Kim byłaby Izabela Łęcka, gdyby „Lalka” powstała w 2026 roku?

Kim byłaby Izabela Łęcka, gdyby „Lalka” powstała w 2026 roku?

Rozumiejąc, że wielki świat jest wyższym światem, panna Izabela w 2026 roku doskonale wiedziała, że do tych wyżyn wzbić się można i stale na nich przebywać tylko za pomocą dwóch skrzydeł: zasięgów i pieniędzy – pisze Amelia Sarnowska, reinterpretując powieść „Lalka” Bolesława Prusa.

Tekst stanowi adaptację wybranych fragmentów z 5. rozdziału „Lalki” Bolesława Prusa.

Ciekawym zjawiskiem była dusza panny Izabeli. Gdyby ją ktoś szczerze zapytał: „czym jest świat, a czym ona sama?”, sądzę, że niezawodnie odpowiedziałaby, że świat jest zaczarowanym ogrodem, napełnionym pełnymi przepychu acz minimalistycznymi willami, a ona – boginią czy nimfą uwięzioną w zaciszu konta o milionowych zasięgach. 

Izabela Łęcka AD 2026. Influencerka, miłośniczka mody, trendsetterka

Panna Izabela od kołyski żyła w świecie pięknym i wygodnym, nie tylko nadludzkim, ale – nadnaturalnym. Sypiała w puchach wśród uspokajającej palety beżu, odziewała się jedynie w markowe ubrania w duchu quiet luxury but loud logo sygnowane nazwiskami najlepszych projektantów, piła matchę z kryształów, jadała miniporcje z naczyń powstałych metodą kintsugi. Dla niej nie istniały pory roku, tylko wiekuista wiosna, pełna łagodnego, to jest korzystnego, wyszczuplającego światła reflektorów, nowych kolekcji i ramówek. Nie istniały pory dnia, gdyż wbrew zasadzie 5-to-9 before 9-to-5 nieraz przez całe miesiące kładła się spać dopiero o 8 nad ranem, i ku utrapieniu dietetyka jadała o drugiej po północy. Nie istniały różnice w położeniu geograficznym, gdyż w Paryżu, Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku łączył ludzi ten sam vibe, ta sama paleta mikrotrendów, te same modele smartfonów, a nawet te same preferencje co do pitej kawy. 

fot. Getty Images

Ten świat wiecznej wiosny, gdzie szeleściły apaszki i jedwabie z domieszką 15 proc. elastanu, miał swoją specjalną ludność. Właściwymi jego mieszkańcami byli influencerzy i influencerki, trendsetterzy i trendsetterki tudzież bardzo majętna młodzież wywodząca się z nowobogackich rodów, które dorobiły się w epoce transformacji. Znajdowały się tam niezamężne wyzwolone bogate ciotki, starsi wujkowie o, wydawać by się mogło, niekończącej się palecie coraz to młodszych żon, a nareszcie cudze dzieci – małe cherubinki, zesłane z nieba po to, by móc urządzać wystawne baby shower, Pregnancy Announcement Party, Gender Reveal Party, Sip and See czy pępkowe, na których dochodzono prawdziwego ojcostwa. Wśród tej stałej śmietanki świata wielkomiejskiego high-life’u ukazywał się od czasu do czasu zwykły śmiertelnik, który na skrzydłach fame’u potrafił wzbić się aż na szczyt nowobogackiego Olimpu. Bywali tam sławni artyści, a nade wszystko modni vlogerzy, którzy mogli kochać się bez zobowiązań, i uwieczniać kolejne podboje w sieci, naprzód w postaci vloga, następnie w osobnych reelsach, publikowanych jednocześnie na pięciu platformach. Cała ta śmietanka – między którą ostrożnie i niepewnie przepływali influencerzy z kontami poniżej 5k obserwujących, dziewczyny aspirujące do bycia drugą połówką it-couple, ubodzy krewni spoza miasta i łaknący cudzej rozpoznawalności znajomi – obchodziła wieczną celebrację w duchu niezmąconej projekcji szczęścia rodem z okładek i najpiękniejszych postów z Instagrama. 

fot. Getty Images

Od południa składano sobie wizyty i rewizyty, spotykano się na wspólnych zajęciach z pilatesu, koleżeńskich wypadach na botoks albo choć na szybką kawę w najmodniejszych knajpach, gdzie fotografowano się nad najdroższymi jagodziankami sezonu. W świecie tym życie celebrowano przed obiadem, w czasie obiadu i po obiedzie. Potem jechano na koncert lub na premierę, żeby tam zobaczyć inny sztuczny świat, gdzie ludzie nieustannie coś lub kogoś promują. Gdzie niewierność partnera staje się źródłem wielkich katastrof, nagłówków w prasie plotkarskiej i kasowania wspólnych zdjęć na Instagramie. W którym partner, któremu dało się unfollow jednego wieczora, na drugi dzień wraca znów do łask po publicznych wylewnych przeprosinach, aby kolejnego dnia popełniać znów te same błędy. Po opuszczeniu eventu bądź premiery gromadzono się znów w klubach na Placu Trzech Krzyży bądź na Powiślu, gdzie występowali niszowi artyści bez znanych rodziców i bez przyszłości, młode mężatki słuchały opowieści niezamężnych koleżanek, a damy w średnim wieku spojrzeniami (i nie tylko) walczyły między sobą o uwagę młodego celebryty, który wyrastał na najgorętsze nazwisko sezonu. Usta tu piły, żołądki trawiły, buciki konkurowały o miano najmodniejszego fasonu, a potem – rozjeżdżano się do wynajmowanych kawalerek albo leśnych domków, ażeby w śnie rzeczywistym nabrać sił do snu życia. 

Izabela Łęcka i mężczyźni. Czy w 2026 roku „Lalka” uwodziłaby współczesnych Wokulskich?

Poza tym magicznym, instagramowym światem był jeszcze inny świat – zwyczajny. O jego istnieniu wiedziała panna Izabela i nawet lubiła mu się przypatrywać spoza ekranu smartfona, biegnąc na kolejny stołeczny event. Obserwując go w przelocie i w pośpiechu, wydawał on się jej malowniczym i nawet sympatycznym. Widywała dostawców dowożących jedzenie pięknym ludziom, kurierów rozwożących paczki, obiecujące poza pięknymi prezentami od sponsorów także samą radość płynącą z unboxingu, widywała też rodzinę złożoną z ojca, bardzo otyłej matki i czworga dzieci, każde wpatrzone w ekran telefonu, czasem pogrzeb. I mówiła sobie, że tamten świat, choć niższy i mniej instagramowy, jest ładny; jest nawet ładniejszy od obrazów z Pinteresta, gdyż porusza się i zmienia co chwila. Na szczęście nie można było go przybliżyć. 

fot. Getty Images

I jeszcze wiedziała panna Izabela, że w tamtym, zwyczajnym świecie trafiają się ludzie brzydsi i nieszczęśliwi. Więc każdemu potrzebującemu, o ile zbiórka została dostatecznie nagłośniona, przelewała po kilka złotych; raz spotkawszy mizerną matkę z bladym jak wosk dzieckiem przy piersi, przelała jej niewielką kwotę blikiem, a żebrzącym pod dyskontem dzieciom kupowała niedrogie słodycze, które wręczała z pobożnym uczuciem – a nierzadko i sama reklamowała za niemałe pieniądze, choć sama od dekady była wciąż na diecie. Zdawało się, jakby każde z nich zastąpiło jej drogę tylko po to, aby dać jej okazję do spełnienia dobrego uczynku – i pochwalenia się nim wśród obserwujących. W ogóle dla ludzi z niższego świata miała serce życzliwe. Przychodziły jej na myśl słowa: „W pocie czoła pracować będziesz”. Widocznie popełnili oni jakiś ciężki grzech, skoro skazano ich na taką pracę, ale tacy jak ona aniołowie nie mogli ubolewać nad losem każdej napotkanej osoby. Dla takich jak ona najcięższą pracą było zapozowanie ze sponsorowanym produktem albo nakręcenie rolki na opłacanym zagranicznym wyjeździe w ciepłych krajach. 

fot. Getty Images

Rozumiejąc, że wielki świat jest wyższym światem, panna Izabela w 2026 roku doskonale wiedziałała, że na wyżyny wzbić się można i stale przebywać tylko za pomocą dwóch skrzydeł: zasięgów i pieniędzy. Gdy miała lat 18, panna Izabela tyranizowała mężczyzn chłodem. Kiedy sławny aktor w jej wieku nie odwdzięczył jej się follow na Instagramie, uprosiła ojca, by dokupił jej 10k obserwujących botów, dał pieniądze na dwutygodniowy wyjazd na Malediwy – i opublikowała serię zdjęć w serii drogich revange dresses, mających dotkliwie uświadomić mu, co stracił. Podtatusiałego self-mana z topki listy najbogatszych Polaków według „Forbesa” odepchnęła zdaniem, że odda się tylko temu, z kim poczuje wspólny vibe, na co się jeszcze nie zanosi, a podjazdy amerykańskiego influencera nieznanego wciąż w polskim światku zbyła wybuchem śmiechu, o czym niezwłocznie poinformowała wszystkich swoich obserwujących. Takie postępowanie na kilka lat wytworzyło dookoła panny Izabeli pustkę. Podziwiano ją i wielbiono, ale z daleka, z bezpiecznej pozycji anonimowego followersa. Nikt bowiem nie chciał narażać się na szyderczą odmowę i przypadkowy debiut w mediach plotkarskich. 

 

Amelia Sarnowska

Absolwentka krytyki literackiej i komparatystyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W pracy nad literaturą skupia się na prozie współczesnej i życiu literackim. Niespieszny wędrowiec po kulturalno-społecznych i literacko-filozoficznych pograniczach. Interesuje się modą, kinem i fotografią. W ostatnich latach przeprowadzała wywiady m.in. z Georgim Gospodinowem, Serhijem Żadanem, Jasmilą Žbanić, Hanną Krall i Cate Blanchett. Jeśli akurat nie czyta, spaceruje po lesie z psem. Team peryferia. W trakcie pracy nad debiutem literackim. 

Udostępnij