W Instytucie Przemysłów Kreatywnych w Warszawie otworzyła się właśnie wystawa poświęcona legendarnej szkockiej aktorce, performerce, ikonie mody i bohaterce okładki wrześniowego wydania „Harper’s Bazaar Polska”. Sprawdzamy, jaki obraz Tildy Swinton wyłania się z wystawy „Tilda Swinton – Ongoing”.
Wysiadam z taksówki na rogu Chodakowskiej i Mińskiej. Biorę do ręki smartfona i upewniam się, czy idę we właściwym kierunku. Za każdym razem, gdy widzę przed sobą zamknięty szlaban, przestaję ufać swojej intuicji. Mrużąc oczy, dostrzegam jednak w oddali kilka osób kręcących się przed wejściem do jednego z postindustrialnych budynków kompleksu, w którym niegdyś mieściła się drukarnia Polskiej Agencji Prasowej. Dziś swoją siedzibę ma tam Instytut Przemysłów Kreatywnych. Niebieskie drzwi, przy których zebrali się ludzie, muszą prowadzić do Hali Południowej, gdzie właśnie otworzyła się wystawa zapowiadana na plakatach rozwieszonych na co drugim skrzyżowaniu w Warszawie. Kinomaniacy czekali na nią od kilku miesięcy.
Jej bohaterką jest Tilda Swinton. Szkocka aktorka, performerka i ikona stylu. Laureatka Oscara, nagrody BAFTA i Złotego Lwa za całokształt twórczości. Wchodząc na poświęconą jej wystawę, od razu wiadomo, że mamy do czynienia z legendą. Obok charakterystycznej identyfikacji wizualnej z zapisanymi magentą imieniem i nazwiskiem artystki witają nas bowiem koszulki, torby i kubki. Oficjalny merch to dziś potwierdzenie statusu, które mówi więcej niż niejedno branżowe wyróżnienie. Organizatorzy zapewniają jednak, że „Tilda Swinton – Ongoing” nie jest klasyczną retrospektywą poświęconą znanej aktorce, a wielogłosową opowieścią, która wyrasta z relacji z innymi twórcami i twórczyniami ze świata filmu i sztuki. Pedro Almodóvar, Luca Guadagnino, Joanna Hogg, Derek Jarman, Jim Jarmusch, Olivier Saillard, Tim Walker i Apichatpong Weerasethakul. Ta imponująca lista współpracowników wskazuje nam kierunek zwiedzania.
Co można zobaczyć na wystawie „Tilda Swinton – Ongoing”?
Wystawę otwierają „Notatki o radykalnym życiu” – manifest Swinton złożony z 40 maksym, którymi sama kieruje się na co dzień. Możemy je przeczytać na podświetlanej tablicy. Z głośnika dobiega zaś głos aktorki, która recytuje je dla nas, jedną po drugiej. Zachęca między innymi do „pielęgnowania wspólnoty, zaufania zmianie, patrzenia poza podziałami, odnajdywania radości w cieniu, przeciwstawiania się okrucieństwu, dawania drugiej szansy i umacniania wiary w rozwój”. Niby nic odkrywczego, podobne rady słyszymy przecież często od rodziców, przyjaciół czy w gabinecie psychologa. Ale czy kiedy do „życia w rytmie pogody”, „śpiewania mimo bólu” i „dawania czadu” przekonuje nas sama Tilda Swinton, nie jest trochę tak, że wierzymy jej bardziej niż komuś, kogo znamy osobiście?
– Gdy w zeszłym roku prezentowaliśmy wystawę w Amsterdamie, „Notatki o radykalnym życiu” domykały ekspozycję. Tutaj nadają jej one kontekst już na wstępie. Widz zyskuje dzięki temu głębsze zrozumienie współprac, w które angażuje się Tilda, oraz jej wkładu w sam proces kreatywny. Praca nad filmem czy tworzenie sztuki przybiera dla niej formę niekończącej się rozmowy – mówi Reinier Klok, koordynator projektu z amsterdamskiego Eye Filmmuseum.
To właśnie na zaproszenie tej prestiżowej instytucji powstała wystawa. W jej produkcję była też zaangażowana Polka – Julia Kozakiewicz, która spinała cały proces, zarządzała harmonogramem, pilnowała deadline’ów i wraz z Klokiem czuwała nad pracą międzynarodowego zespołu liczącego około 100 osób.
Jak zwiedzać wystawę „Tilda Swinton – Ongoing”?
Chronologia zdaje się mieć na wystawie drugorzędne znaczenie. Po zapoznaniu się z „Notatkami o radykalnym życiu” możemy w dowolnej kolejności oglądać prezentowane dalej filmy, instalacje, obiekty i zdjęcia. To do nas należy decyzja, czy najpierw zagłębimy się w świat Pedra Almodóvara, gdzie zobaczymy Swinton w ekranizacji monodramu Jeana Cocteau „Ludzki głos” (2020), czy będziemy podziwiać młodziutką Tildę w finałowej scenie eksperymentalnego filmu Dereka Jarmana „Ostatni Anglicy” (1988), u którego kilka lat wcześniej zadebiutowała przed kamerą.
– Najważniejsze przy projektowaniu wystawy filmowej jest to, aby przestrzeń sprzyjała skupieniu. Jeśli widz ma spędzić z pracą kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, musi czuć się komfortowo. W pomieszczeniu powinno być więc wystarczająco ciemno, trzeba też zadbać o jakość dźwięku. W Eye mieliśmy ułatwione zadanie, bo pracowaliśmy w salach muzealnych. Tutaj konieczna była ingerencja – mówi Klok.
Za adaptację wystawy w postindustrialnych wnętrzach IPK odpowiada wielokrotnie nagradzany architekt Maciej Siuda. A nad całą koncepcją czuwała sama Swinton. Każda projekcja odbywa się w specjalnie wydzielonej przestrzeni. Nie ma tu przypadków. Dwukanałową instalację złożoną ze scen z „Truposze nie umierają” (2019) Jima Jarmuscha oglądamy na stojąco, jakby w ciągłej gotowości. Intymny krótkometrażowy film „Camaraderie” (2025), w którym kamera Luki Guadagnino podąża za Swinton w głąb natury, wyświetlany jest z kolei wewnątrz obitego tapetą w stylu retro pokoiku zaprojektowanego specjalnie na potrzeby wystawy.
Jaki jest najmocniejszy punkt wystawy „Tilda Swinton – Ongoing”?
Na ekranie i przed obiektywem aparatu Tilda jest zjawiskowa. Czaruje zarówno na zdjęciach Tima Walkera, z których patrzy prosto na nas, pozując w kostiumach swoich przodków, jak i wtedy, gdy obserwujemy jedynie tył jej głowy w surrealistycznym wideo „Phantoms” (2025) Apichatponga Weerasethakula. Najmocniejszym punktem wystawy jest jednak dla mnie praca, w której aktorki nie widać. To szklana gablota z materacem obleczonym białym prześcieradłem. Swinton leżała w niej zamknięta przez wiele godzin podczas performansu „The Maybe”, prezentowanego po raz pierwszy w 1995 roku w londyńskiej Serpentine Gallery.
Była to jej reakcja na śmierć Dereka Jarmana i wielu innych przyjaciół, którzy zmarli w wyniku powikłań związanych z AIDS. Publiczność mogła czuwać przy Swinton, tak jak ona czuwała przy szpitalnych łóżkach umierających bliskich. W przeciwieństwie do nich mogła się jednak obudzić i żyć dalej. „Notatki o radykalnym życiu” wybrzmiewają najmocniej właśnie w tym miejscu. I chyba po raz pierwszy podczas całej wystawy nie traktuję ich z lekką dozą ironii.
Stylista Jerry Stafford podczas sesji okładkowej z aktorką do „Harper’s Bazaar Polska” opowiadał redaktorce naczelnej Zuzannie Krzątale o tym, że Tildzie łatwiej przychodzi wcielanie się w postać niż granie samej siebie. Stojąc przed instalacją wykorzystaną w „The Maybe”, wyobrażam sobie Swinton bez aktorskiej maski. Pozostałe prace pokazywane na wystawie, choć powstawały we współpracy z innymi twórcami, są w dużym stopniu hołdem dla niej samej. Budują ikonę, jaką jest Tilda Swinton. „The Maybe” to artystyczny gest wykonany z myślą o innych, niekoniecznie znanych nam z imienia i nazwiska czy twórczego dorobku. W nim w końcu dostrzegam ją jako człowieka. To właśnie ta Tilda inspiruje najbardziej.
Wystawę „Tilda Swinton – Ongoing” można oglądać do 17 stycznia 2027 roku w Instytucie Przemysłów Kreatywnych przy ul. Mińskiej 65 w Warszawie.
Organizator: Malta Festival
Producent: Eye Filmmuseum
Partnerzy organizacyjni: Instytut Przemysłów Kreatywnych, Centrum Filmowe im. Andrzeja Wajdy
