Liliana padła ofiarą kobietobójstwa. Jej siostra napisała wspomnienia, które nagrodzono Pulitzerem

Liliana padła ofiarą kobietobójstwa. Jej siostra napisała wspomnienia, które nagrodzono Pulitzerem

W 1990 roku dwudziestoletnia Liliana Rivera Garza została zamordowana przez byłego partnera. Ponad trzy dekady później jej siostra, meksykańska pisarka Cristina Rivera Garza, wraca do tej zbrodni, by opowiedzieć historię Liliany - nie tylko ofiary kobietobójstwa, lecz przede wszystkim młodej dziewczyny, której życie zostało brutalnie przerwane. „Niezniszczalne lato Liliany”, uhonorowane zostało Nagrodą Pulitzera w 2024 roku w kategorii wspomnień.

Prezentujemy fragment książki „Niezniszczalne lato Liliany” autorstwa Cristiny Rivery Garza, która ukazała się nakładem wydawnictwa Art Rage. 

Nastało później, które jest wyjątkowo długie. Dzień po wizycie w Prokuraturze Generalnej Miasta Meksyk, gdzie próbowałam uzyskać kopię postępowania przygotowawczego 40/913/990-7, idę razem z rodzicami na cmentarz. Jest 4 października. Liliana spędziła już więcej lat pod ziemią niż na jej powierzchni, za życia. Byłyby to jej pięćdziesiąte pierwsze urodziny. Są to jej pięćdziesiąte pierwsze urodziny. Waga z ascendentem w Koziorożcu. Kogut według chińskiego zodiaku. Jesteśmy tu we troje, wciąż celebrując jej życie i pamięć. Przynosimy ze sobą motykę, aby wypielić grób, na którym wiele lat temu zdecydowaliśmy się umieścić tylko małą płytę z kamienia, z imieniem oraz datami urodzenia i śmierci wyrytymi w górnej części ciemnego prostokąta. Przynosimy również plastikowe wiadra na wodę, by podlać kwiaty, które od trzydziestu lat kupujemy u tego samego sprzedawcy.

Poza granicami cmentarza moglibyśmy nawet uchodzić za normalnych ludzi. Tam, po drugiej stronie coraz bardziej zardzewiałej żelaznej bramy, spacerujemy i jemy, witamy się z przyjaciółmi, świętujemy sukcesy, składamy kondolencje, chodzimy na zajęcia lub imprezy. Tam, na zewnątrz, toczy się życie, pozornie niezmącone: kariery, książki, podróże, urodziny, dzieci. Ale tutaj, w środku, delikatnie muskani przez wiatr, który najpierw rozrywa szczyty wulkanu, by potem medytacyjnie dotknąć wnętrza naszych płuc swoimi zimnymi skrzydłami, tutaj w środku jesteśmy czystym smutkiem. To kłamstwo, że czas mija. Czas utknął i stoi w miejscu. Jest tu bezwładne ciało, zakleszczone między zawiasami i śrubami czasu, które zaburza jego rytm i sekwencję. Nie dorośliśmy. Nigdy nie dorośniemy. Nasze zmarszczki są sztuczne, są zaledwie śladami żyć, które mogliśmy przeżyć, ale które odeszły gdzie indziej. Siwe włosy, próchnica, kruche kości, zdrętwiałe stawy: to tylko pozory, które ukrywają ciągłość, przerost, powtarzający się w kółko refren.

Jesteśmy uwięzieni w bańce winy i wstydu, zadając sobie w kółko pytanie: czego nie potrafiliśmy dostrzec? To jest echo. Światło słoneczne jesienią jest zawsze spektakularne. Dlaczego nie potrafiliśmy jej ochronić? Szept jodeł. Przejrzystość sosen.

Mexico City / fot. Getty Images

Jak wygląda wymiar sprawiedliwości w Meksyku?

Mój ojciec chwyta motykę i mimo że ma już osiemdziesiąt cztery lata, sumiennie usuwa wszystkie chwasty, schylając się, by wyrwać najbardziej uparte trawy lub rozbić grudki ziemi własnymi szorstkimi palcami, gdy inne sposoby zawodzą. Sapie. Robi przerwy. Obficie się poci. A kiedy pochyla się nad ziemią i w ciszy roni dyskretne łzy, zastanawiam się, ile razy dziennie myśli o Lilianie, o tym, ile pieniędzy zażądano od niego w prokuraturze prawie trzy dekady temu za to, by kontynuować śledztwo w sprawie kobietobójstwa jego córki. Wymagana łapówka. Ile razy dziennie lub rocznie wyrzuca sobie, że nie miał wtedy wystarczających środków. Ile razy w jego uszach rozbrzmiewają bluźniercze słowa, wulgarne słowa, bestialskie słowa z otwartymi paszczami, którymi policyjni dowódcy i agenci odnosili się do ciała Liliany. Do życia Liliany. Do śmierci Liliany.

Ile razy dziennie szepcze słowo sprawiedliwość? Nigdy nie jesteś bardziej bezbronny niż wtedy, gdy nie masz języka. Kto tamtego lata 1990 roku mógł powiedzieć z podniesioną głową, z siłą, którą daje przekonanie o słuszności i prawdzie, że to nie była jej wina ani to, gdzie była, ani co włożyła? Kto w świecie, w którym nie istniały słowa „kobietobójstwo” czy „przemoc partnera”, mógł powiedzieć to, co ja teraz, bez cienia wątpliwości: jedyną różnicą między moją siostrą a mną jest to, że ja na swojej drodze nigdy nie spotkałam mordercy? Jest to jedyna różnica między nią a tobą.

Przemoc wobec kobiet w Meksyku

W takim świecie milczenie było sposobem na to, by cię chronić, Liliano. Niezręcznym i rażącym sposobem, by cię chronić. Ściszyliśmy głosy i zamknęliśmy się w sobie, razem z tobą, by nie narażać cię na oszczerstwa, chorą ciekawość, spojrzenia współczucia. Ściszyliśmy głosy i stawialiśmy niewyraźne kroki, próbując pomniejszyć naszą obecność wszędzie, gdzie akurat się znaleźliśmy, chcieliśmy się rozpłynąć lub zamienić w duchy, którymi z czasem się staliśmy, by uniknąć złośliwych ataków i oskarżeń wymierzonych przeciwko nam i przeciwko tobie, która szłaś obok, trzymając nas pod ramię, biorąc nas za rękę. Robiliśmy to, ponieważ byliśmy bardzo samotni, Liliano. Ponieważ nigdy nie byliśmy tak osieroceni, tak opuszczeni, tak odizolowani od reszty ludzkości.

Bardziej samotni niż kiedykolwiek w okrutnym mieście, które rzuciło się na nas potężnymi szczękami maczyzmu: gdyby nie pozwolili jej pojechać do Miasta Meksyk, gdyby została w domu, gdyby nie dali jej takiej swobody, gdyby nauczyli ją odróżniać dobrego mężczyznę od gorszego. Nie wiedzieliśmy, co robić. W obliczu tego, co niewyobrażalne, nie wiedzieliśmy, co robić. W obliczu tego, co niepojęte, nie wiedzieliśmy, co robić. Więc milczeliśmy. I otoczyliśmy cię naszą ciszą, pogodzeni z bezkarnością, korupcją, brakiem sprawiedliwości. Sami i pokonani. Sami i w rozsypce. Rozbici na kawałki. Tak samo martwi jak ty. Tak samo pozbawieni powietrza jak ty. A podczas gdy to się działo, podczas gdy czołgaliśmy się w cieniu dni, mnożyły się wśród kobiet ofiary śmiertelne, a krew wielu innych spływała deszczem na cały Meksyk, unosząc ich marzenia i komórki ich ciał, ich śmiech, ich wybite zęby, a mordercy nadal uciekali, zbiegowie przed prawem, które nie istniało, i przed więzieniami, które były dla wszystkich oprócz nich, którzy zawsze mogli liczyć na domniemanie niewinności i z góry udzielone ułaskawienie, na wsparcie tych, którzy bez mrugnięcia okiem obwiniają ofiarę i nawet teraz, po tylu latach, nadal kwestionują decyzję dziewczyny, jej brak rozsądku, jej śmiertelny błąd.

Autorka wspomnień Cristina Rivera Garza / fot. Getty Images

Aż nadszedł dzień, w którym dzięki sile innych mogłyśmy pomyśleć, wyobrazić sobie, że sprawiedliwość należy się również nam. Że ty na nią zasługujesz. Że pośród tylu innych, tak wielu innych kobiet, ty też jesteś jej warta. Że możemy walczyć, głośno, razem z innymi, by doprowadzić cię tutaj, do domu sprawiedliwości. Do języka sprawiedliwości. Kto ma prawo rozstrzygnąć, czy trzydzieści lat to mało, czy dużo?

Posprzątaliśmy jej grób dwa tygodnie temu, a teraz spójrz tylko, mówi mój ojciec, niespodziewanie przerywając spacer nieba, znowu wszystko zarosło. Nic nie jest już takie jak dawniej, ale on się nie poddaje. Męczy się szybciej, to prawda; brakuje mu tchu, to prawda; ale nie poddaje się. Moja matka, która siedzi obok przy grobie i bezmyślnie przeczesuje dłonią trawę, od czasu do czasu tylko wzdycha. Fragmenty rozmów toczących się gdzie indziej, w innym świecie, pojedyncze słowa, którym udało się wydostać z otaczającej nas ciszy. Spójrz. Woda. Szczyt. Mieszkanie. Przeznaczenie. Szczęście. Nigdy zbyt dobrze nie wiedziałam, co dokładnie opowiadamy Lilianie podczas tych wizyt. Ale jestem pewna, że każde z nas, na swój sposób, rozmawia z nią. Jestem pewna, że ona nam odpowiada. I że ją słyszymy. Po raz pierwszy nie wstydzę się być tutaj, przy tobie, Liliano. Po raz pierwszy wiem, że mogę wypowiedzieć twoje imię, nie padając na kolana. Są inne. Jest tak wiele innych. Jest słowo sprawiedliwość i opuszczamy wreszcie Mictlán. Odbijające się echo. Zwielokrotnione echa. I jeszcze następne. I jeszcze ten uścisk, którym przygarniałaś nas do swojego serca. Twoje pełne imię wymówione jednym tchem: Liliana Rivera Garza.

Właśnie ty.

Udostępnij