant Magazine #fashiontiktok #tiktokfashion #jonathananderson #jwanderson #dior #diormen #meme #summer #job #work #office ♬ gymnopédie no.1 - Edits
Szewc bez butów chodzi? Jonathan Anderson kocha pracę projektanta mody, ale w osobistym stylu unika przesady
Czy ktoś, kto spędza niemal każdą godzinę dnia na przetwarzaniu docierających zewsząd inspiracji, aby następnie przełożyć je na 10 (sic!) kolekcji rocznie, może jeszcze czerpać przyjemność z komponowania codziennych stylizacji?
Co ciekawe, tę prawidłowość zauważyć można już przy obserwacji studentów kierunków modowych. Bardzo często okazuje się, że projekty wychodzące spod ręki dandysów popadają w banał. Najciekawsze propozycje przedstawi natomiast student ubrany w podziurawiony sweter.
Nieprzypadkowo ostatnią osobą, której grozi hipochondria, jest pielęgniarka. Przedstawicielki tego zawodu opiekują się innymi, odkładając na później własne badania. Piszę to jako dumny, choć czasem zaniepokojony, syn jednej z nich.
Niewykluczone, że życie zawodowe Andersona całkowicie rozlało się na sferę prywatną. Projektant sam zresztą otwarcie przyznaje, że kocha to, czym się zajmuje. Często to jego współpracownicy muszą mu przypominać, że już pora opuścić biuro.
Osobisty styl Jonathana Andersona
Jonathan Anderson postrzega siebie jako rzemieślnika, a nie artystę
Niezależnie od tego, czy wspomniane wcześniej nagranie było dziełem przypadku, jedno jest pewne – Anderson od lat konsekwentnie kreuje swój wizerunek. W codziennych stylizacjach z jeansowymi koszulami i butami trekkingowymi Salomona pokazuje się nawet na okładkach magazynów, chociażby pierwszego wydania „System” z 2026 roku. A jako że za obiektywem stanął Juergen Teller, roboczy strój Andersona podbijało dodatkowo tło –opadający tynk, rury, toaleta, w której głębię bohater intensywnie się wpatruje.
Czy czerpiąc garściami z roboczej estetyki, Anderson padł ofiarą współczesnej wersji chłopomanii? Przed pochopnymi wnioskami chroni nas biograficzna perspektywa Andersona.
Pochodzący z Irlandii Północnej, studiujący w podzielonym klasowo Londynie chłopak, nauczył się postrzegać modę przede wszystkim jako rzemiosło. Nie widzi w sobie natchnionego artysty, który pracą by sobie rąk nie ubrudził. Stanowisko w Diorze niewiele w tej kwestii zmieniło. Niech za puentę posłuży wypowiedź z wywiadu przeprowadzonego dla „System” przez Tima Blanksa.
„I don’t go in as the couturier each morning. As much as people probably would love it if it was that. It’s not. As my dad would say, it’s very rag trade”.
