Warsaw Gallery Weekend może przytłoczyć niedoświadczonych zwiedzających samym rozmiarem. Przygotowaliśmy zwięzły przewodnik po najważniejszych wydarzeniach festiwalu sztuki, których nie możecie pominąć.
Warsaw Gallery Weekend to moja ukochana warszawska gra terenowa. Zasady są proste. Wyciągasz z szafy swoje najlepsze ubrania, chwytasz w rękę znak rozpoznawczy – czerwoną rozkładaną mapę – i ruszasz z przyjaciółmi w poszukiwaniu artystycznych zakamarków miasta, o których istnieniu zapomniałeś.
WGW to przede wszystkim doskonała okazja, aby otworzyć się na mniej oczywistą twórczość. To zachęta, by na własne oczy zobaczyć, jakie trendy panują w danym roku na rynku sztuki. Jednocześnie jest to wspaniała motywacja do zwiedzania nieodkrytych wcześniej zabytkowych klatek schodowych i dziedzińców, które na co dzień stoją zamknięte na klucz.
Co roku odwiedzający zmagają się niestety z tym samym pytaniem – które galerie odwiedzić. Zapytałem Eleonorę Bojanowską, kuratorkę sztuki, a także fotoedytorkę „Harper’s Bazaar Polska”, aby udzieliła nam wszystkim niezbędnych wskazówek na tegoroczną, 15. już edycję imprezy. Oto jej wybory:
1. Rafał Bujnowski – Galeria Piktogram – ul. Górskiego 4
W naszej rozmowie to właśnie wielki powrót Rafała Bujnowskiego wywołał największe emocje. Jego malarstwo jest oszczędne w formie i konceptualne, jednak tym silniej oddziałuje na odbiorcę. Prace przedstawione w Galerii Piktogram zostały stworzone specjalnie z myślą o Warsaw Gallery Weekend. Powstały w wyniku eksperymentów z nową techniką malarską.
Fakt, że Piktogram położony jest w wyjątkowo urokliwym zakątku ścisłego Śródmieścia, to tylko dodatkowa zachęta.
2. Koji Kamoji – Galeria Szydłowski – ul. Nowolipie 13/15
Koji Kamoji to nazwisko, które średnio raz na kilka lat robi na polskim rynku absolutną furorę. Na jego wystawę w Zachęcie z 2018 roku (ze słynną lustrzaną taflą rozlewającą się na parkiecie jednej z sal) ściągały tłumy.
Kamoji jest nierozerwalnie związany z Galerią Szydłowski. To właśnie jego prace inaugurowały działalność przestrzeni wystawienniczej całe 30 lat temu. Teraz wraca tam z cyklem „Drzewo i wiatr” – surowymi, zaskakującymi nawet w prostocie instalacjami z jasnego drewna, które uwzględniają powietrze jako swoją nieodzowną część składową.
3. Paulina Ołowska – Fundacja Galerii Foksal – ul. Górskiego 1A
W przypadku Pauliny Ołowskiej już sam tytuł wystawy – „Trzy kolory” – jasno nakreśla oś narracyjną, po której będziemy się poruszać. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek współczesnych wchodzi na wielu poziomach w dyskusję z twórczością filmową Krzysztofa Kieślowskiego. Zamiast koncentrować się na wyodrębnionych eksponatach, tworzy całą sieć naczyń powiązanych. Opowieść o doświadczeniu uniwersalnym przeplata z historią osobistą. Nie ogranicza się do jednego środka wyrazu. To jedna z tych wystaw, o których mówić będzie całe miasto.
4. Maria Anto – lokal_30 – ul. Wilcza 29A/12
Na chwilę odstawiamy na bok sztukę współczesną, aby pochylić się nad klasyką polskiego surrealizmu. Rok 2026 wyznacza 90. rocznicę narodzin Marii Anto. Artystka stworzyła cykl „Odważna leniwa” w wieku zaledwie 30 lat, w czasach, gdy kobiety wciąż musiały mierzyć się z pogardliwym stosunkiem środowiska artystycznego. Przedstawiane w lokal_30 prace były silnie inspirowane sennymi fantasmagoriami. Nienaganna technika spotyka tu spuszczoną z lejców wyobraźnię. Punkt obowiązkowy tegorocznego WGW.
Sana Shahmuradova Tanska – Gunia Nowik Gallery – Bracka 20A
Gunia Nowik Gallery robi ogromne wrażenie na odbiorcy już samą oprawą architektoniczną. Ten adres jest prawdziwą perłą Śródmieścia Północnego, skrzętnie ukrytą przed wzrokiem nieświadomych przechodniów.
W swojej drugiej (!) indywidualnej wystawie Sana Shahmuradova Tanska staje twarzą w twarz z doświadczeniami wojennymi współczesnymi, przeszłymi oraz mitologią narodu ukraińskiego. Międzypokoleniowych baśni używa jako narzędzie do radzenia sobie z traumą oraz zachowaniem pamięci poprzednich pokoleń. W swojej formie jej prace pozostają jednak zaskakująco łatwo przyswajalne.
*Crash Club – ul. Bracka 5A
Mikołaj Beczek, Philip Ortelli i Marta Lityńska-Beczek kolejny rok z rzędu proponują Warszawie specyficzny mariaż sztuki, performansu, przestrzeni imprezowej i restauracyjno-barowej. Tym razem kreatywne trio i zaproszeni przez nich artyści zajęli pustostan przy ulicy Brackiej. Jeżeli poprzednie edycje są jakąkolwiek wskazówką, to właśnie tu każdego wieczora gromadzić się będą najwytrwalsi spośród odwiedzających WGW. Crash Club to technicznie wydarzenie towarzyszące, ale w tej chwili trudno już nie uznać go za integralną część WGW.
