Warsaw Gallery Weekend 2026 inaczej, czyli spacer architektoniczny szlakiem galerii sztuki

Warsaw Gallery Weekend 2026 inaczej, czyli spacer architektoniczny szlakiem galerii sztuki

Wydarzenia takie jak Warsaw Gallery Weekend zmuszają nas do lepszego poznania miasta. Poruszamy się po sieci ulic, śledząc punkciki na mapie, które musimy szybko z dwuwymiarowej kartki odnaleźć w trójwymiarze. Wchodzimy do bram, błądzimy po podwórkach, krążymy po klatkach schodowych. Muszę przyznać, że bardzo lubię tę cześć wszelkich galeryjnych weekendów – że można się trochę poszwędać po mieście.

Warsaw Gallery Weekend odbywa się w dniach 18–20 września 2026 roku. Większość galerii jest urządzona w obowiązującej do dziś konwencji white cube. Białe ściany, minimalna interferencja z dziełem. Ale te ściany muszą „gdzieś” być. Nawet jeżeli sama przestrzeń galerii nie oferuje szczególnych architektonicznych zachwytów, to już jej okolice często tak. Zróbmy więc sobie spacer i przyjrzyjmy się budynkom i okolicom, w których mieszczą się warszawskie galerie.

BWA, Lotna, Monopol

Pierwsze kroki kieruję zwykle do BWA i Monopolu, potem Lotnej. Tutaj mogę poczuć się bardzo w Warszawie. Wysoko, szeroko i monumentalnie, z klasycyzującymi detalami. Wszystkie te galerie mieszczą się w budynkach przy ulicy Marszałkowskiej i są częścią Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, po której przy okazji możemy sobie pospacerować. Warto zadzierać głowę, żeby podziwiać sgraffito lub zaglądać do bram w poszukiwaniu klasycyzujących kasetonów i mozaik na podłuczach arkad. To czego już nie zobaczymy to bar mleczny Złota Kurka, do którego zamówiono, w znanej pracowni Kamionka w Łysej Górze 13 tysięcy kafelków z ludowymi wzorami. Na kremowych płytkach dziewczyny uczące się w łysogórskim technikum powołały do życia stada jelonków, kogucików, zajęcy, całe łany maków i chabrów – wszystko to, co kojarzy się z swojskością.

MDM powstawał przecież w duchu doktryny sztuki socrealistycznej, zatem wszelkie rolnicze nawiązania były mile widziane. Bar mleczny zamknięto w pandemii, los kafelków jest wciąż niepewny. A kiedy już pospacerujemy po MDM-ie i zaglądniemy do galerii (pamiętajmy, to w końcu WGW), to możemy przysiąść na kawę przy ceramicznych dekoracjach Heleny i Lecha Grześkiewiczów w lokalu przy ulicy Marszałkowskiej 55. Noszą one tytuły „Manekiny” i „W orbicie słońca”. Co ciekawe nie były to dekoracje zaprojektowane do wnętrza, ale raczej ceramiczne dzieła sztuki, pokazywane nawet w Zachęcie. Inne dzieło Grześkiewiczów możemy zobaczyć też odwiedzając Galerię Studio – do dwa długie ceramiczne żyrandole, wykonane w pracowni ceramiki we Włocławku.

Le Guern, Borowik Foundation i Galeria Wschód

Następnie jedziemy na Saską Kępę. Tam warto udać się od razu na ulicę Katowicką, gdzie mieszczą się dwie galerie: Le Guern i Borowik Art Foundation. Ulica Saska to raj dla amatorów i amatorek dobrej architektury. Przypomnijmy: dzielnica intensywnie rozwijała się w okresie dwudziestolecia międzywojennego i jak grzyby po deszczu rosły tam luksusowe wille, w tym domy prominentnych architektów takich jak Romuald Gutt, Marian Lalewicz czy Bohdan Lachert i Józef Szanajca. Ci ostatni też mieszkali przy ulicy Katowickiej w domu trójrodzinym przez siebie zaprojektowanym pod numerami 9/11/11a.

To, co nas jednak najbardziej interesuje przy Katowickiej, to siedziba Borowik Foundation, czyli Dom Avenariusów. Zaprojektowany w 1938 roku przez wspomnianych Lacherta i Szanajcę jest doskonałym przykładem, jak można z gracją operować prostą bryłą. Jednak prawdziwą gwiazdą jest klatka schodowa z surowego betonu. Mamy 1938 rok, więc jest wielce prawdopodobne, że to pierwsza polska realizacja, która w ten sposób eksponuje strukturę i kolor betonu bez żadnych ozdobników. Najpiękniejszy efekt daje słońce przeświecające przez niewielki daszek z okrągłymi otworami, który o wybranych porach dnia rzuca cień na surową powierzchnię betonu.

Chociaż Saska kojarzona jest najbardziej z architekturą międzywojenną, warto też zwrócić uwagę na jej powojenną historię. Spacerując ulicą Katowicką w stronę Le Guern możemy zobaczyć kilka kamiennych ławeczek. Wprawne oko dostrzeże także małe kamienne tabliczki z tajemniczymi znakami. To gmerki Biura Odbudowy Stolicy, które w tym miejscu w latach 40. XX wieku planowało eksperymentalną przestrzeń. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to woonerf: BOS zdemontował ogrodzenia i udostępniał ogródki przechodniom, dodał miejsca do siedzenia i rzeźby. Chociaż tych ostatnich niewiele zostało, to do dzisiaj możemy podziwiać chociażby płaskorzeźbę „Plon” autorstwa Jerzego Jarnuszkiewicza elewacji budynku na rogu ulic Katowickiej i Walecznych. Wykonana pod koniec lat 40. w typowej wówczas technice czasów deficytu, czyli cementowej zaprawy malowanej białą farbą, reprezentuje charakterystyczne dla tych czasów połączenie klasycyzującej stylistyki (chociaż ciała już socsiermiężne) z tematem lubianym przez władzę: sielankową pracą na roli.

Zegarmistrzyni na Żoliborzu

Poświęćmy jeszcze uwagę lokalizacji małej przestrzeni galeryjnej – Zegarmistrzyni. To galeria mieszcząca się w starym kiosku po zegarmistrzu w domu handlowym Merkury. Tak, tego, w którym mieści się również bar Havana. A wiecie, że był tam oryginalnie? Projektant kompleksu Spółdzielczego Domu Handlowego „Merkury”, Jacek Nowicki, zaplanował całość jako wielofunkcyjne centrum handlowe. Na parterze sklep, na piętrze kawiarnia, żeby po zakupach odpocząć. A wyżej biura dla WSS Społem.

Budynek ma wysmukłą sylwetkę w duchu modernizmu. Powstał w latach 1960– 1964, kiedy doktryna realnego socjalizmu w architekturze już zelżała, i można było wrócić do bardziej międzynarodowych form. A dla Jacka Nowickiego był to dość naturalny kierunek: kształcił się pod okiem Barbary Brukalskiej, a współpracował z Heleną i Szymonem Syrkusami. Jak na tak luksusową realizację przystało, wnętrze zdobiły mozaiki, a zewnętrze neony. Odwiedzając galerię Zegarmistrzyni, możemy właśnie zobaczyć jedną z niewielu zachowanych okładzin ceramicznych.

To tylko kilka z wielu lokalizacji tegorocznego Warsaw Gallery Week 2026. Warto, odwiedzając inne galerie, wyostrzyć zmysły i potraktować to jako okazję do przeżycia wielu architektonicznych zachwytów.

Udostępnij