Włoszki nie boją się koloru. Najlepsze stylizacje z tygodnia mody w Mediolanie

Włoszki nie boją się koloru. Najlepsze stylizacje z tygodnia mody w Mediolanie

Jednym z najciekawszych zajęć w trakcie miesiąca mody jest obserwowanie, jak ubierają się bywalczynie pokazów w każdym kolejnym mieście. Po Nowym Jorku w wydaniu preppy i eksperymentalnym Londynie przyszła wreszcie pora na Mediolan – kolorowy, tętniący życiem, ogólnie rzecz ujmując - na bogato.

Wrześniowy miesiąc mody miał w tym roku wyjątkowo powolny start. Powodów do zachwytów dostarczyła nam w Nowym Jorku przede wszystkim Magda Butrym, w Londynie mogliśmy natomiast liczyć na Simone Rocha. Na szczęście nastał już czas Mediolanu, a wraz z nim pokazy wszystkich najważniejszych marek, na które czekaliśmy z utęsknieniem. Również pod względem stylu ulicznego Włochy okazały się najbardziej interesujące.

Na pierwszy plan wychodzi przede wszystkim kolor. Rodowite Włoszki nigdy nie bały się soczystych barw, które ściągały spojrzenia, a tydzień mody jest idealnym pretekstem, żeby wyciągnąć z szafy najbardziej nieoczywiste zestawienia.

Lekcja z Mediolanu: chowamy metki

Co ciekawe, i co wyróżnia akurat Mediolan na tle poprzednich tygodni mody z tego sezonu, na ulicach zauważyliśmy wyjątkowo mało printów z monogramem czy „oblogowanych” pasków i innych dodatków. Źle wróży to dla takich marek jak Gucci, które monogramem stoją. Gdzieniegdzie przedzierała się tylko sporadyczna torebka Fendi, która wróciła niedawno do łask pod kierownictwem Marii Grazii Chiuri.

Zobaczcie, jak prezentowały się fashionistki na ulicach Mediolanu podczas tygodnia mody:

Mateusz Dębicki

Redaktor online „Harper's Bazaar Polska”. Absolwent Middlesex University w Londynie na kierunku Fashion Communication. Doświadczenie zdobywał m.in. w redakcjach „Vogue India”, „GQ India” oraz „Wonderland Magazine”. Specjalizuje się w pisaniu o społeczeństwie i kulturze. Od najmłodszych lat entuzjasta sztuki komiksu – w szczególności prac Billa Sienkiewicza, Franka Quitely’ego i Alexa Rossa. Podejrzewa, że jego miłość do rysunku miała swój początek w fascynacji dziełami Jana Marcina Szancera z Andersenowskich „Baśni”. Ubolewa, że Maję Berezowską poznał stosunkowo niedawno. Zaległości nadrabia, intensywnie kolekcjonując znajdywane w antykwariatach wydania z jej ilustracjami.

Udostępnij