Zacznijmy od coming outu: tak, stawiam tarota. I to od jakichś 19 lat. Czytam też poświęcone mu książki, słucham „Tarotiady” w radiu internetowym i prowadzę warsztaty z użycia kart w procesach twórczych. Nie lubię jednak wróżyć z nich innym ludziom, bo nie czuję się komfortowo ani w roli wieszczki, ani terapeutki. Za to chętnie przekazuję wiedzę, jak z niego korzystać na własną rękę.
Większość talii tarota składa się z 78 kart, z których 56 – tzw. Małe Arkana („małe sekrety”) – dzieli się na cztery kolory, złożone z kart numerycznych i dworskich. Tak jak w najzwyklejszej kioskowej talii do brydża, którą zabierało się na kolonie i zielone szkoły. Z tą różnicą, że piki w talii tarota to miecze (powiązane z intelektem i żywiołem powietrza), karo to denary (łączone z żywiołem ziemi i wszystkim, co materialne), trefle zmieniają się w buławy (reprezentujące ogień i energię), a kiery stają się kielichami (symbolizującymi emocje i wodę). Pozostałe karty tarota – tzw. Wielkie Arkana („wielkie tajemnice”) – stanowią ciąg 22 archetypicznych figur układających się w „podróż głupca”: metaforyczną narrację o głębokiej transformacji, prowadzącą od młodzieńczego entuzjazmu i naiwności, przez rozmaite etapy dojrzewania, aż po pełnię oświecenia i moment zespolenia ze światem.
Tarot prezentuje różne interpretacje naszych losów
Jeśli ta droga kojarzy się wam z terapią lub z historią o zbawieniu, nic dziwnego – tarot dzieli z nimi bowiem korzenie kulturowe. Od religijnej dogmy i naukowych paradygmatów różni się jednak konstrukcją dopuszczającą większą swobodę odczytań. Jak ujęła to Rachel Pollack, wspaniała trans matka współczesnego tarotoznawstwa, „w przeciwieństwie do świętych ksiąg i nauk duchownych, tarota nie ogranicza żaden narzucony porządek, (…) przez co może się zmieniać”. Tasując tarota, tasujemy także jego tradycję, nasze wewnętrzne przekonania oraz zinternalizowane opowieści, które przekształcają się podczas kolejnych rozkładów. Tarot nie kontroluje więc przyszłości ani nie feruje wyroków, lecz prezentuje nam możliwe ścieżki i interpretacje. Prowokuje do wychodzenia poza zastane ramy.
Historia tarota sięga średniowiecza
Nie jest też dziełem szatana, tylko trwałym elementem europejskiego dziedzictwa kulturowego. Jak tłumaczy Agata Czarnacka – filozofka, działaczka feministyczna i tarocistka – karty te pojawiły się w Europie najpewniej już w średniowieczu. Według jednej z hipotez przywieźli je z Indii Romowie. Według innej tarot powstał jako lokalna wariacja na temat pewnej tureckiej gry. W każdym razie już na przełomie XV i XVI wieku najbogatsze włoskie rody i europejskie dynastie władców zamawiały własne zdobione wersje talii, silnie inspirowane chrześcijańskim i żydowskim mistycyzmem, ówczesnymi legendami oraz grecką i egipską mitologią. W XVIII wieku za sprawą „kartomanty” Jeana-Baptiste’a Aliette’a tarot podbił paryskie salony i stał się rozrywką inteligencji i bohemy. Dwie z trzech najsłynniejszych dziś talii powstały właśnie w tych kręgach na początku XX wieku.
Moda na tarota. Dlaczego znów sięgamy po karty?
Tarot dziś znów przeżywa renesans. W sieci roi się od kart przerysowanych przez czarne aktywistki z Haiti, mykologów, niebinarne osoby twórcze i amerykańskie influencerki promujące self-care i samorozwój. O modzie na tarota piszą najważniejsze globalne media – od „New Yorkera” po „Al Jazeerę”. Z taliami fotografują się gwiazdy (do stawiania rozkładów przyznała się Jenna Ortega w wywiadzie okładkowym dla amerykańskiego „Harper’s Bazaar”). Zdemokratyzowany, zdekolonizowany i częściowo zsekularyzowany tarot cieszy się od kilku lat równie dużą popularnością co Dixit – inna „narracyjna gra karciana, w której wymyślamy i odgadujemy skojarzenia do wieloznacznych, bogato ilustrowanych kart” (opis ze strony producenta).
Skąd ten boom? Czarnacka wiąże go z „terminalnym kryzysem” Kościoła, powszechną dewaluacją nauki oraz potrzebą poszukiwania sensu i nadziei w coraz bardziej wrogim i skomplikowanym świecie. Nielinearny, uniwersalny i jednocześnie intuicyjny tarot wydaje się filozofce dobrym narzędziem do porządkowania rzeczywistości naznaczonej pandemiami, wojnami i krachami na giełdzie. Ludzie od zawsze zwracali się ku okultyzmowi właśnie w czasach największych konfliktów i przemian, chcąc oswoić niewiadomą, podkreślić skalę zmian i wymyślić nowe, dotychczas niewyobrażalne sposoby przetrwania.
Anka Wandzel: obśmiewam czarnowidztwo
I wcale im się nie dziwię, bo sama też najczęściej stawiam tarota wtedy, gdy się czegoś boję. Pytam talię o źródło mojego strachu. Szukam wśród wylosowanych obrazów skojarzeń, które pozwoliłyby mi wyzwolić się z objęć lęku. Obśmiewam czarnowidztwo. Tarot bywa więc dla mnie kołem ratunkowym – dyskretnym i błyskawicznym telefonem do przyjaciela, pozbawionym gargantuicznych kosztów środowiskowych towarzyszących konsultacjom z ChatGPT.
Sięgam po karty także wtedy, gdy zalegam z jakimś zamówionym tekstem. Zaczynam się zastanawiać, co mi utrudnia pracę, o czym jeszcze powinnam wspomnieć, czego danemu artykułowi trzeba. Wyważona, skupiona dwójka mieczy, obrażony mężczyzna otoczony czwórką kielichów czy nieludzcy towarzysze Księżyca pomagają mi uporządkować wątki, wydostać się z nadmiaru dygresji, sformułować odpowiednią pointę. Łatwiej mi wyobrazić sobie rozwiązanie problemu, kiedy mogę je sobie dzięki kartom zwizualizować.
Ale nie stawiałabym przecież tarota od tylu lat, gdybym traktowała go wyłącznie pragmatycznie. Podobnie jak Czarnacka i Pollack wierzę w jego siłę, ponieważ w ogóle wierzę w siłę opowieści. Czy tarot ma wpływ na świat? Oczywiście. Podobnie jak inne stare teksty kultury. Czy może nas omamić i zwieść? Jasne. Jak każda dobrze skonstruowana historia. Zresztą właściwie nie dziwi, że tarot ze swoją nieskończoną wielością układów, odczytań i połączeń powrócił właśnie teraz, w dobie skrajnej polaryzacji, dezinformacji i prawd wielokrotnego wyboru. Od nas zależy, czy stanie się on kolejnym narzędziem fortyfikującym nasze bańki, czy przetasuje algorytmy i pozwoli nam dostrzec łączące nas podobieństwa. Bo karty, owszem, sugerują pewną przyszłość. Ale odpowiedzialność za jej ostateczny kształt leży wyłącznie po naszej stronie.
