Równonoc jesienna oznacza równowagę sił w budowaniu współczesnych relacji

Równonoc jesienna oznacza równowagę sił w budowaniu współczesnych relacji

Równonoc jesienna rozpoczyna czas Wagi – znaku, który w astrologii wiąże się z partnerstwem, relacjami i poszukiwaniem równowagi. To moment, w którym natura na chwilę pokazuje nam idealny balans między światłem i ciemnością, przypominając, że żadna równowaga nie jest dana raz na zawsze.

Wszyscy wiemy, czym jest równonoc. To czas, kiedy długość dnia zrównuje się z długością nocy, i dzieje się to dwa razy do roku, wiosną i jesienią. Natomiast w ścisłym tego słowa znaczeniu równonoc nie jest określeniem dnia i nocy. Tak naprawdę równonoc to ułamek sekundy, w którym środek tarczy Słońca przecina równik nieba. Ledwo uchwytny, ulotny moment, po którym wahadło cykliczności zaczyna się przenosić w stronę jasności lub – tak jak w tym tygodniu – ciemności.

Czy to nie paradoks, że tak dużo mówi się w kontekście dbania o nasz dobrostan o czymś tak trudnym do odnalezienia jak balans? We wszystkim chcemy równowagi: między pracą a czasem wolnym, między wysiłkiem a regeneracją, ilością białka, węglowodanów i tłuszczów w posiłkach, no i oczywiście w relacjach. Czy jest tu ktoś, kto nie chce, żeby jego relacje były partnerskie? Jeśli jesteś jedną z tych wyjątkowych osób, możesz przestać czytać, bo to nie jest materiał dla ciebie.

Waga to znak partnerstwa, ale nie w sensie sztywnego podziału po połowie. To znak, który każe nam nieustannie sprawdzać, czy to, co dajemy, i to, co dostajemy, wciąż się ze sobą zgadza. Nie raz na zawsze, lecz przez cały czas.

Jak budować relacje?

Waga jest nazywana najbardziej cywilizowanym ze znaków zodiaku. Słońce w tym odcinku nieba przypomina nam o tym, jak ważne są dla nas relacje i branie pod uwagę potrzeb osób, które nas otaczają. To czas na sprawdzenie, gdzie potrzebujemy zadbać o balans w partnerstwie, ale mam poczucie, że w dzisiejszych czasach jest to dużo trudniejsze.

Jeszcze pokolenie temu podział ról w relacjach był w dużej mierze określony. Wiadomo było, kto zarabia, kto zajmuje się domem, kto podejmuje decyzje, a kto się do nich dostosowuje. Było oczywiste, że jeśli jesteś kobietą, urodzisz dzieci i będziesz się nimi zajmować, a jeśli chcesz przy tym pracować zawodowo, musisz wymyślić, jak to ze sobą pogodzić. Jeśli zostałaś babcią, nikt nie miał wątpliwości, że będziesz zajmować się wnukami. Absolutnie nie twierdzę, że był to dobry model, ale był jasny. Nawet nie trzeba było się nad tym zastanawiać, bo był z góry narzucony.

Fot. kebudfam, Getty Images

Dziś żadna z nas za nic nie odda swojej niezależności. Wybrałyśmy ją i wypracowałyśmy sobie, łącząc ze sobą wiele różnych ról jednocześnie. Oczywiście było to cholernie trudne, ale oto jesteśmy: wykształcone, z własnymi dochodami, mieszkaniami, samochodami, karierami, dziećmi, piękne, zadbane i wolne. Mamy luksus, o którym nasze babcie nie mogły nawet marzyć. Jest tylko jedno „ale”. Jak w tym wszystkim budować teraz relacje?

Dzisiejsze relacje to totalny ewenement, bo my, kobiety, wchodzimy w nie z równej, a często nawet lepszej pozycji materialnej i mentalnej niż mężczyźni, ale bez gotowego scenariusza. Wchodząc do relacji, musimy więc odpowiedzieć sobie na pytania, których poprzednie pokolenia w ogóle nie musiały zadawać. Kto zarabia więcej i co to oznacza dla podejmowania decyzji finansowych? Kto bierze na siebie niewidoczną pracę emocjonalną, czyli pamiętanie o urodzinach teściowej, planowanie wakacji i rozpoznawanie, kiedy druga osoba ma gorszy dzień? Kto się dostosowuje, kiedy trzeba przeprowadzić się dla czyjejś kariery? Gdzie będziemy mieszkać? Kto i jak długo zostanie z dziećmi w domu? Kto ugotuje obiad, żeby druga osoba mogła poświęcić czas na swoje hobby?

To wymaga znacznie więcej rozmów i ustaleń niż kiedyś, a my nie jesteśmy do tego przygotowani, bo nie miał nas kto tego nauczyć. Poruszamy się więc po dość grząskim gruncie, gdzie bardzo łatwo operować starymi, znanymi schematami naszych rodziców, co nieuchronnie prowadzi do przeciążeń i konfliktów. Dlatego myślę, że symbolika Wagi to nie jest stan osiągany raz na zawsze, tylko praktyka, do której musimy wracać każdego dnia.

Równowaga jako czynność, nie stan

Największym błędem popełnianym w myśleniu o równowadze w relacji jest traktowanie jej jako celu podróży. Jakby istniał moment, w którym w końcu wszystko się ułoży i nie trzeba już będzie o nic pytać. Jeśli byłaś w jakiejkolwiek relacji dłużej niż miesiąc, bardzo dobrze wiesz, że ludzie się zmieniają, ich potrzeby się zmieniają, okoliczności się zmieniają. Coś, co było w miarę równym podziałem obowiązków rok temu, dziś może być źródłem cichej frustracji, bo jedna osoba awansowała, druga zmieniła priorytety, a nikt tego głośno nie powiedział.

Fot. Tatiana Maksimova, Getty Images

Dlatego zamiast szukać stałej równowagi, warto szukać rytmu regularnego sprawdzania, czy wciąż jest dobrze. Nie musi to być formalna rozmowa przy świecach. Czasem wystarczy jedno szczere pytanie zadane przy kolacji: czy wciąż czujesz, że to, co robimy, jest dla ciebie okej? To pytanie samo w sobie jest aktem równowagi, bo pokazuje, że nikt nie zakłada, że sprawa jest zamknięta.

Co z tym zrobić w praktyce?

Jeśli ostatnio miałaś wrażenie, że coś w twojej relacji przestało się zgadzać, to prawdopodobnie tak właśnie jest. Nie musisz od razu wiedzieć, co dokładnie się zmieniło. Wystarczy mówić o tym głośno, zamiast czekać, aż samo się wyrówna. Ach, i oczywiście nie mam na myśli wyłącznie relacji romantycznych. To samo dzieje się przecież z naszymi relacjami z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi czy współpracownikami.

Warto też pamiętać, że równowaga nie oznacza identyczności. Nie chodzi o to, żebyście oboje robili dokładnie tyle samo w każdym obszarze. Chodzi o to, żeby całość, którą wspólnie budujecie, wydawała się sprawiedliwa dla obu stron, nawet jeśli poszczególne elementy są rozłożone nierówno.

Równonoc przypomina nam dwa razy w roku, że równowaga jest możliwa, ale tylko na chwilę, zanim znowu zacznie się przesuwać. Może właśnie dlatego działa tak dobrze jako symbol relacji: nie po to, żeby nas rozczarować tym, że nic nie trwa wiecznie, ale po to, żeby przypomnieć, że utrzymywanie równowagi to coś, co robimy, a nie coś, co raz osiągamy, po czym o tym zapominamy.

Maria  Szymczyk (Astro Pogoda)

Astrolożka i przedsiębiorczyni, absolwentka psychologii społecznej na Uniwersytecie SWPS. Astrologii uczyła się m.in. w Astrology University oraz u amerykańskiego astrologa Chrisa Brennana. Pięć lat temu stworzyła markę Astro Pogoda, żeby dzielić się z polskimi odbiorcami astrologią na międzynarodowym poziomie. Doświadczenie w biznesie i wiedza psychologiczna sprawiają, że traktuje astrologię jako praktyczne narzędzie do nawigowania w rzeczywistości. Specjalizuje się we wspieraniu klientów na ścieżkach zawodowych i rozwojowych. W swojej pracy łączy najbardziej tradycyjne hellenistyczne techniki astrologiczne ze współczesną wiedzą, aby umożliwiać podejmowanie świadomych decyzji i wzmacniać poczucie sprawczości.

Udostępnij