Natalia Muianga to największa romantyczka polskiej muzyki

Natalia Muianga to największa romantyczka polskiej muzyki

Jej piosenkę „Wolę jedno” nowożeńcy chętnie wybierają na pierwszy taniec. Właśnie wydała kolejny singiel, „Pokochaj mnie ponownie”. Najbardziej romantyczna polska wokalistka znalazła dla siebie miejsce na scenie muzycznej, zachowując własny głos. – Jestem pierwszą słuchaczką moich piosenek. Muzyka, którą tworzę, musi podobać się przede wszystkim mnie – mówi Natalia Muianga w rozmowie z „Harper's Bazaar Polska”. 

Anna Konieczyńska: Rozmawiamy pod koniec lata w siedzibie Kayaxu, twojego managementu, na Saskiej Kępie. W jakim momencie twojego życia się spotykamy?

Natalia Muianga: Półtora roku temu przeprowadziłam się na dobre do Warszawy. Pochodzę z Gdańska. Tam się wychowałam, studiowałam na Akademii Muzycznej, poznałam mój zespół. Czasem brakuje mi morza. Gdy mieszkasz w Trójmieście, możesz w każdej chwili iść na plażę. Do Warszawy przyjechałam do pracy. Polubiłam ją, ale nie wiem, czy chcę tu zostać na zawsze. Chyba jeszcze szukam „mojego” miejsca.

W pełni poświęcasz się pracy?

Wiesz, muzyka zabrała mi większość życia prywatnego, ale tego nie żałuję. Kocham to. W przyszłości chciałabym mieć dom, rodzinę.

Uważasz się za romantyczkę? Twoje piosenki uderzają w czułą strunę, wzruszają słuchaczy.

Wiem, że miłość jest zawsze na czasie. Zawsze była, jest i będzie. Każdy z nas przeżył tę szczęśliwą i tę nieszczęśliwą. Oczywiście, że jestem romantyczką. Swoją drogą, dużo łatwiej pisze się piosenki ze złamanym sercem.

Wiele osób wybiera utwór „Wolę jedno” na pierwszy taniec. Cieszy cię to?

Tak, to niesamowite, że słuchacze interpretują moją muzykę po swojemu, utożsamiają się z nią. Ale bywa ciekawie, bo np. piosenkę „Beznamiętnie”, którą wiele osób uważa za romantyczny utwór o miłości, napisałam o rozstaniu.

Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak
Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak

 

Jesteś swoim najsurowszym krytykiem?

Jestem pierwszą słuchaczką moich piosenek. Muzyka, którą tworzę, musi podobać się przede wszystkim mnie. Wybrałam styl soulowo-jazzowy i trafiłam w modę na retro. Olivia Dean i podobne do niej artystki pokazały, że można współcześnie śpiewać z muzyką na żywo, z dużym zespołem.

Tobie udało się zachować własny głos?

Przyjechałam do Warszawy z gotowymi piosenkami. Wiedziałam już, jaka jestem. Wcześniej producenci próbowali ciągnąć mnie w elektroniczną stronę. Może kiedyś będę śpiewała house, ale na ten moment chcę być bardziej organiczna muzycznie – tworzyć z nutą soulu i jazzu. Sama piszę piosenki. Przynoszę na próbę pomysł i mówię zespołowi, że potrzebuję czegoś „w tym stylu”. Układam melodie na prostych akordach, a oni rozszerzają harmonię i ubierają to w dźwięki swoich instrumentów.

Nauczyłaś się tego na studiach?

Nie skończyłam żadnej szkoły muzycznej – podstawowej ani średniej, więc dopiero studia uświadomiły mi, w jakiej stylistyce czuję się dobrze. Na studiach lepiej poznałam możliwości mojego głosu i zaznajomiłam się z podstawami teorii muzyki. Ale nie trzeba kończyć Akademii Muzycznej, żeby pisać piosenki.

A czego słuchałaś jako młoda dziewczyna?

W liceum nie byłam świadoma tego, co mi się podoba. W domu słuchało się wszystkiego – od Whitney Houston po Amy Winehouse. Z dziadkiem śpiewałam stare polskie piosenki – Anny German, Edyty Geppert, której utwór „Och życie, kocham cię nad życie” wykonałam zresztą niedawno na nagraniu „Tańca z gwiazdami”.

Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak
Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak

 

Kiedy zaczęłaś występowałaś na scenie?

W szkole. Moje pierwsze występy były na apelach! Pamiętam pierwszy apel w nowej szkole z okazji Dnia Nauczyciela w I klasie liceum. Przyszła na niego cała szkoła. Nie wiem, jak znalazłam w sobie odwagę. Potem stworzyłam szkolny zespół. Każdy występ napędzał kolejny i otwierał nowe drzwi. Siłę do działania czerpałam chyba z tego, że po prostu chciałam śpiewać. Może miałam potrzebę udowodnienia sobie czegoś. Kiedyś Tomek Karolak powiedział mi, że osoby, które wychodzą na scenę, są szalone. Zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać – i coś w tym jest.

Dlaczego wybrałaś studia muzyczne?

Interesowałam się psychologią, zastanawiałam się też nad studiami na AWF-ie, bo od dziecka ćwiczyłam lekkoatletykę i grałam w drużynie siatkarskiej. Ostatecznie zapragnęłam znaleźć coś bardziej artystycznego. Stwierdziłam, że skoro już śpiewam, to może warto kształcić się w tym kierunku.

Na studiach byłaś nieustannie wystawiona na ocenę innych.

Lubię się sprawdzać, jestem na to gotowa, nigdy się nie poddaję. Nie da się uniknąć oceny w świecie, który wybrałam. Trochę czasu mi zajęło, zanim zrozumiałam, w jakim gatunku chcę i powinnam tworzyć. Choć po raz pierwszy na wielkiej scenie programu telewizyjnego stanęłam już 11 lat temu, wiem, że moja droga to proces i wiara w to, że jestem na właściwym miejscu.

Co wyniosłaś z domu?

Mam małą rodzinę – mama, tata, siostra, dwa psy. Jesteśmy ze sobą blisko. Z domu wyniosłam przekonanie, że ludziom należy się szacunek. Rodzice starali się, żebyśmy były z siostrą szczęśliwe. Jestem ogromnie wdzięczna za to, co mi dali. Chciałabym, żeby teraz trochę odpoczęli. Zasługują na to. Dalej są niezwykle zaangażowani w moje życie – mama przyjeżdża na każdy mój koncert, uczestniczyła w nagraniu każdego odcinka „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”.

Zawsze czułaś wsparcie rodziców?

Tak, byli bardzo wspierający, otwarci. To oni zapisali mnie na pierwsze zajęcia wokalne. Gdy wystąpiłam w programie „Mam talent”, propozycje od wytwórni omawiałam z nimi. To było przed maturą, więc rodzice mi doradzili, że najpierw powinnam skończyć szkołę, a potem zająć się pracą.

Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak
Natalia Muianga / Fot. Krzysztof Szlęzak

 

Pracujesz nad płytą?

Pierwszy singiel wydałam dwa lata temu. Wciąż mi się wydaje, że jestem świeża w pisaniu piosenek. Chcę mieć pewność, że każdy utwór, który znajdzie się na płycie, będzie naprawdę wyjątkowy. Nie spieszę się. Szukam właściwej formy i właściwych osób do pracy nad płytą. Marzy mi się poznanie producenta, z którym mogłabym wspólnie komponować utwory od zera, zaczynając od brzmienia. Jeszcze kogoś takiego nie poznałam, ale mam nadzieję, że to się wydarzy.

Ale wiesz już, komu możesz zaufać?

Tak, choć długo szukałam „moich” ludzi. Spotykałam też osoby, które chciały mieć duży wpływ na moją pracę i na to, kim jestem. Po drodze gubiłam gdzieś pewność siebie. Może dlatego tak późno zaczęłam tworzyć od serca, zanim zrozumiałam, że potrafię pisać piosenki. Każda taka znajomość była dla mnie jednak lekcją, z której mogłam coś wyciągnąć. Dziś mam już ekipę, której jestem pewna, poznałam wspaniałą menedżerkę, z którą pracuję dokładnie od roku. Zawsze chciałam, by otaczali mnie ludzie, z którymi będę nadawać na podobnych falach.

Jesteś wciąż w drodze?

Tak, muszę być nieustannie w ruchu. W przeciwnym wypadku szybko bym się znudziła. Po koncercie potrzebuję dwóch dni, żeby odpocząć, ale po czterech dniach spędzonych w Warszawie już myślę, że „coś bym zrobiła”. Wtedy pakuję walizkę i uciekam do Trójmiasta. Często jeżdżę pociągami. Kojarzą mnie już niektórzy konduktorzy.

Gdzie wybierasz się w najbliższym czasie?

Na wakacje na Kretę. Potem chciałabym pojechać w trasę. Marzą mi się koncerty w teatrach. Zima zapowiada się intensywnie – 5 grudnia gram koncert urodzinowy Radia RAM z Wrocławia, a w sylwestra występuję w Filharmonii Szczecińskiej z orkiestrą, będę też na koncercie świątecznym w Bielsku-Białej. W tym roku wystąpię też w Gdańsku i w Poznaniu… Może też uda się w Warszawie. Zapraszam do śledzenia moich działań, najlepiej na profilach społecznościowych, tam o wszystkim informuję na bieżąco.

O czym marzysz?

Marzyłam o występie na Open’erze. W tym roku to marzenie zrealizowałam. Czas na nowe! A mam ich mnóstwo.

Anna Konieczyńska

Sekretarzyni redakcji „Harper's Bazaar Polska”. Dziennikarka i redaktorka z 20-letnim doświadczeniem w mediach. Po studiach prawniczych i kulturoznawczych na Uniwersytecie Warszawskim pracowała w redakcji magazynów „Vogue Polska”, „Elle”, „Grazia”, „InStyle” oraz dla największych portali internetowych – Onet.pl, Gazeta.pl, Wp.pl. Mama dwójki dzieci, Ślązaczka, fanka popkultury.

Udostępnij